Miejsce akcji: Niewielka
miejscowość, jakich wiele w Polsce.
Mieszka tu pewna nauczycielka, nazwijmy ją panią
Weroniką. Pracuje w szkole podstawowej na etacie matematyczki. Mimo młodego
jeszcze wieku ma już liczne zasługi na swoim koncie. Cieszy się dobrą opinią
zarówno wśród uczniów jak i ich rodziców. Ogólnie rzecz ujmując, jest przez
wszystkich bardzo lubiana. Toteż czasem zdarza się, że za swój pedagogiczny
trud i niezwykłe empatyczne podejście do uczniów nagradzana jest kwiatami.
Panią Weronikę niezmiernie cieszy
każde słowo "dziękuję" i każdy otrzymany kwiatek. Dodaje jej to sił i chęci do
życia. Jak zresztą każdemu, którego praca zostaje doceniona.
W tej samej miejscowości mieszka niemal jej równolatek, powiedzmy, że nazywa się Marcin.
Z zawodu jest lekarzem. Pan Marcin pracuje w pobliskim mieście w szpitalu powiatowym na
oddziale neurologii. Często trafiają tam pacjenci po udarach i różnego rodzaju
wypadkach. Ich leczenie zwykle wymaga dłuższego czasu. Pan Marcin zajmuje się nimi z wielkim poświęceniem, daleko
wykraczającym poza szpitalne normy. Młody lekarz ma to do siebie, że umie nie
tylko leczyć, ale także słuchać pacjentów. Nie ocenia, nie gani, nie daje złotych
rad. Za to ma niezwykły dar podnoszenia na duchu swoich podopiecznych, co
bezpośrednio przyczynia się do szybszego ich wyzdrowienia. Krótko mówiąc,
pacjenci go uwielbiają, a co za tym idzie, także nagradzają komplementami i kwiatami,
zapewniając o swojej dozgonnej wdzięczności.
Dla pana Marcina jest to, jak sam
mawia, miód na jego serce. Niezwykła satysfakcja. I podobnie jak w przypadku
pani Weroniki, dodaje skrzydeł do dalszej pracy i powodów do radości w życiu
osobistym. Sukcesy w pracy bowiem przekładają się bezpośrednio na atmosferę w
domu.
Niedaleko pana Marcina mieszka czterdziestoparoletnia kobieta, nazwijmy ją panią Zdzisławą. Pracuje w sklepie
spożywczym. Jest kasjerką, ale zdarza się, iż pracodawca na kilka godzin
oddelegowuje ją do pracy na przysklepowym magazynie. Zarówno kilkugodzinne
siedzenie przy kasie, jak i dźwiganie ciężkich kartonów z produktami
spożywczymi jest dla niej nie lada wyczynem. Ponadto w domu niejako pracuje na drugi etat. Zajmuje się codzienną egzystencją swojej rodziny, w tym
trójki nastoletnich synów. Wszystko to razem nie jest łatwe, wręcz bardzo
męczące. Mimo to pani Zdzisława
pracuje wytrwale, starając się jak tylko to możliwe zachować uśmiech na swojej
twarzy. Dla szefa, dla klientów sklepu, dla rodziny.
Niestety, nikt nigdy nie dziękuję jej w jakiś szczególny sposób. Nie daje
kwiatów ani czekoladek za to, że nieraz latami, a bywa że kilka razy w tygodniu
obsługuje wciąż tych samych klientów. Nikt nie dziękuje jej za uczciwość, za
doradzanie przy wyborze towaru, za codzienny uśmiech na twarzy.
Dlaczego? Przecież zasłużyła. Podobnie jak pani Weronika czy pan Marcin.
Pani Zdzisława nie ma przez to
żadnych dodatkowych bodźców do pracy. Ani w postaci kwiatów od wdzięcznych
klientów, ani choćby niewielkiej premii od szefa. Od niego najczęściej słyszy,
że czasy teraz ciężkie. Wszyscy ledwo wiążą koniec z końcem i brak mu na premie
pieniędzy.
Pani Zdzisława ma więc powody do
frustracji i można zrozumieć, iż czasem brak jej chęci do pracy, a co za tym
idzie także do życia. Brak jej bowiem motywacji.
Takich osób jak pani Zdzisława jest niezmiernie dużo. Dlaczego zatem nikt nie
nagradza ich dobrym słowem, uściskiem dłoni, czy choćby zerwanym na łące
kwiatkiem?
Może czasem dobrze było rozejrzeć się szerzej i dostrzec to, czego na co dzień
nie dostrzegamy, a co jest takie oczywiste. I nie wstydzić się powiedzieć tych
paru prostych słów:
„Jest pani taka miła!”,
„Przychodzę tu tylko dlatego, że pani tu jest!”, albo
„Nie poradziłabym sobie bez pani!”.
Może warto też czasem położyć na ladzie kasjerce tulipana albo tabliczkę
czekolady i podziękować za miłą obsługę.
Wszyscy przecież potrzebujemy takich gestów.
