piątek, 13 lutego 2026

KĄCIK POLITYCZNY

 




Zdjęcie: Pixabay


Nie o politykę bynajmniej tutaj chodzi, a o zwykłe przyjęcie imieninowe.
Na myśl o tym, że zbliżają się imieniny męża, Waldemara, Anna przeżywała swoistą katorgę. Wszystko rozgrywało się w jej myślach już na dwa tygodnie przed imprezą.
I nie pomagały tłumaczenia mężowi, że przecież tak jak i reszta znajomych zaniechali zapraszania gości na imieniny już kilka lat temu.
- Teraz takie czasy – tłumaczyła Waldkowi. - Imienin się już nie obchodzi. Czy ktoś ostatnio zapraszał nas na swoje? - pytała zirytowana pomysłem męża.
Maż jednak obstawał przy swoim.
- Najwyższy czas, żeby do tego powrócić. Ludzie teraz przestali się kontaktować. A to doskonała okazja, żeby spotkać się w gronie krewnych i znajomych. Kto wie, ile jeszcze będziemy żyli na tym świecie – sięgał po argumenty z najwyższej półki.
Potem musiała wysłuchać długiego monologu o tym, że przecież wojna u naszych granic, że Trump nieobliczalny, że tyle chorób czai się za rogiem, że firmy medyczne chcą zdziesiątkować ludność świata, i tak dalej, i tak dalej.
- No dobrze, urządzę ci te imieniny – zdecydowała w końcu, bardziej na odczepne, gdyż biadolenie Waldka przybierało na sile.

Stanęło na tym, że gości będzie 26, a Waldemar sam zamówi ciasta w cukierni, a także osobiście je przywiezie do domu. Catering także zostanie zamówiony.
- Na tyle osób potrzebowałabym pomocy kucharki, a to już przesada! Ile by to wszystko razem kosztowało! - burzyła się na samą myśl.

Nie to jednak najbardziej spędzało jej sen z powiek, a zgoła coś innego.
Odwieczna polityka przy stole!
Doskonale wiedziała, że uprzedzanie kogokolwiek, jak to dawniej bywało, że o polityce nie rozmawia się przy stole, na nic się zdawało.
Prośby Anny swoje, a goście swoje. Zawsze znalazł się ktoś, kto nie był wstanie utrzymać przysłowiowego języka za zębami. Efekt? Można się domyślić. Część gości wychodziła obrażona, a rodzinne wojenki trwały potem całymi miesiącami.

- Nie zniosę tego – martwiła się Anna. - Już nie. Jestem coraz starsza, a co za tym idzie, coraz mniej mam siły, coraz mniej cierpliwości.
Tego dnia jak zwykle położyła się wieczorem spać, ale sen nie przychodził. Anna rozmyślała. Gdzieś kolo godziny drugiej w nocy na chwilę przysnęła. Ale tylko na chwilę, bo wybudził ją ze snu jakiś koszmar, po którym trudno było jej ponownie zasnąć. Za to zaświtała genialna myśl!
- Kącik polityczny! To jest to! - podzieliła się swoim odkryciem następnego dnia rano.
- Nie mówisz poważnie? - Waldek nie dowierzał. - Zamierzasz z mojego gabinetu zrobić pokój do dyskusji o polityce?
- Tak, i nad drzwiami do niego umieszczę właśnie wielki transparent z takowym napisem.
Anna nie żartowała. Każdy, komu przyszłaby ochota wziąć się za politykę, mógłby z niego skorzystać, nie narażając w ten sposób innych gości na niepotrzebne, męczące tematy.
Waldemar się dziwił i powątpiewał, by pomysł okazał się trafiony, ale ostatecznie na niego przystał. Słyszał już, że gospodarze czasem ustawiali puszkę na stole, do której wrzucano monety, gdy ktoś próbował zboczyć na tematy polityczna, wtedy dostawał karę. Ale żeby kącik polityczny?

Imieniny Wojtka dla wielu okazały się sporym zaskoczeniem. Niektórzy goście już od progu wyrażali swój aplauz.
- Jak to dobrze, że wróciliście do tej tradycji – pierwsza zachwycała się kuzynka Zosia. - Myślałam, że już całkiem pozamykamy się w domach i przestaniemy odwiedzać. Ludzie teraz całkiem zdziczeli...
- No, no, ja tam nie zdziczałem. Mam sporo kontaktów w pracy, ale to prawda, nie spotykamy się w domach, ani nawet przy kawie w kawiarni – trochę niby oburzył się kuzyn Maks.
Oczywiście uściskom i życzeniom nie było końca. Ilość przyniesionych kwiatów też zaskoczyła Annę. Nie była na to przygotowana. Zabrakło wazonów.
Radość gości gasła wraz z przekroczeniem progu salonu, gdzie przy długim stole ustawione były krzesła. I choć suto zastawiony, nie wzbudzał większej uwagi. Wzrok gości niemal w pierwszej kolejności przykuwał wielki napis nad gabinetem Waldka.

- Dzisiaj będzie bez politykowania. A kto będzie miał ochotę podzielić się swoimi uwagami w tym temacie, zapraszamy – Anna wskazała ręką przeznaczone do tego miejsce.
Chyba nie wszystkim, a nawet na pewno, się to nie spodobało, ale nie protestowano.
Atmosfera przy stole była nieco drętwa, choć było widać, że wszyscy starali się uszanować prośbę gospodarzy. Nie rozluźnił jej nawet alkohol ani wykwintne dania. Odnosiło się wrażenie, jakby goście pozbawieni zostali najważniejszej przyjemności, czyli w domyśle, wroga i ataku słownego na niego.

Pierwsza nie wytrzymała Irena, ciotka Anny.
- Wybaczcie, ale czuję się tu dzisiaj jak w okowach. Boję się odezwać, żeby nie odstrzelono mi głowy – wyraziła swoje niezadowolenie.
Irena, kobieta grubo po siedemdziesiątce, mianująca się wszem i wobec wielką patriotką, górowała nad resztą towarzystwa swoją zarówno posturą, jak i barwnym językiem. Z zasady przekrzykiwała wszystkich, narzucając im swoje poglądy na różne tematy. Na polityce rzekomo znała się najlepiej z całego grona i zawsze, i wszędzie zaciekle broniła swoich uczuć religijnych, chociaż do kościoła nie chodziła od czterdziestu lat.
- Ja trochę też – w sukurs przyszedł jej syn Maciej z wielkim medalionem na szyi przedstawiającym symbol Konfederacji, osławionej partii politycznej.
Maciej był nieodłączną kopią swojej matki. Też na wszystkim najlepiej się znał.
- Niby czemu? - spytała gospodyni trochę zaniepokojona nagłą zmianą nastrojów swoich gości. - Jeśli ktoś ma ochotę podyskutować na tematy polityczne, zawsze może to uczynić. Tylko że w gabinecie Waldka...

Chyba nikt się tego nie spodziewał, albo odwrotnie, wszyscy się spodziewali, bo nagle Irena wstała od stołu i powędrowała do gabinetu, zapraszając przy tym innych biesiadników. Można się było tego spodziewać, że kolejnym chętnym pójścia w jej ślady był syn Maciej i jego żona Monika. Rychło dołączył do nich kuzyn Marian i jego partnerka Barbara. Wkrótce gabinet Waldka zapełnił się po brzegi rozegzaltowanymi gośćmi. Przy stole zostali tylko gospodarze i… dzieci.
- Nie do wiary! Spójrz no tylko, Waldek, jak skaczą sobie do oczu...
Rzeczywiście, w jego gabinecie było bardzo głośno. Słychać było przekleństwa i obelgi, ale nikt nie rezygnował z ożywionej dyskusji, jakkolwiek by to nie nazwać.
Anna wraz z mężem patrzyli na to z politowaniem.
- Mam pewien pomysł – powiedziała po chwili żona Waldemara. - Zabierzemy dzieciaki i pójdziemy na spacer. Do pobliskiego lasu. Przedtem jednak zamkniemy ich tam cichaczem na klucz.
- Dobrze byłoby jeszcze sprzątnąć jedzenie ze stołu, ale niestety takiej ilości wiktuałów nie ma gdzie umieścić – zmartwił się nieco gospodarz. - Ostatecznie spakujemy trochę i weźmiemy ze sobą do lasu – zdecydował.

- No i widzisz! Po co była ta impreza? - przekomarzała się z nim żona w drodze do lasu.
- Może po to, żeby kolejny raz zobaczyć jak w ostatnim czasie bardzo się wszyscy zmieniliśmy – odparł też trochę zniesmaczony całą tą sytuacją. - Jak bardzo jesteśmy podzieleni...
- Niewyrozumiali, rozgoryczeni, przepełnienie złością – dodała Anna.
Po chwili żona spytała męża:
- Czy nie uważasz, że trzeba by było zmienić nazwę z
Kącika Politycznego na Igrzyska Złości?
Mąż przytaknął w milczeniu.
I pomyśleć, że wszystko to sprawił jeden mały, zawzięty człowiek...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

KĄCIK POLITYCZNY

  Zdjęcie: Pixabay Nie o politykę bynajmniej tutaj chodzi, a o zwykłe przyjęcie imieninowe. Na myśl o tym, że zbliżają się imieniny męża, Wa...