wtorek, 15 grudnia 2020

Święta, czy jak mężczyzna (nie)pomaga w domu

Miejsce akcji: mała miejscowość na Podbeskidziu. Równie dobrze może być gdzieś w Polsce.

Mieszka tu pan o imieniu Krzysztof. Imię oczywiście umowne. Pan Krzysztof od niedawna jest emerytem. Czasu ma w nadmiarze, zwłaszcza w okresie pandemii. Nie może nigdzie wyjechać na wczasy, na narty też nie bardzo, bo już za stary i kręgosłup stale o sobie przypomina. Nie może też pobuszować po sklepach, choćby tylko w celach czysto turystycznych, bo realia w czasie pandemii są jakie są. Nie może też zbytnio popracować koło domu. Niestety, zimno, szaro i buro, czasem mróz, śniegu brak. Nie ma zatem czego odśnieżać. Co w takim razie może nasz pan Krzysio? Ano obejrzeć telewizję (na okrągło), rozwiązywać krzyżówki i grać w gry komputerowe.
Praktycznie może, ale ileż można! Każdemu w końcu się znudzi. Toteż nasz bohater, pan Krzysio, usiłuje odnaleźć się w tej niecodziennej rzeczywistości i znaleźć sobie jakieś inne zajęcie. W końcu znajduje.
- Kochanie moje! – mówi do żony kilka dni przed świętami. – Pomogę ci w pracach przedświątecznych! – oznajmia ku zaskoczeniu żony.
Żona patrzy na niego z niedowierzaniem i pewnymi obawami, zresztą słusznymi, gdyż jak dotąd ukochany (albo i nie) mąż raczej wzbraniał się przed tym jak diabeł przed święconą wodą. Daje mu jednak szansę, aby mógł się wykazać. Są przecież dywany do wytrzepania, tarasy do uprzątnięcia, glazura do wyczyszczenia, całe mnóstwo niepotrzebnych rzeczy do wywiezienia na PSZOK.
Krzysztof jednak odrzuca jedną za drugą propozycję żony. Argumentuje to tak:
- Jest zimno, przymrozek, kolejki przed PSZOK-iem.
- W takim razie, w czym możesz mi pomóc? – pyta poirytowana żona.
Marzy jej się przecież, żeby ogarnął to, co należy do mężczyzny. No, powiedzmy, chociażby pojechał na myjnię z brudnym samochodem. Ale i to nie pasuje mężowi.
- Przecież wyjadę z tej myjni i samochód zaraz będzie wyglądał tak samo! – pokrzykuje pan Krzysztof.
Ostatecznie mężczyzna decyduje się pomóc w kuchni. Tu jest ciepło i, jego zdaniem, całkiem znośnie, przyjemnie pachnie potrawami, a i można coś podkraść do jedzenia w czasie przygotowywania tego i owego.
Żona niechętnie na to przystaje, bo wie czym to grozi. Może i zrobi pierogi, może i upiecze ciasto, ugotuje na wigilię zupę rybną. Tylko że… Gdy już skończy, kuchnia będzie nadawała się do remontu. Ona sama zaś będzie miała dwa razy więcej zmywania niż normalnie. Poza tym smak przygotowywanych potraw będzie inny niż zwykle. Czyli słony, pieprzny, no i wszystko będzie baaaardzo tłuste. Bo Krzysio tak lubi. A jeśli on coś lubi, to z gruntu wszyscy też powinni to lubić. Na samą myśl cierpnie jej skóra i już słyszy narzekania dzieci. Ale cóż? Ten rok jest inny, bo z koronowirusem, święta będą inne, więc może i potrawy też powinny?

W tej samej miejscowości, niemal po sąsiedzku mieszka pan Piotr. Sąsiad z założenia pomaga żonie przed świętami. Na gotowaniu i pieczeniu ciast się nie zna, więc robi zakupy. Mężczyzna, pięćdziesięcioletni, narzeka, choć jeszcze nie powinien, na słabą pamięć, toteż, gdy udaje się do supermarketu, zawsze, ale to zawsze zaopatruje się we wcześniej przygotowaną przez swoją życiową partnerkę listę potrzebnych produktów. Świąteczna lista zakupów jest zwykle długa, ale to nie zraża pana Piotra. Jest bowiem w swoim żywiole. Może wybierać do woli produkty i cieszyć nimi swoje oczy. Do domu wraca obładowany najróżniejszymi rzeczami, w połowie nie zamawianymi przez żonę. I już od progu zaczyna się to, co nieuniknione.
- Oj, ale wszystko podrożało! Wydałem prawie 5 stów! – narzeka pan Piotr.
- Przecież napisałam 2 masła, a ty kupiłeś 3! – kłóci się żona. – Napisałam 4 jogurty, a ty kupiłeś 12! Miały być  2 kawy, a ty przyniosłeś mi 4! O, proszę, 4 kg mąki, a ja potrzebuję tylko 2kg!
Właściwie wszystkiego jest więcej niż potrzeba. Biedna żona martwi się, gdzie to teraz wszystko upchnąć. Lodówka jest przecież tylko jedna, a i dodatkowych szafek kuchennych też już kuchni nie da się wstawić. Sprawa dotyczy też pieniędzy.
- Po co nam tyle jedzenia! – denerwuje się. – I tyle na to wydajemy kasy! Gdybyś tak dużo nie wydał na żarcie, mogłabym sobie kupić jakiś nowy sweter albo buty, a tak znowu będę musiała się bez tego obejść!
Pan Piotr jest niezadowolony, że żona nie docenia jego starań. Mało tego, jeszcze ma pretensje. Trudno się jednak dziwić kobiecie. Co prawda mawia się, że od nadmiaru głowa nie boli, ale gdy potem z bólem serca trzeba wyrzucić nieco jedzenia, które się zepsuje, to i owszem, głowa może rozboleć.

Niedaleko Pana Piotra mieszka inny mężczyzna. Powiedzmy, że ma na imię Sylwester. Pan Sylwester w ogóle nie ma zwyczaju w czymkolwiek pomagać żonie. Ani przed, ani po świętach. Ma dwie lewe ręce.
Karpia nie zabije, bo to nie humanitarnie. Ale zjedzenie go nie martwi pana Sylwestra. Choinki z lasu nie kupi, bo to nie ekologicznie. Sztuczna, plastikowa może być, mimo że zaśmieca potem Ziemię przez setki lat. Wykrętów co nie miara ma nasz pan Sylwek i to na każdą okazję.
Mężczyzna nie wie, co to okres przedświąteczny, bo święta ma w zasadzie cały rok. Jeśli akurat nie leży na kanapie, to pije piwko z kolegami w knajpie. A jeśli nie leży na kanapie i nie pije akurat piwka, to zalega w łóżku i wymyśla sobie różne choroby. No cóż, hipochondria to podobno też choroba i odkąd uświadomił to swojej żonie, kobieta nie może mieć do niego pretensji.
Zdana więc tylko na siebie jego biedna żona, bywa że zazdrości żonom pana Piotra i pana Krzysztofa. Jakby na to nie spojrzeć, nie ma problemu z remontem kuchni, ani z nadmiarem świątecznych sprawunków i wydanych na nie pieniędzy. W pewnym sensie więc powinna być zadowolona z takiego obrotu sprawy. Ale nie jest, bo między świętami a totalnym zmęczeniem stawia znak równości. Ponadto zwykle tak zwane przeharowanie przypłaca wykończeniem organizmu, skutkujące jakąś chorobą. A to bólami brzucha, a to głowy, albo przeziębieniem.

Żony owych panów czasem spotykają się gdzieś przypadkiem. Bywa że żalą się na swoich mężów. Czy słusznie? Oni przecież tylko chcą być pomocni (albo i nie)! Zwłaszcza przed świętami. Czy można zatem mieć im za złe, że chcą pomóc?
Teoretycznie nie. Praktycznie już tak. Bo pomagać też trzeba umieć. Nie wystarczy chcieć, albo robić to na swoją modłę.
Trzeba po prostu postarać się zrobić to prawidłowo.
Jest też pewna grupa Mężczyzn, choć może mniej liczna, która „czuje” nie tylko święta, ale i to wszystko, co się na nie składa, więc pomaga jak może. Tak od serca. I to jest dla kobiety najpiękniejszy, świąteczny podarek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

KĄCIK POLITYCZNY

  Zdjęcie: Pixabay Nie o politykę bynajmniej tutaj chodzi, a o zwykłe przyjęcie imieninowe. Na myśl o tym, że zbliżają się imieniny męża, Wa...