niedziela, 11 stycznia 2026

Diablica

 


Opowiadanie
Zenon siedział nad kuflem piwa oparty o drewnianą ławkę pod rozłożystym parasolem z wielkim napisem pewnej firmy produkującej ów trunek. Sprawiał wrażenie zmęczonego lub... rozmarzonego. Szybko okazało się, że raczej to drugie. Było gorące lato i zbierało się na burzę. Ani on, ani jego koledzy towarzyszący mu w tym czasie nie mogli jeszcze wtedy wiedzieć, że także w ich życiu.
Póki co Zenon myślami był w dalekich krajach razem ze swoją piękną, choć już nie pierwszej młodości małżonką, Natalią. Od kilku dobrych lat Natalia nie przestawała zasypywać go pytaniami, kiedy w końcu wyjadą na zasłużony urlop gdzieś do ciepłych krajów. Oboje od dawna o tym marzyli, ale marzenia nijak miały się do ich możliwości finansowych. W tym roku jednak Zenkowi trafiło się dobrze płatne zlecenie, pracował jako monter urządzeń grzewczych, i przy małej współpracy ze swoimi rodzicami, którzy postanowili wspomóc go finansowo, wreszcie mógł sobie na to pozwolić. Był więc zadowolony jak nigdy dotąd i zamknąwszy oczy, tajemniczo uśmiechał się pod nosem.

Zauważył to jego kumpel, Marian, towarzyszący mu przy delektowaniu się napojem z pianką. Oczywiście nie omieszkał tego skomentować, zwracając się do trzeciego z mężczyzn, również siedzącego pod owym parasolem.

- Patrz, Waldek, chyba śnią mu się córy Koryntu! W przeciwnym razie nie byłby taki uszczęśliwiony – zadrwił sobie z kolegi.
Tamten tylko głupio się zaśmiał. Na nic więcej nie było go stać. Opróżnił już kilka piw i alkohol zrobił swoje.
Zenek nieco się zirytował. Nie lubił, gdy ktoś się z niego naśmiewał. A od prostytutek zawsze trzymał się z daleka. Poza tym miał przecież piękną żonę, której zazdrościli mu koledzy, nie tylko ci od piwka. Nie omieszkał im o tym przypomnieć.
- Co za bzdura! Moja Natalia jest niczym kwietna łąka w maju! Zawsze piękna, zawsze zadbana i cudownie pachnąca! I tej jej cudne, długie blond włosy niczym u anielicy – nie mógł się jej nachwalić.
Marian i Waldek słysząc to prychali niczym konie, którym właśnie co rzucono wiązkę siana. I drwili sobie z niego dalej.

W pewnym momencie, zapewne pod wpływem zbyt dużej ilości wypitych piw, Waldkowi nagle zmienił się nastrój. Przypomniał sobie bowiem o swojej żonie, Helenie.
- Co by nie powiedzieć, ty Zenek, masz jednak szczęście!. Tobie trafiła się anielica, a mnie diablica! I to jeszcze taka, co ma wszystkie diablice pod sobą. Królowa diablic!
- E, chyba pani prezes – wtrącił swoje dwa grosze Marian, coraz słabiej kontaktujący.
Wyliczanie wszystkich rzekomych przywar swojej żony zajęło mu trochę czasu, zwłaszcza, że język Waldkowi coraz bardziej się plątał.
Tymczasem burza wisiała nad nimi i zamierzała poczynić wielkie zamieszanie. Ale zanim ta atmosferyczna zdążyła się na dobre rozgościć, uprzedziła ją inna. Na imię miała Helena.
Razem ze swoją koleżanką, Cecylią, żoną Mariana, od pewnego czasu czaiły się za wielkim krzakiem w pobliżu raczących się piwem małżonków. Nie mogąc się doczekać ich rychłego powrotu do domu, postanowiły doprowadzić ich tam osobiście.
- Są tu! A jakże! - informowała przez telefon Natalię, żonę Zenka.
- Zaraz ich stąd przepędzimy! - grzmiała zła jak osa.
Zanim jednak do tego doszło, do ich uszu dobiegło sporo cierpkich słów, wypowiedzianych pod adresem Heleny.


Co było dalej, lepiej nie wiedzieć. W każdym razie Helena poprzysięgła sobie solidną zemstę na małżonku. Długo nad nią nie rozmyślała. Jeszcze tego samego dnia pobiegła do sklepu z materiałami i kupiła całkiem sporo metrów czarnego płótna.
W czasie, gdy podpity Waldek spał kamiennym snem, ona ciężko pracowała przy maszynie do szycia. Z uszyciem odpowiedniego stroju nie miała problemu. Problem nastręczało tylko zrobienie rogów, ale ostatecznie i z tym sobie poradziła.
- A gdzie widły! Skąd zdobyć widły? - w duchu pytała samą siebie. Czy diabeł, tudzież diablica nie powinni mieć wideł? Patrząc jednak na to realnie, przecież żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku! Co tam widły! Teraz diabły mają zapewne nowocześniejsze środki bezpośredniego przymusu. Jakiś paralizator na przykład... gaz pieprzowy albo jeszcze coś innego.
Stanęło na tym, że ostatecznie wystarczy łopata. Taka zwykła, do robienia dołów w ogródku.
Swojego zamysłu jednak nie wprowadziła w czyn jeszcze tej nocy. Małżonek musiał być całkowicie trzeźwy. I na dobrą sprawę zapomnieć o tym, że przysporzył jej tyle bólu, choć to akurat przychodziło mu bez trudu.
Zemsta bowiem, kiedy jej się nie spodziewasz, bywa najbardziej dotkliwa.

Niespełna dwa tygodnie później, ubrana w strój diablicy, stanęła w nocy przy jego łóżku.
- Diablica, powiadasz? No to będziesz miał swoją diablicę!
I z rozmysłem zatkała mu nos dłonią. Obudzony w ten sposób małżonek nie wiedział, co się dzieje. Do wnętrza sypialni wpadało tylko blade, rozproszone światło ulicznej latarni, które na swój sposób dopełniało całości sytuacji.
Przerażenie Waldemara było tak ogromne, że skończyło się na noszach w karetce, która na sygnale zawiozła go ze stanem przedzawałowym do szpitala .

Być może wszystko by się nie wydało, gdyby ich kilkunastoletni syn, Mateusz, wcześniej przypadkowo nie odkrył owego przebrania w jednej z szuflad.
- Przyznaj się, mamo! Zrobiłaś to z rozmysłem. I właściwie ci się nie dziwię. Ojciec bywa trudny. Wymagający, despotyczny, złośliwy i wcale cię nie szanuje. Ale chyba nie pomyślałaś, że tak może to się skończyć?
- Masz rację, nie pomyślałam – przyznała z pokorą, w głębi duszy jednak wcale tego nie żałując.
Mateusz zapewnił, że jej nie wyda. Sam bowiem miał wiele żalu do ojca.
- Może uda mu się wmówić, że ma omamy i zaproponować psychiatrę? - kombinował.
- Życzę powodzenia! Zacznij już teraz, bo do psychiatry są o wiele dłuższe kolejki niż do kardiologa. I koniecznie trzeba pozbyć się tego stroju!
- Spokojnie, już się tym zająłem. Właśnie płonie w kominku. A potem dodał:
- Jest środek lata. Nikt nie pali o tej porze w kominku... Będę miał sporo pracy, żeby go wyczyścić.

Wniosek z tego taki, że nie warto mówić wszystkiego co się myśli. A już na pewno nie przy piwie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

KĄCIK POLITYCZNY

  Zdjęcie: Pixabay Nie o politykę bynajmniej tutaj chodzi, a o zwykłe przyjęcie imieninowe. Na myśl o tym, że zbliżają się imieniny męża, Wa...