poniedziałek, 1 stycznia 2024

Jakie czasy takie internetowe postrzeganie

 


Był taki czas, i to wcale nie tak odległy, kiedy każdy, kto chciał zakładał swoją stronę internetową. W zależności od potrzeb lub zainteresowań właściciela strony, różne umieszczano na niej treści.
Dzisiaj strony internetowe mają głównie instytucje i firmy. I chwała im za to, bo dzięki temu można znaleźć tam wszystkie potrzebne nam informacje.
Osoby prywatne w większości szybko porzuciły tę formę kontaktu ze społecznością internetową na rzecz powstających jak grzyby po deszczu, modnych blogów.
Blogi. Na takich blogach najczęściej dzielono się swoimi przemyśleniami, tudzież emocjami, czasem swoją twórczością literacką lub plastyczną. Ludzie rzucili się do pisania, albo należałoby powiedzieć, do opisywania swoich spostrzeżeń, talentów lub po prostu tego, co im leży na sercu. W zależności od autorów treści, emocje odwiedzających owe błogi były różne. Od pochwał do tak zwanych bluzgów. Autorzy blogów mieli opcję włącz lub wyłącz komentarze, więc czasem odpisywali komentującym na ich zarzuty. Jedni delikatnie, inni wprost, jeszcze inni odsyłali ich do diabła. W zależności od tematu i poziomu inteligencji autorów i komentujących, można było niekiedy toczyć swoje emocjonalne wojenki. Szydzenie i ubliżanie było na porządku dziennym, bo przecież każdy człowiek ma w życiu jakieś problemy i swoje irytacje potrzebuje jakoś rozładować. A świetnie się składa, kiedy można zrobić to anonimowo, posługując się jedynie obranym przez siebie nickiem.
Nie było to miłe, więc z czasem wielu blogerów zrezygnowało ze swojej internetowej twórczości. Zwłaszcza że na horyzoncie pojawiło się coś o wiele ciekawszego.
You Tube, Tik Tok i jeszcze kilka podobnych platform. Prywatne filmiki. To było to! Nie trzeba znać zasad gramatyki ani ortografii, a to dla niektórych osób duży plus. Można za to pokazać wszystko, co się tylko chce, a czasem także to, czego akurat by się nie chciało... Bo filmik to filmik, niektórych rzeczy nie da się ukryć, a wprawne oko widza może wiele dostrzec.
Można na nich „sprzedać” siebie na różne sposoby, często bez jakichkolwiek hamulców moralnych. Można też zaszkodzić konkurencji, przedstawiając ją w krzywym zwierciadle lub upodlić człowieka, względem którego miało się złe zamiary.
Filmiki prezentowane na tychże platformach mogą niejednokrotnie przyprawić o zawrót głowy. Oczywiście delikatnie rzecz ujmując. Są wyrazem, zarówno autorów jak i widzów, zachwytu, podziwu, ale bywa że wyrazem oburzenia i obrzydzenia.
Niejednego autora wylansowały, a pojawiające się na nich reklamy spowodowały znaczny przypływ gotówki na jego koncie. Ale każdy kij ma dwa końce. Gdy jedni wyszli na tym korzystnie, inni na skutek pokazania ich lub siebie samych tracili autorytety, stawali się pośmiewiskiem, itd. Co słabsi duchem tracili życie, popełniając samobójstwo...

Straszne. Platformy te działają od wielu lat i jak dotąd nic się w tej kwestii nie zmieniło. Nadal można na nich prezentować co się chce. Niby jest jakiś regulamin, jakieś zasady. Co z tego, skoro i tak często nie są przestrzegane? A prawo jak to prawo. Wielu stoi ponad prawem. Innych po prostu nie stać na prawników i nie są w stanie się obronić...
Spotkałam się z twierdzeniem, że to tylko inny rodzaj plotki, które przecież istniały od prawieków. I pewnie coś w tym jest. Tyle że w plotkę można wierzyć lub nie. Filmik zaś jest pewnego rodzaju dowodem.
Piszę o tym właśnie dziś, w pierwszy dzień Nowego Roku 2024, natchniona przemyśleniami na temat tego, co już za nami, a co jeszcze może nas czekać. Ja, od wielu lat blogerka, nadal pozostająca przy „starej” formie komunikowania się ze światem w Internecie. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle?
Pozdrawiam Was, moich Czytelników, i życzę z tej okazji dużo radości, zdrowia, spokoju i miłości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

KĄCIK POLITYCZNY

  Zdjęcie: Pixabay Nie o politykę bynajmniej tutaj chodzi, a o zwykłe przyjęcie imieninowe. Na myśl o tym, że zbliżają się imieniny męża, Wa...