Miejsce akcji:
Zdarzyć może się wszędzie.
Czas akcji: Wigilia i dwa dni po niej.
Gdzieś tam w Polsce mieszkają państwo, powiedzmy, że nazywają się Alina i Stanisław Wiśniewscy. Mają
trójkę dorosłych dzieci: Patrycję,
Janusza i Grzegorza, którzy jakiś czas temu założyli własne rodziny. Na
świecie pojawiły się też wnuki, które na razie pomińmy.
Żadne Święta Bożego Narodzenia, a tym bardziej Wigilia nie mogą obejść się bez
wspólnego świętowania przy stole w domu rodziców. Bo tak nakazuje tradycja. Bo
jest to okazja, by wreszcie spotkać się wszyscy razem, ale też dla niektórych
po prostu wygoda. Gro przygotowań do świąt spoczywa bowiem na rodzicach.
Pani Alina wkłada sporo trudu w to, by jak najlepiej ugościć swoje dzieci, ich
współmałżonków i wnuki, a pan Stanisław tradycyjnie stara się o choinkę i
karpia. Prezenty rodzice najczęściej kupują wspólnie. Dorosłe dzieci też oczywiście
pamiętają o rodzicach i coś z sobą przywiozą. W wigilię wszyscy siądą razem do stołu
i przełamują się opłatkiem.
Jakby to ująć? Jest miło, serdecznie, wręcz słodko. Nikt na nikogo nie warczy.
Każdy przywdziewa na twarz uśmiech, bez względu na to, czy jest on szczery, czy
też nie. Tak po prostu wypada i kropka.
Patrycja nie upomina się o to, że
niedawno rodzice dołożyli się finansowo do kupna samochodu Grzegorza, a jej nie
podarowali ani złotówki.
Janusz z żoną nie mają pretensji, że
jego matka, pani Alina, na co dzień pomaga córce wychowywać dwójkę dzieci i niemal stale się nimi zajmuje,
przez co brakuje jej czasu dla ich kilkuletniego syna, którego niestety musieli
zapisać do przedszkola.
Grzegorz w tym dniu nie ma odwagi
wytknąć bratu, że rodzice podarowali mu działkę pod budowę domu, a jemu nie.
Wreszcie obaj bracia nie wspomną w tych dniach o odwiecznych pretensjach do
siostry, którą to rodzice w testamencie ustalili główną spadkobierczynią po ich
śmierci. O tym, że w zamian za to spocznie na niej obowiązek opieki nad
rodzicami na starość, a jakże, cicho sza. Bo w święta nie wypada.
Co zatem wypada? Trzeba zachowywać się nienagannie, życzliwie i do każdego
członka rodziny podchodzić ze zrozumieniem i miłością. Grzechy wybaczyć, o
grzeszkach zapomnieć, darować winy i kary, podać sobie przyjazną dłoń. W końcu
są rodziną, a rodzina powinna zawsze trzymać się razem. Tak nakazuje niepisany
kodeks rodzinny i religia, którą wszyscy wyznają.
Toteż każdy stara się jak może.
Patrycja podsuwa kawkę i ciasto
swojemu bratu Grzegorzowi, którego notabene nie cierpi, ale w takim dniu jak
ten przecież mu tego nie pokaże.
Janusz smaruje opłatek miodem i
rzekomo chętnie dzieli się nim z siostrą, podkreślając przy okazji, że ten miód
to specjalnie dla niej, choć na co dzień wyraża się o niej używając wulgarnych
epitetów.
Grzegorz, z natury pazerny jak mało
kto, w dodatku strasznie zazdrosny, gratuluje bratu otrzymanej działki, a także
kredytu z banku zaciągniętego pod budowę domu, z otrzymaniem którego był
kłopot.
Wreszcie wszyscy razem życzą sobie sukcesów w pracy i w życiu rodzinnym,
zdrowia i pogody ducha. Jeden drugiego zapewnia, że w razie czego, może na
niego liczyć. Zwłaszcza teraz, gdy czasy takie ciężko. Bo ten koronawirus i
wszystko stoi na głowie.
Póki co jest sielsko, anielsko, i o to przecież chodzi. Wszyscy się cieszą, a
najbardziej rodzice. No bo jak tu się nie cieszyć, gdy panuje taka miła,
rodzinna atmosfera?
Zgrana rodzinka. Prawie święci. Brakuje
tylko aureoli wokół głów, choć w domyśle gdzieś one tam są…
Pospadają, niestety, gdy skończą się święta. Opadną świąteczne maski. Wróci
codzienność. Tak jak to bywa od wielu lat. Odezwą się sfory i waśnie. Historia
zatoczy koło.
Niektórzy mawiają, że Święta Bożego Narodzenia to najpiękniejszy czas w roku,
bo jednoczy bliskich sobie ludzi. Szkoda tylko, że na tak krótko.
Pan Jezus tego nie przewidział? A może Jego Urodziny powinniśmy obchodzić co
miesiąc?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz