Zdjęcie: Pixabay
A co za tym idzie, bez
wszędobylskiej polityki, przykrych wiadomości z Polski i ze świata.
Bez wymądrzania się i chwalenia przez celebrytów, bardziej lub
mniej mądrych rad na wszelkie tematy.
Uff! Żyć, nie umierać!
To się nazywa wolność! Mieć spokojną głowę i otaczać się
przyrodą.
Można wziąć ze sobą kocyk i dobrą książkę, i
położyć się gdzieś na trawie. Patrzeć jak chmury suną po
niebie, albo przyglądać się wokół roślinom i dziwić się ich
urzekającemu pięknu i skomplikowanej budowie.
Można też zabrać
ze sobą sztalugi i farby do malowania. Albo pójść na spacer z
pieskiem. Jest tyle możliwości...
Dlaczego zatem tego nie
robimy lub robimy niezmiernie rzadko? Ano dlatego, że czas kradnie
nam telewizor.
Ciągle słyszymy: „Jestem strasznie zajęty!
Wracam z pracy, w domu obiad i dzieci do ogarnięcia. Potem jakiś
serial albo mecz, wiadomości ze świata, portale internetowe, i ani
się obejrzę, już jest wieczór”. Emeryci też znajdą zawsze
jakąś wymówkę. Jeśli akurat nie są w stanie zrzucić
wszystkiego na pracę, to są przecież jeszcze kolejki u lekarzy,
wnuki, którymi trzeba się zająć, tureckie seriale, rozgrywki
piłkarskie, piwko z kolegami przy grillu itd.
I tym sposobem
rzeczywiście jesteśmy strasznie zajęci. A kiedy nie będziemy?
Może nigdy. Może nigdy nie znajdziemy czasu na leniuchowanie, na
odwiedziny starych znajomych, na robienie prostych rzeczy, które
dawniej sprawiały nam przyjemność. Na podziwianie świata, i to
niekoniecznie dalekich jego zakątków, ale tego wokół nas.
Życie
„przeleci nam koło nosa”, a my dopiero u jego schyłku
zorientujemy się, że przecież tyle było w nim zmarnowanych czy
też niepotrzebnych chwil, które można było przeżyć całkiem
inaczej. Może więc czas coś z tym zrobić?
Moja znajoma
mówi, że raz w tygodniu wyłącza telewizor i telefon, tak
całkowicie, i razem z mężem mają tzw, dzień bez telewizora i
telefonu. Mają go tylko dla siebie. Każdy robi to, na co ma ochotę.
Nikt też tego dnia nie przygotowuje obiadu, nie sprząta, nie robi
zakupów, nigdzie się nie spieszy. Jest za to pełny luz.
Nazwała
go nawet Dniem dla Życia. Życia ze spokojną głową, wolną od
stresu i nadmiaru atakujących ją bodźców. Taki jednodniowy
reset.
Kiedyś piątek w kościele katolickim był dniem
bezmięsnym, który miał za zadanie pozwolić żołądkowi i
wątrobie odpocząć od mięsnych i tłustych potraw. Po to, żeby
mogły się nieco zregenerować. Teraz już prawie nikt tego nie
przestrzega, a szkoda, bo coś mądrego w tym niewątpliwie
jest.
Przydałby się też taki dzień bez mediów. Szkoda, że
dotąd nikt tego jeszcze nie wprowadził. Może więc spróbować
samemu?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz