Jednym z jej uczniów jest chłopak uczęszczający do ósmej klasy. Powiedzmy, że nazywa się Tobiasz. Uczy się średnio, ale jest bardzo dociekliwy. Nie jest dzieckiem, któremu można cokolwiek wmówić, albo narzucić. Tobiasz niczego nie wkuwa na pamięć. Nie musi. Zapamiętuje w inny sposób. Tobiasz tak długo dociera do źródła, aż zrozumie, skąd coś się wzięło i dlaczego.
W szkole tej uczy kilka nauczycielek i dwóch panów. Jednym z nich jest wuefista, a drugi to ksiądz, który przygotowuje drugoklasistów do Pierwszej Komunii św.
Wśród nich jest pani matematyczka, umówmy się, że ma na imię Michalina. Charakter pani Michaliny współgra z przedmiotem, którego uczy. To znaczy, w jej życiu wszystko na czymś musi się opierać i zgadzać. Jest pragmatyczna, konkretna i nie uznaje odstępstw od reguły. Innymi słowami, wszystko jest policzalne i przeliczalne. W przypadku Tobiasza ta przeliczalność przekłada się oczywiście na jego oceny. Nienajlepsze, bo choć Tobiasz matematykę ma w małym palcu, to jednak w oczach pani Michaliny na swoim koncie zanotował wielki minus: jest kłopotliwym uczniem, bo zadaje zbyt dużo pytań. Kobieta nie jest już najmłodsza i trochę zmęczona życiem. Dla niej 2 + 2 = 4, i koniec, kropka! Po co drążyć temat, skąd to się wzięło! Już dawno zostało udowodnione i należy przyjąć to za pewniak!
Inna kobieta, powiedzmy, że ma na imię Celina, uczy fizyki. Fizyka od zawsze interesowała Tobiasza, toteż jej lekcje należą do jednych z ulubionych. Pani Celina przedstawiając uczniom prawa fizyki, które rządzą światem, opiera się na konkretnych badaniach, przeprowadzonych przez nieomylnych specjalistów w tej dziedzinie. W jej oczach Tobiasz również czasem bywa frustrujący, bowiem pyta o wiele szczegółów. Zbyt wiele, a pani Celina naukowcem nie jest i nie do końca potrafi odpowiedzieć na jego pytania. Za to doskonale wydaje rozkazy w stylu: Siadaj! Takie są prawa fizyki i nikt ich nie zmieni! Po prostu trzeba je przyjąć do wiadomości i się z nimi pogodzić, pokrzykuje często, zresztą nie tylko na Tobiasza.
Fizyka jak fizyka. Owszem, ciekawa, ale jest coś ciekawszego. Biologia. Chłopak uwielbia biologię. W jego szkole naucza jej pani o dźwięcznym imieniu Asia.
Pani Asia jest miłą osobą. Do tego młodą i samotną. To ważne, bo ma przez to więcej czasu i niewyczerpanej energii. Tobiasz słucha jej słów z zaciekawieniem. Kobieta mówi w sposób zrozumiały, nawet dla największego ignoranta tego przedmiotu. I ma w sobie jeszcze coś, czego nie mają dwie poprzednie panie. To coś to przekonanie, że z biologicznego punktu widzenia może zdarzyć się wiele nieprzewidzianych sytuacji, które potrafią wpłynąć na powstanie nowych gatunków. Na przykład z dwóch różnych odmian kwiatów, po zapyleniu powstać może całkiem inna, nie występująca dotąd roślina. Podobnie rzecz ma się ze zwierzętami, bakteriami, czy wirusami.
To, że nic tu nie jest do końca przesądzone, niezmiernie frapuje Tobiasza.
Jeszcze ciekawszym przedmiotem wydaje mu się język polski. Bynajmniej nie dlatego, że zasady gramatyki i ortografii są wielce skomplikowane i dla niektórych czasem wręcz nie do przebrnięcia. Tego akurat Tobiasz nienawidzi. Uwielbia za to polonistkę, panią Antosię, a zwłaszcza jej podejście do tematu wyobraźni. Temat ten w życiu ośmioklasisty, ale także innych dzieci oraz ludzi dorosłych odgrywa bardzo ważną rolę, jeśli nie najważniejszą.
WYOBRAŹNIA bowiem, lub jej brak, decyduje o tym, kim i jakim człowiekiem się stajemy. Toteż Tobiasz słucha pani nauczycielki jak nikogo na świecie.
Pani Antosia czytając prozę lub wiersz, zabiera go w nieodgadniony świat. Ten świat w jego wyobraźni staje się „taki jego” i może do niego wpuścić kogo chce. Zobaczyć go swoimi oczami i zapisać w głowie na długi czas, albo przeciwnie, nie przyjąć czegoś do wiadomości, wyrzucić. W wyobraźni Tobiasz może robić, co tylko zapragnie. I to jest bezcenne!
Nie może zrozumieć tylko jednego.
Na lekcjach religii ksiądz i katechetka tłumaczą stale, że to Bóg wszystkim rządzi, nawet naszymi myślami. Gdyby jednak w rzeczywistości tak było, to nic nie byłoby zależne od nas. A przecież jest!
Próbuje więc zapytać o to księdza, powiedzmy, że ksiądz proboszcz ma na imię Tomasz.
Ksiądz Tomasz z natury jest człowiekiem spokojnym, wydawać by się mogło zawsze opanowanym. Prócz tego cierpliwym i wyrozumiałym. Tobiaszowi wydaje się więc najbardziej odpowiednią osobą do rozstrzygnięcia tego typu niejasności. Zadaje więc mu mnóstwo pytań. Ksiądz odpowiada, ale jak się wydaje ośmioklasiście, trochę pokrętnie. Nie wszystko bowiem w jego odpowiedziach się zgadza, jakby powiedział Tobiasz, nie trzyma się kupy. Czasem jedno przeczy drugiemu.
Ksiądz Tomasz, choć miły i dobrotliwy, to jednak głównie demagog. Do tego nie wszystko w kwestiach wiary jest wytłumaczalne, namacalne. I tu tkwi cały problem, przynajmniej dla Tobiasza. Co prawda chłopak ma wielką WYOBRAŹNIĘ, ale to za mało, by wszystko mógł przyjąć bez zastrzeżeń. Mówi o tym księdzu. O to i owo dopytuje, czasem coś podważając. Wspomina o bezsensownych wojnach i katastrofach. Pyta, jak to w końcu jest:
- Bóg jest dobry czy zły? Bo jeśli dobry, to dlaczego zabija tyle niewinnych istnień?
Pyta nie tylko o to. Słyszał przecież w telewizji o pedofilii i nadmiernym bogaceniu się wśród kleru.
To błąd. Nie powinien pytać. To nie jest dobry czas na takie pytania. Nie sprzyja temu polityczny klimat, ale chłopak nie może o tym wiedzieć.
Ksiądz Tomasz, niestety, nie jest w stanie nadążyć za przemyśleniami chłopca, które często nijak nie przystoją do kwestii wiary, a tym bardziej pogodzić się z tym, że kilkunastoletni chłopak zadaje tak drażliwe pytania. Denerwuje się więc. Trudno ocenić, czy bardziej na chłopca, czy raczej na siebie. Poziom adrenaliny rośnie. W końcu przekracza dopuszczalną normę i wybucha.
- A idź mi, ty pomiocie czarta! – krzyczy na Bogu ducha winnego, ciekawskiego chłopca. – Co ta telewizja zrobiła z waszymi umysłami! Boga w was zabiła! Pokolenie LGBT! Tęczowe flagi będziecie wieszać na świętych pomnikach! Nienarodzone dzieci zabijać!
Chłopak nie lubi, gdy posądza się go o coś, czego nie zrobił. Nikt tego nie lubi. Oburza się więc, jednocześnie, choć niepotrzebnie, tłumacząc.
- Ależ, proszę księdza, ja nie powiesiłem żadnej flagi – i dodaje: - Poza tym ksiądz się myli… Święci mogą być ludzie, ale nie pomniki. I nie zabiłem żadnego nienarodzonego dziecka. Nawet nie mam pojęcia, jakby to można było zrobić…
Do dotąd spokojnego i zdawać by się mogło zawsze opanowanego księdza nie docierają żadne tłumaczenia. Zawodzi także logika, ustępując miejsca złości.
Tobiasz odchodzi niepocieszony i nieco przestraszony. Nic złego przecież nie zrobił. Miał tylko pytania, na które pragnął poznać odpowiedzi. Ale nie otrzymał ich od nauczycieli. Zwłaszcza tego, rzekomo najważniejszego z nich.
Co mu zostało? Tylko WYOBRAŹNIA. Jak zadziała? Gdzie go zaprowadzi? Tobiasz przekona się za parę lat.
Póki co myśli, że może dobrze byłoby zostać… szewcem. Bo w tym przypadku wszystko jest proste. Jak w matematyce. Ile butów naprawi, tyle zarobi.
Albo polonistą lub kimś, kto na co dzień ma do czynienia z książkami, z poezją… Bo w powieściach i w poezji wszystko wydaje się takie inne, choć nie zawsze do końca przejrzyste, czasem zbyt wydumane, to w gruncie rzeczy prostsze, bezkonfliktowe. I takie jego…