Miejsce akcji: mała miejscowość na Podbeskidziu. Równie dobrze może być gdzieś w Polsce.
Mieszka tu pan o imieniu Krzysztof.
Imię oczywiście umowne. Pan Krzysztof
od niedawna jest emerytem. Czasu ma w nadmiarze, zwłaszcza w okresie pandemii.
Nie może nigdzie wyjechać na wczasy, na narty też nie bardzo, bo już za stary i
kręgosłup stale o sobie przypomina. Nie może też pobuszować po sklepach, choćby
tylko w celach czysto turystycznych, bo realia w czasie pandemii są jakie są.
Nie może też zbytnio popracować koło domu. Niestety, zimno, szaro i buro,
czasem mróz, śniegu brak. Nie ma zatem czego odśnieżać. Co w takim razie może nasz
pan Krzysio? Ano obejrzeć telewizję (na okrągło), rozwiązywać krzyżówki i grać
w gry komputerowe.
Praktycznie może, ale ileż można! Każdemu w końcu się znudzi. Toteż nasz
bohater, pan Krzysio, usiłuje odnaleźć się w tej niecodziennej rzeczywistości i
znaleźć sobie jakieś inne zajęcie. W końcu znajduje.
- Kochanie moje! – mówi do żony kilka dni przed świętami. – Pomogę ci w pracach
przedświątecznych! – oznajmia ku zaskoczeniu żony.
Żona patrzy na niego z niedowierzaniem i pewnymi obawami, zresztą słusznymi,
gdyż jak dotąd ukochany (albo i nie) mąż raczej wzbraniał się przed tym jak
diabeł przed święconą wodą. Daje mu jednak szansę, aby mógł się wykazać. Są
przecież dywany do wytrzepania, tarasy do uprzątnięcia, glazura do
wyczyszczenia, całe mnóstwo niepotrzebnych rzeczy do wywiezienia na PSZOK.
Krzysztof jednak odrzuca jedną za drugą propozycję żony. Argumentuje to tak:
- Jest zimno, przymrozek, kolejki przed PSZOK-iem.
- W takim razie, w czym możesz mi pomóc? – pyta poirytowana żona.
Marzy jej się przecież, żeby ogarnął to, co należy do mężczyzny. No, powiedzmy,
chociażby pojechał na myjnię z brudnym samochodem. Ale i to nie pasuje mężowi.
- Przecież wyjadę z tej myjni i samochód zaraz będzie wyglądał tak samo! –
pokrzykuje pan Krzysztof.
Ostatecznie mężczyzna decyduje się pomóc w kuchni. Tu jest ciepło i, jego
zdaniem, całkiem znośnie, przyjemnie pachnie potrawami, a i można coś podkraść
do jedzenia w czasie przygotowywania tego i owego.
Żona niechętnie na to przystaje, bo wie czym to grozi. Może i zrobi pierogi,
może i upiecze ciasto, ugotuje na wigilię zupę rybną. Tylko że… Gdy już skończy,
kuchnia będzie nadawała się do remontu. Ona sama zaś będzie miała dwa razy
więcej zmywania niż normalnie. Poza tym smak przygotowywanych potraw będzie
inny niż zwykle. Czyli słony, pieprzny, no i wszystko będzie baaaardzo tłuste.
Bo Krzysio tak lubi. A jeśli on coś lubi, to z gruntu wszyscy też powinni to lubić.
Na samą myśl cierpnie jej skóra i już słyszy narzekania dzieci. Ale cóż? Ten
rok jest inny, bo z koronowirusem, święta będą inne, więc może i potrawy też
powinny?
W tej samej miejscowości, niemal po sąsiedzku mieszka pan Piotr. Sąsiad z założenia pomaga żonie przed świętami. Na
gotowaniu i pieczeniu ciast się nie zna, więc robi zakupy. Mężczyzna,
pięćdziesięcioletni, narzeka, choć jeszcze nie powinien, na słabą pamięć,
toteż, gdy udaje się do supermarketu, zawsze, ale to zawsze zaopatruje się we
wcześniej przygotowaną przez swoją życiową partnerkę listę potrzebnych
produktów. Świąteczna lista zakupów jest zwykle długa, ale to nie zraża pana
Piotra. Jest bowiem w swoim żywiole. Może wybierać do woli produkty i cieszyć
nimi swoje oczy. Do domu wraca obładowany najróżniejszymi rzeczami, w połowie
nie zamawianymi przez żonę. I już od progu zaczyna się to, co nieuniknione.
- Oj, ale wszystko podrożało! Wydałem prawie 5 stów! – narzeka pan Piotr.
- Przecież napisałam 2 masła, a ty kupiłeś 3! – kłóci się żona. – Napisałam 4
jogurty, a ty kupiłeś 12! Miały być 2
kawy, a ty przyniosłeś mi 4! O, proszę, 4 kg mąki, a ja potrzebuję tylko 2kg!
Właściwie wszystkiego jest więcej niż potrzeba. Biedna żona martwi się, gdzie
to teraz wszystko upchnąć. Lodówka jest przecież tylko jedna, a i dodatkowych
szafek kuchennych też już kuchni nie da się wstawić. Sprawa dotyczy też
pieniędzy.
- Po co nam tyle jedzenia! – denerwuje się. – I tyle na to wydajemy kasy!
Gdybyś tak dużo nie wydał na żarcie, mogłabym sobie kupić jakiś nowy sweter
albo buty, a tak znowu będę musiała się bez tego obejść!
Pan Piotr jest niezadowolony, że żona nie docenia jego starań. Mało tego,
jeszcze ma pretensje. Trudno się jednak dziwić kobiecie. Co prawda mawia się,
że od nadmiaru głowa nie boli, ale gdy potem z bólem serca trzeba wyrzucić
nieco jedzenia, które się zepsuje, to i owszem, głowa może rozboleć.
Niedaleko Pana Piotra mieszka inny mężczyzna. Powiedzmy, że ma na imię
Sylwester. Pan Sylwester w ogóle nie
ma zwyczaju w czymkolwiek pomagać żonie. Ani przed, ani po świętach. Ma dwie
lewe ręce.
Karpia nie zabije, bo to nie humanitarnie. Ale zjedzenie go nie martwi pana
Sylwestra. Choinki z lasu nie kupi, bo to nie ekologicznie. Sztuczna,
plastikowa może być, mimo że zaśmieca potem Ziemię przez setki lat. Wykrętów co
nie miara ma nasz pan Sylwek i to na każdą okazję.
Mężczyzna nie wie, co to okres przedświąteczny, bo święta ma w zasadzie cały
rok. Jeśli akurat nie leży na kanapie, to pije piwko z kolegami w knajpie. A
jeśli nie leży na kanapie i nie pije akurat piwka, to zalega w łóżku i wymyśla
sobie różne choroby. No cóż, hipochondria to podobno też choroba i odkąd
uświadomił to swojej żonie, kobieta nie może mieć do niego pretensji.
Zdana więc tylko na siebie jego biedna żona, bywa że zazdrości żonom pana
Piotra i pana Krzysztofa. Jakby na to nie spojrzeć, nie ma problemu z remontem
kuchni, ani z nadmiarem świątecznych sprawunków i wydanych na nie pieniędzy. W
pewnym sensie więc powinna być zadowolona z takiego obrotu sprawy. Ale nie
jest, bo między świętami a totalnym zmęczeniem stawia znak równości. Ponadto
zwykle tak zwane przeharowanie przypłaca wykończeniem organizmu, skutkujące
jakąś chorobą. A to bólami brzucha, a to głowy, albo przeziębieniem.
Żony owych panów czasem spotykają się gdzieś przypadkiem. Bywa że żalą się na
swoich mężów. Czy słusznie? Oni przecież tylko chcą być pomocni (albo i nie)!
Zwłaszcza przed świętami. Czy można zatem mieć im za złe, że chcą pomóc?
Teoretycznie nie. Praktycznie już tak. Bo pomagać też trzeba umieć. Nie
wystarczy chcieć, albo robić to na swoją modłę.
Trzeba po prostu postarać się zrobić to prawidłowo.
Jest też pewna grupa Mężczyzn, choć
może mniej liczna, która „czuje” nie tylko święta, ale i to wszystko, co się na
nie składa, więc pomaga jak może. Tak od serca. I to jest dla kobiety najpiękniejszy,
świąteczny podarek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz