sobota, 3 maja 2025

PANI SPRZĄTAJĄCA

  

Zdjęcie: Pixabay

- Co też mama mówi? Żadna sprzątaczka, tylko pani sprzątająca – ofuknęła Erykę synowa, Weronika, gdy spytała, czy jutro ma zabrać dzieci do siebie. Zwykle tak robiła, aby podczas sprzątania nie plątały się pod nogami pani Marii i nie utrudniały jej pracy.
Potem nastąpiła krótka instrukcja, jak powinna mówić o sprzątaczce, która od pewnego czasu przychodziła dwa razy w tygodniu uporać się z porządkami w domu Weroniki i Mateusza. Wszystko po to, tłumaczyła synowa, by wnuki, siedmioletni Antoś i pięcioletnia Natalia, nabywały dobrych manier.
- Poza tym każdy człowiek ma przecież jakieś imię. Można mówi o tej pani po imieniu – dodała Weronika.
Teoretycznie tak – pomyślała w głębi duszy Eryka. Ale co to zmieni? Jak świat światem zawsze były sprzątaczki i jakoś nikomu to nie przeszkadzało.
- Dobrze, od dzisiaj niech będzie, pani Maria – przyznała rację synowej, choć nadal nie opuszczały jej mieszane uczucia. Forma pani sprzątająca była nieco przydługa, a przecież na ogół dążymy do skracania sobie, nie tylko drogi, ale funkcjonują też tu i tam pewne skróty myślowe.
Kilka minut później, gdy Eryka budowała z dziećmi wielki pałac z klocków Lego w pokoju wnuków, rozległo się głośne niezadowolenie, usłyszane aż tam, wyrażane przez ich matkę.
- Ten pacan, kurier, znowu zostawił przesyłkę pod drzwiami! Nawet nie chciało mu się zadzwonić! Czy to tak trudno przycisnąć na dzwonek u drzwi? - pokrzykiwała.
Oburzenie było słuszne, bo na zewnątrz zbierało się na deszcz, a tekturowy pakunek nie był zbyt dobrze zabezpieczony.
Słysząc krzyki matki Antoś zapytał:
- Co się dzieje, babciu? Dlaczego mama się złości?
- Ach, bo widzisz, mój drogi... tu się na chwilę zawahała... pan dostarczający przesyłki nie poinformował o tym mamusi dzwonkiem przy drzwiach.
W głębi duszy trochę uśmiechnęła się sama do siebie, w myślach próbując odgadnąć nowe formy co poniektórych zawodów. No bo trochę dziwnie to brzmi, gdybyśmy chcieli na przykład powiedzieć: Oddaję auto, zamiast do mechanika, to do pana naprawiającego samochody. Albo odbierając list od listonosza – od pana roznoszącego listy. Zamiast kasjerki, na przykład, byłaby pani odbierająca nasze pieniądze za zakupy przy kasie? A co z piekarzem? Może pan formujący i wypiekający bochenki chleba? A ogrodnik? Czy nazwać go panem zajmującym się sadzeniem i uprawą roślin? Pielęgniarka, a jakże (!) nie byłaby pielęgniarką, tylko panią opiekującą się chorymi. Lekarz zasadniczo byłby panem badającym i diagnozującym chorych. A co z osobami niepracującymi?
Zawsze, jak mawiała synowa Eryki, można przecież zwracać się do kogoś przez per pani/pan i po imieniu. Tylko wtedy przed zapłatą za zakupy, na przykład w Biedronce, musielibyśmy najpierw zapytać o imię... pani obsługującej kasę.
Tego dnia opuszczając dom Eryka miała jeszcze jeden dylemat.
Wcześniej synowa prosiła, by następnego dnia pofatygowała się przypilnować wnuki, gdyż ona sama ma umówioną wizytę u fryzjerki.
- O której masz jutro umówioną wizytę u pani skracającej i farbującej włosy?
- spytała trochę ironicznie. - Sorry, ale nie znam imienia tej pani.
- No tak! Teraz mama będzie sobie pokpiwała – nieco się obruszyła.
- Ależ skąd! Po prostu trochę mnie to śmieszy. Od wieków każdy zawód miał swoje miano, i jak zwał tak zwał, będzie to zawsze oznaczać to samo. Po co sobie komplikować życie?
W myślach Eryka poszła nieco dalej. A co będzie, jeśli młodym wpadnie do głowy, żeby wymyślać nowe nazwy nie tylko w kwestii wykonywanych zawodów. I zaczną zmieniać nazwy owoców, warzyw, dań (to akurat już się dzieje)?
Wpadniemy w jakąś paranoję.
Uczenie dzieci taktu i szacunku dla drugiej osoby nie polega wyłącznie na zmianie nazwy wykonywanego zawodu, ale do szacunku w ogóle względem drugiego człowieka.
Każdy człowiek ma swoje imię. I to jest fantastyczne. Ale przecież nie wszystkich znamy. Może na koszulkach powinniśmy mieć je wypisane?

KĄCIK POLITYCZNY

  Zdjęcie: Pixabay Nie o politykę bynajmniej tutaj chodzi, a o zwykłe przyjęcie imieninowe. Na myśl o tym, że zbliżają się imieniny męża, Wa...