zdjęcie: Pixabay
Opowiadanie oparte na faktach
Odkąd mamy nowoczesne telefony komórkowe,
a na nich różnorodne aplikacje, możemy sobie na różne sposoby
przesyłać pozdrowienia. Życzyć dobrego ranka, mile spędzonego
dnia, pysznej popołudniowej kawki, spokojnej nocy i tak dalej. Do
tego dołączona okolicznościowa fotka, awatar, czy choćby
emotikon, potrafi sprawić wiele radości. To przede wszystkim dowód
na to, że ktoś o nas pamięta.
Ledwo tylko zaczynał się
nowy dzień Zuzanna z ciekawością spoglądała na niewielki ekranik
telefonu, by sprawdzić, kto i co tym razem jej przysłał. Był to
niewątpliwie miły dla niej moment. Zawsze chętnie odpisywała,
dziękując za przesłane życzenia, umieszczając jednocześnie
informacje zwrotne i dołączając stosowne kolorowe zdjęcia czy
rysunki.
Jej siostra Agata miała jednak na ten temat zgoła
odmienne zdanie.
- To zwykłe bzdurki, wysyłane z automatu do
wszystkich znajomych z listy w telefonie – twierdziła, dodając
przy tym. - Skąd wiesz, że naprawdę dobrze ci życzą? Dobrego
dnia, spokojnej nocy? A może akurat przeciwnie? Woleliby, żeby
przydarzyło ci się coś niekoniecznie złego, ale nieprzyjemnego
już tak?
Zuzanna odpowiadała zawsze podobnie:
- Bzdurki, nie
bzdurki, mnie to sprawia przyjemność. Dlaczego miałabym
podejrzewać kogoś o nieszczerość?
O tym, że w głowach
ludzi nie zawsze „siedzi” to co na papierze czy w telefonicznej
informacji, wiedziała przecież od dawna. Stosunkowo długo żyje
już na tym świecie, by nie zorientować się, jak ten świat się
kręci. Jednakże znajomi, którzy co dnia zagadywali ją w ten
sposób, i vice wersa, z całą pewnością nie należeli do tych,
którzy byliby jej nieprzychylni, a ona im tym bardziej nie. Toteż
dogaduszki siostry puszczała mimo uszu.
Któregoś jednak dnia
zaczęła się nad tym głębiej zastanawiać. To był czwartek. Niby
zwykły dzień, niby zwykłe życzenia. Tyle że napisane w języku
niemieckim. Pod życzeniami znajdowało się zdjęcie kubka kawy, do
tego jakaś czekoladka, parę ciasteczek. W sumie miłe. Guten Morgen
brzmiał napis nad kubkiem.
Dlaczego akurat po niemiecku? Zdarzyło
się już parę razy, że otrzymała życzenia z napisem angielskim
Good Morning. To akurat w naszym kraju jest dość popularne, więc
nie widziała w tym nic zdrożnego. Toteż nie przywiązywała do
tego wagi.
Ale niemieckie napisy na życzeniach zaczęły pojawiać
się coraz częściej. I to zawsze od tej samej osoby, która na
dodatek stale demonstrowała swoją niechęć do obywateli zza Odry.
Jak to rozumieć?
- Dziwne... Co nadawczyni chciała mi w ten
sposób przekazać? – Zuzanna podzieliła się swoimi
wątpliwościami z siostrą Agatą.
-
Może to, że ciebie też stawia na równi z nimi – zasugerowała
siostra.
- Ale jak to? Przecież ja nie mam nic wspólnego z
Niemcami...
- Jesteś pewna? Przecież od lat mieszka tam twoja
córka. Urodziła tam dzieci. Jakby nie było, twoje wnuczki są
Niemkami – wypaliła prosto z mostu.
Musiała przyznać, że nie przyszłoby jej na myśl, żeby tak o tym pomyśleć. Tylu Polaków
przecież wyjechało za granicę: do Stanów, Anglii, Norwegii,
Irlandii, Niemiec. Założyli tam swoje rodziny. Chyba nie ma kraju,
w którym by nas nie było. I nikt im z tego tytułu nie robi
wymówek.
- Dlaczego akurat padło na mnie? Dlatego, że moja
znajoma z What's Appa akurat nie lubi Niemców? - zdawała sobie w
myślach pytanie.
Za którymś razem, gdy znowu otrzymała
podobne życzenia i podzieliła się tą informacją z siostrą,
Agata pokusiła się na pewną sugestię.
- Twoja znajoma, z tego
co wiem, pochodzi z Rusi Czerwonej. To teren dawnej i obecnej Ukrainy
oraz tereny na wschód od Krakowa. Mniej więcej jakoś tak.
- I
co z tego? - zapytała Zuzanna, nie od razu domyślając się do
czego zmierza siostra.
- Jak to co? A ludzie z tamtych stron to
niby mają u nas dobre notowania?
Jedni mieli, inni nie, jak i
ludzie z różnych stron świata. Polacy też nie wszędzie są
lubiani. Ale, żeby zaraz wytykać znajomej jej pochodzenie? Nie
leżało to w charakterze Zuzanny.
- Nie zrobię tego. Nie
przeszkadza mi jej pochodzenie. Poza tym nie będę zniżała się
do jej poziomu. Z drugiej strony, jeżeli rzeczywiście uważa mnie
za pół Polkę, pół Niemkę, albo co gorsza, za Niemkę... sprawia
mi to przykrość. Chyba powinnam z nią o tym porozmawiać - głośno myślała.
Po
długim namyśle Zuzanna ostatecznie nie poruszyła tego tematu, nie
zwróciła jej uwagi. Uznała, że lepszym rozwiązaniem będzie po
prostu zaprzestanie wysyłania do niej wiadomości zwrotnych. Może
sama zrozumie swój błąd. A jeśli nawet nie, to przynajmniej
będzie miała na jej temat wyrobione zdanie.
***
Szkoda, że
nie jesteśmy w stanie przeskanować czyjejś głowy, odczytać
myśli. W wielu sytuacjach ułatwiłoby nam to życie.
I kto by
pomyślał, że czasem czyjeś wewnętrzne nastawienie do
kogoś lub czegoś, może niespodziewanie zdradzić taka zwykła mała,
niby niewinna fotka w telefonie...

