Zdjęcie: Pixabay
O jedną lekcję religii w szkołach,
którą zredukowano?
To, że nie będzie jej w szkołach, nie
znaczy jeszcze, że nie może być jej w ogóle.
Zawsze może
odbywać się na plebanii.
Nie ma miejsca na plebanii?
Może użyczy swojego pomieszczenia ktoś z wiernych?
Państwo
nie zapłaci? No nie, bo przecież państwo to nie tylko
katolicy. Inni niekoniecznie mają ochotę się do tego
dokładać.
Gdyby ktoś na przykład zabierał mi podatek na
zielonoświątkowców czy ludzi wyznających w naszym kraju islam (to
tylko przykład), też bym się oburzyła. Zapewne jak większość
katolików.
Lekcja religii może bez przeszkód odbywać się
na plebanii. Ksiądz (lub katechetka, zakonnica, czy ktokolwiek inny)
może bez przeszkód nauczać jej za darmo. Ileż to osób
pracuje społecznie i jakoś nikomu korona z głowy nie spadła.
A
gdyby ten i ów ksiądz podniósł krzyk, że nie będzie pracował
za darmo, niech się złożą na zapłatę za jego pracę rodzice
dzieci uczęszczających na religię.
Rodzice boją się o
to, że dzieci nie dotrą na miejsce bezpiecznie? Żaden problem.
Każdy ksiądz i każda zakonnica mają samochody. Mogą przecież
czekać pod szkołą na dzieci i bezpiecznie dowieźć je na
plebanię, a potem z powrotem odwieźć pod szkołę. Ewentualne
kwestie finansowe (etylina) też są do ogarnięcia przez
rodziców.
O co więc tyle krzyku?
Ano o to, że już mało
kto ma ochotę posyłać dzieci na religię.
Religii na
dobrą sprawę mogą nauczyć się z internetu. Rodzice w tym
wypadku mieliby pełny wgląd w treści przekazywane ich
dzieciom.
Komu to nie pasuje?
Księżom. Dlaczego?
Powodów pewnie znalazłoby się kilka.
Nie wszystkim oczywiście,
bo wciąż wśród nich są tacy księża, którzy są w porządku.
Na dociekliwe pytania naszych pociech odpowiadają mądrze, z
rozsądkiem, odpowiednio przygotowani pod kątem psychologii i nie
naginają swojego podejścia do dzieci przez złe rozumowanie przez
nich samych prawd nauki i wiary.
Jesteście w stanie wskazać taką
osobę duchowną z imienia i nazwiska?
Jeśli tak to już polowa
sukcesu.

