środa, 1 listopada 2023

Niewidzialni

 


Zdjęcie: Pixabay


Możesz sprzątać mieszkania, myć okna, być opiekunką do dzieci. Możesz też opiekować się osobami niedołężnymi, albo pracować jako pomoc kuchenna w barze, czy salowa w szpitalu. Możesz być kierowcą rozwożącym catering, pomocnikiem budowlanym.... Możesz imać się różnych, najczęściej słabo płatnych i niedocenianych zajęć.
Możesz wstawać o świcie, biec do swojej pracy i wracać późnym wieczorem, a potem padać ze zmęczenia na kanapie.
Wszystko to możesz lub czasem musisz z braku innej perspektywy.
Przysłużysz się na swój sposób małżonkowi, rodzinie, innym ludziom. Tyle że...
W zasadzie jesteś niewidzialny/a.
Ktoś zapyta: Ale jak to?! Przecież efekty twojej ciężkiej pracy są aż nadto widoczne!
Czy oby na pewno?
W gruncie rzeczy nie ma cię w wielu ważnych miejscach. Nie ma cię na spotkaniach towarzyskich, na wystawach, wieczorach autorskich, spotkaniach z ciekawymi ludźmi. Nie pojawiasz się w teatrze, w kinie, opera to przybytek całkiem ci nieznany.
Nie jeździsz na wycieczki, wczasy, do sanatorium. Nie chodzisz do kosmetyczki, masażystki, rzadko pojawiasz się u fryzjera.
Nie ma cię tam, bo nie masz na to czasu ani siły. Pieniędzmi też nie grzeszysz, więc nawet sklepy starasz się odwiedzać jak najrzadziej.
Powoli stajesz się niewidzialny/a. I choć fizycznie wciąż istniejesz, dla większości ludzi z twojego otoczenia przestajesz się liczyć. Jakby cię nie było. Albo co gorsza, stajesz się kimś kompletnie nie liczącym się. Robotem.
Powoli odkrywasz, że ten i ów przestaje ci się kłaniać. Telefony dzwonią coraz rzadziej.
No chyba że są to telefony z firmy. Tam zawsze cię potrzebują i zauważą każdą twoją nieobecność. Przy rozdzielaniu premii, za dobrze wykonaną robotę, już niekoniecznie.
Albo, gdy trzeba zająć się ciężko chorym czy starym rodzicem. Wtedy rodzeństwo dosłownie wykopie cię spod ziemi, żeby to właśnie tobie złożyć go na barki. I nie pomogą tłumaczenia w stylu: to nie mój obowiązek, bo przecież cały majątek po nich otrzyma ktoś inny,. Albo że nie byłeś ich oczkiem w głowie, a jedynie utrapieniem, jak ci próbowali wmawiać przez całe życie, bo nie chciałeś przestrzegać ich zasad itd., przez co nie utrzymywali z tobą kontaktu.
Dla nich też byłeś na swój sposób niewidzialny/a.
Jesteś niewidzialny/a, więc zdaniem wielu nie potrzebujesz do szczęścia niczego. Nawet przysłowiowego parasola nad głową, gdy pada deszcz. Nie zmokniesz przecież. Nawet, gdyby ktoś chciałby wylać na twoją głowę wiadro pomyj. Przyjmiesz wszystko z pokorą, ale czy ktoś to zauważy? Nie potrzebujesz też ubrań, butów i różnych do tego dodatków. Możesz chodzić ciągle w tym samym. Nie musisz się przejmować swoim wyglądem. Spokojnie, nikt nie zauważy. Od dawna jesteś przecież niewidzialny/a.
Jesteś, a jakby cię nie było.
I nie uwierzysz (!), takich jak ty jest całkiem sporo. Jesteś drugim, a może trzecim lub czwartym „sortem”.

A przecież wcale tego nie chciałeś/aś. Nie taki miał być sens twojego życia. Nie z założenia...
Mimo to ciągle trwasz na posterunku i coraz częściej zadajesz sobie pytanie: Jak długo jeszcze zostaniesz na tej Ziemi? Ile jeszcze podołasz? Zwłaszcza, gdy co roku pierwszego listopadowego dnia odwiedzasz groby bliskich ci osób. Wtedy dopada cię szczególna nostalgia. I podobne myśli wżynają się w twoją głowę, niczym ostre wiertła, pozostając w niej przez dłuższy czas.

KĄCIK POLITYCZNY

  Zdjęcie: Pixabay Nie o politykę bynajmniej tutaj chodzi, a o zwykłe przyjęcie imieninowe. Na myśl o tym, że zbliżają się imieniny męża, Wa...