piątek, 25 grudnia 2020

Wigilia, czyli prawie jak święci

Miejsce akcji: Zdarzyć może się wszędzie.
Czas akcji: Wigilia i dwa dni po niej.
Gdzieś tam w Polsce mieszkają państwo, powiedzmy, że nazywają się Alina i Stanisław Wiśniewscy. Mają trójkę dorosłych dzieci: Patrycję, Janusza i Grzegorza, którzy jakiś czas temu założyli własne rodziny. Na świecie pojawiły się też wnuki, które na razie pomińmy.
Żadne Święta Bożego Narodzenia, a tym bardziej Wigilia nie mogą obejść się bez wspólnego świętowania przy stole w domu rodziców. Bo tak nakazuje tradycja. Bo jest to okazja, by wreszcie spotkać się wszyscy razem, ale też dla niektórych po prostu wygoda. Gro przygotowań do świąt spoczywa bowiem na rodzicach.
Pani Alina wkłada sporo trudu w to, by jak najlepiej ugościć swoje dzieci, ich współmałżonków i wnuki, a pan Stanisław tradycyjnie stara się o choinkę i karpia. Prezenty rodzice najczęściej kupują wspólnie. Dorosłe dzieci też oczywiście pamiętają o rodzicach i coś z sobą przywiozą. W wigilię wszyscy siądą razem do stołu i przełamują się opłatkiem.
Jakby to ująć? Jest miło, serdecznie, wręcz słodko. Nikt na nikogo nie warczy. Każdy przywdziewa na twarz uśmiech, bez względu na to, czy jest on szczery, czy też nie. Tak po prostu wypada i kropka.

Patrycja nie upomina się o to, że niedawno rodzice dołożyli się finansowo do kupna samochodu Grzegorza, a jej nie podarowali ani złotówki.
Janusz z żoną nie mają pretensji, że jego matka, pani Alina, na co dzień pomaga córce wychowywać  dwójkę dzieci i niemal stale się nimi zajmuje, przez co brakuje jej czasu dla ich kilkuletniego syna, którego niestety musieli zapisać do przedszkola.
Grzegorz w tym dniu nie ma odwagi wytknąć bratu, że rodzice podarowali mu działkę pod budowę domu, a jemu nie.
Wreszcie obaj bracia nie wspomną w tych dniach o odwiecznych pretensjach do siostry, którą to rodzice w testamencie ustalili główną spadkobierczynią po ich śmierci. O tym, że w zamian za to spocznie na niej obowiązek opieki nad rodzicami na starość, a jakże, cicho sza. Bo w święta nie wypada.

Co zatem wypada? Trzeba zachowywać się nienagannie, życzliwie i do każdego członka rodziny podchodzić ze zrozumieniem i miłością. Grzechy wybaczyć, o grzeszkach zapomnieć, darować winy i kary, podać sobie przyjazną dłoń. W końcu są rodziną, a rodzina powinna zawsze trzymać się razem. Tak nakazuje niepisany kodeks rodzinny i religia, którą wszyscy wyznają.

Toteż każdy stara się jak może.
Patrycja podsuwa kawkę i ciasto swojemu bratu Grzegorzowi, którego notabene nie cierpi, ale w takim dniu jak ten przecież mu tego nie pokaże.
Janusz smaruje opłatek miodem i rzekomo chętnie dzieli się nim z siostrą, podkreślając przy okazji, że ten miód to specjalnie dla niej, choć na co dzień wyraża się o niej używając wulgarnych epitetów.
Grzegorz, z natury pazerny jak mało kto, w dodatku strasznie zazdrosny, gratuluje bratu otrzymanej działki, a także kredytu z banku zaciągniętego pod budowę domu, z otrzymaniem którego był kłopot.
Wreszcie wszyscy razem życzą sobie sukcesów w pracy i w życiu rodzinnym, zdrowia i pogody ducha. Jeden drugiego zapewnia, że w razie czego, może na niego liczyć. Zwłaszcza teraz, gdy czasy takie ciężko. Bo ten koronawirus i wszystko stoi na głowie.
Póki co jest sielsko, anielsko, i o to przecież chodzi. Wszyscy się cieszą, a najbardziej rodzice. No bo jak tu się nie cieszyć, gdy panuje taka miła, rodzinna atmosfera?

Zgrana rodzinka. Prawie święci
. Brakuje tylko aureoli wokół głów, choć w domyśle gdzieś one tam są…
Pospadają, niestety, gdy skończą się święta. Opadną świąteczne maski. Wróci codzienność. Tak jak to bywa od wielu lat. Odezwą się sfory i waśnie. Historia zatoczy koło.
Niektórzy mawiają, że Święta Bożego Narodzenia to najpiękniejszy czas w roku, bo jednoczy bliskich sobie ludzi. Szkoda tylko, że na tak krótko.
Pan Jezus tego nie przewidział? A może Jego Urodziny powinniśmy obchodzić co miesiąc?

wtorek, 15 grudnia 2020

Święta, czy jak mężczyzna (nie)pomaga w domu

Miejsce akcji: mała miejscowość na Podbeskidziu. Równie dobrze może być gdzieś w Polsce.

Mieszka tu pan o imieniu Krzysztof. Imię oczywiście umowne. Pan Krzysztof od niedawna jest emerytem. Czasu ma w nadmiarze, zwłaszcza w okresie pandemii. Nie może nigdzie wyjechać na wczasy, na narty też nie bardzo, bo już za stary i kręgosłup stale o sobie przypomina. Nie może też pobuszować po sklepach, choćby tylko w celach czysto turystycznych, bo realia w czasie pandemii są jakie są. Nie może też zbytnio popracować koło domu. Niestety, zimno, szaro i buro, czasem mróz, śniegu brak. Nie ma zatem czego odśnieżać. Co w takim razie może nasz pan Krzysio? Ano obejrzeć telewizję (na okrągło), rozwiązywać krzyżówki i grać w gry komputerowe.
Praktycznie może, ale ileż można! Każdemu w końcu się znudzi. Toteż nasz bohater, pan Krzysio, usiłuje odnaleźć się w tej niecodziennej rzeczywistości i znaleźć sobie jakieś inne zajęcie. W końcu znajduje.
- Kochanie moje! – mówi do żony kilka dni przed świętami. – Pomogę ci w pracach przedświątecznych! – oznajmia ku zaskoczeniu żony.
Żona patrzy na niego z niedowierzaniem i pewnymi obawami, zresztą słusznymi, gdyż jak dotąd ukochany (albo i nie) mąż raczej wzbraniał się przed tym jak diabeł przed święconą wodą. Daje mu jednak szansę, aby mógł się wykazać. Są przecież dywany do wytrzepania, tarasy do uprzątnięcia, glazura do wyczyszczenia, całe mnóstwo niepotrzebnych rzeczy do wywiezienia na PSZOK.
Krzysztof jednak odrzuca jedną za drugą propozycję żony. Argumentuje to tak:
- Jest zimno, przymrozek, kolejki przed PSZOK-iem.
- W takim razie, w czym możesz mi pomóc? – pyta poirytowana żona.
Marzy jej się przecież, żeby ogarnął to, co należy do mężczyzny. No, powiedzmy, chociażby pojechał na myjnię z brudnym samochodem. Ale i to nie pasuje mężowi.
- Przecież wyjadę z tej myjni i samochód zaraz będzie wyglądał tak samo! – pokrzykuje pan Krzysztof.
Ostatecznie mężczyzna decyduje się pomóc w kuchni. Tu jest ciepło i, jego zdaniem, całkiem znośnie, przyjemnie pachnie potrawami, a i można coś podkraść do jedzenia w czasie przygotowywania tego i owego.
Żona niechętnie na to przystaje, bo wie czym to grozi. Może i zrobi pierogi, może i upiecze ciasto, ugotuje na wigilię zupę rybną. Tylko że… Gdy już skończy, kuchnia będzie nadawała się do remontu. Ona sama zaś będzie miała dwa razy więcej zmywania niż normalnie. Poza tym smak przygotowywanych potraw będzie inny niż zwykle. Czyli słony, pieprzny, no i wszystko będzie baaaardzo tłuste. Bo Krzysio tak lubi. A jeśli on coś lubi, to z gruntu wszyscy też powinni to lubić. Na samą myśl cierpnie jej skóra i już słyszy narzekania dzieci. Ale cóż? Ten rok jest inny, bo z koronowirusem, święta będą inne, więc może i potrawy też powinny?

W tej samej miejscowości, niemal po sąsiedzku mieszka pan Piotr. Sąsiad z założenia pomaga żonie przed świętami. Na gotowaniu i pieczeniu ciast się nie zna, więc robi zakupy. Mężczyzna, pięćdziesięcioletni, narzeka, choć jeszcze nie powinien, na słabą pamięć, toteż, gdy udaje się do supermarketu, zawsze, ale to zawsze zaopatruje się we wcześniej przygotowaną przez swoją życiową partnerkę listę potrzebnych produktów. Świąteczna lista zakupów jest zwykle długa, ale to nie zraża pana Piotra. Jest bowiem w swoim żywiole. Może wybierać do woli produkty i cieszyć nimi swoje oczy. Do domu wraca obładowany najróżniejszymi rzeczami, w połowie nie zamawianymi przez żonę. I już od progu zaczyna się to, co nieuniknione.
- Oj, ale wszystko podrożało! Wydałem prawie 5 stów! – narzeka pan Piotr.
- Przecież napisałam 2 masła, a ty kupiłeś 3! – kłóci się żona. – Napisałam 4 jogurty, a ty kupiłeś 12! Miały być  2 kawy, a ty przyniosłeś mi 4! O, proszę, 4 kg mąki, a ja potrzebuję tylko 2kg!
Właściwie wszystkiego jest więcej niż potrzeba. Biedna żona martwi się, gdzie to teraz wszystko upchnąć. Lodówka jest przecież tylko jedna, a i dodatkowych szafek kuchennych też już kuchni nie da się wstawić. Sprawa dotyczy też pieniędzy.
- Po co nam tyle jedzenia! – denerwuje się. – I tyle na to wydajemy kasy! Gdybyś tak dużo nie wydał na żarcie, mogłabym sobie kupić jakiś nowy sweter albo buty, a tak znowu będę musiała się bez tego obejść!
Pan Piotr jest niezadowolony, że żona nie docenia jego starań. Mało tego, jeszcze ma pretensje. Trudno się jednak dziwić kobiecie. Co prawda mawia się, że od nadmiaru głowa nie boli, ale gdy potem z bólem serca trzeba wyrzucić nieco jedzenia, które się zepsuje, to i owszem, głowa może rozboleć.

Niedaleko Pana Piotra mieszka inny mężczyzna. Powiedzmy, że ma na imię Sylwester. Pan Sylwester w ogóle nie ma zwyczaju w czymkolwiek pomagać żonie. Ani przed, ani po świętach. Ma dwie lewe ręce.
Karpia nie zabije, bo to nie humanitarnie. Ale zjedzenie go nie martwi pana Sylwestra. Choinki z lasu nie kupi, bo to nie ekologicznie. Sztuczna, plastikowa może być, mimo że zaśmieca potem Ziemię przez setki lat. Wykrętów co nie miara ma nasz pan Sylwek i to na każdą okazję.
Mężczyzna nie wie, co to okres przedświąteczny, bo święta ma w zasadzie cały rok. Jeśli akurat nie leży na kanapie, to pije piwko z kolegami w knajpie. A jeśli nie leży na kanapie i nie pije akurat piwka, to zalega w łóżku i wymyśla sobie różne choroby. No cóż, hipochondria to podobno też choroba i odkąd uświadomił to swojej żonie, kobieta nie może mieć do niego pretensji.
Zdana więc tylko na siebie jego biedna żona, bywa że zazdrości żonom pana Piotra i pana Krzysztofa. Jakby na to nie spojrzeć, nie ma problemu z remontem kuchni, ani z nadmiarem świątecznych sprawunków i wydanych na nie pieniędzy. W pewnym sensie więc powinna być zadowolona z takiego obrotu sprawy. Ale nie jest, bo między świętami a totalnym zmęczeniem stawia znak równości. Ponadto zwykle tak zwane przeharowanie przypłaca wykończeniem organizmu, skutkujące jakąś chorobą. A to bólami brzucha, a to głowy, albo przeziębieniem.

Żony owych panów czasem spotykają się gdzieś przypadkiem. Bywa że żalą się na swoich mężów. Czy słusznie? Oni przecież tylko chcą być pomocni (albo i nie)! Zwłaszcza przed świętami. Czy można zatem mieć im za złe, że chcą pomóc?
Teoretycznie nie. Praktycznie już tak. Bo pomagać też trzeba umieć. Nie wystarczy chcieć, albo robić to na swoją modłę.
Trzeba po prostu postarać się zrobić to prawidłowo.
Jest też pewna grupa Mężczyzn, choć może mniej liczna, która „czuje” nie tylko święta, ale i to wszystko, co się na nie składa, więc pomaga jak może. Tak od serca. I to jest dla kobiety najpiękniejszy, świąteczny podarek.

KĄCIK POLITYCZNY

  Zdjęcie: Pixabay Nie o politykę bynajmniej tutaj chodzi, a o zwykłe przyjęcie imieninowe. Na myśl o tym, że zbliżają się imieniny męża, Wa...