Był taki czas, i
to wcale nie tak odległy, kiedy każdy, kto chciał zakładał swoją stronę
internetową. W zależności od potrzeb lub zainteresowań
właściciela strony, różne umieszczano na niej treści.
Dzisiaj
strony internetowe mają głównie instytucje i firmy. I
chwała im za to, bo dzięki temu można znaleźć tam wszystkie
potrzebne nam informacje.
Osoby prywatne w większości szybko porzuciły
tę formę kontaktu ze społecznością internetową na rzecz
powstających jak grzyby po deszczu, modnych blogów.
Blogi.
Na takich blogach najczęściej dzielono się swoimi przemyśleniami,
tudzież emocjami, czasem swoją twórczością literacką lub
plastyczną. Ludzie rzucili się do pisania, albo należałoby
powiedzieć, do opisywania swoich spostrzeżeń, talentów lub po
prostu tego, co im leży na sercu. W zależności od autorów treści,
emocje odwiedzających owe błogi były różne. Od pochwał do tak
zwanych bluzgów. Autorzy blogów mieli opcję włącz lub wyłącz
komentarze, więc czasem odpisywali komentującym na ich zarzuty.
Jedni delikatnie, inni wprost, jeszcze inni odsyłali ich do diabła.
W zależności od tematu i poziomu inteligencji autorów i
komentujących, można było niekiedy toczyć swoje emocjonalne
wojenki. Szydzenie i ubliżanie było na porządku dziennym, bo
przecież każdy człowiek ma w życiu jakieś problemy i swoje
irytacje potrzebuje jakoś rozładować. A świetnie się składa,
kiedy można zrobić to anonimowo, posługując się jedynie obranym
przez siebie nickiem.
Nie było to miłe, więc z czasem wielu
blogerów zrezygnowało ze swojej internetowej twórczości. Zwłaszcza że
na horyzoncie pojawiło się coś o wiele ciekawszego.
You
Tube, Tik Tok i jeszcze kilka podobnych platform. Prywatne
filmiki. To było to! Nie trzeba znać zasad gramatyki ani
ortografii, a to dla niektórych osób duży plus. Można za to
pokazać wszystko, co się tylko chce, a czasem także to, czego
akurat by się nie chciało... Bo filmik to filmik, niektórych
rzeczy nie da się ukryć, a wprawne oko widza może wiele
dostrzec.
Można na nich „sprzedać” siebie na różne
sposoby, często bez jakichkolwiek hamulców moralnych. Można też
zaszkodzić konkurencji, przedstawiając ją w krzywym zwierciadle
lub upodlić człowieka, względem którego miało się złe
zamiary.
Filmiki prezentowane na tychże platformach mogą
niejednokrotnie przyprawić o zawrót głowy. Oczywiście delikatnie
rzecz ujmując. Są wyrazem, zarówno autorów jak i widzów,
zachwytu, podziwu, ale bywa że wyrazem oburzenia i obrzydzenia.
Niejednego autora wylansowały, a pojawiające się na nich
reklamy spowodowały znaczny przypływ gotówki na jego koncie. Ale
każdy kij ma dwa końce. Gdy jedni wyszli na tym korzystnie, inni na
skutek pokazania ich lub siebie samych tracili autorytety, stawali
się pośmiewiskiem, itd. Co słabsi duchem tracili życie,
popełniając samobójstwo...
Straszne. Platformy te
działają od wielu lat i jak dotąd nic się w tej kwestii nie
zmieniło. Nadal można na nich prezentować co się chce. Niby jest
jakiś regulamin, jakieś zasady. Co z tego, skoro i tak często nie
są przestrzegane? A prawo jak to prawo. Wielu stoi ponad prawem.
Innych po prostu nie stać na prawników i nie są w stanie się
obronić...
Spotkałam się z twierdzeniem, że to tylko inny rodzaj
plotki, które przecież istniały od prawieków. I pewnie coś w tym jest. Tyle że w
plotkę można wierzyć lub nie. Filmik zaś jest pewnego rodzaju
dowodem.
Piszę o tym właśnie dziś, w pierwszy dzień Nowego
Roku 2024, natchniona przemyśleniami na temat tego, co już za
nami, a co jeszcze może nas czekać. Ja, od wielu lat blogerka,
nadal pozostająca przy „starej” formie komunikowania się ze
światem w Internecie. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle?
Pozdrawiam
Was, moich Czytelników, i życzę z tej okazji dużo radości,
zdrowia, spokoju i miłości.
