Ludzie w niej tacy jak wszędzie. Różni.
Mężczyzna w średnim wieku, nazwijmy go Mateuszem, jest człowiekiem pracy, prostolinijnym, ale zawsze miłym i uśmiechniętym. Pracuje ciężko w fabryce, a po pracy także w domu, a dokładniej koło domu. Zimą odśnieża całkiem spore podwórko. Latem pracy ma jeszcze więcej. Wielki jak Plac Zbawiciela w Warszawie ogród wymaga nieustannej pielęgnacji. Głównie ciągłego koszenia trawy. Mateusz od czasu do czasu naprawi któremuś z kolegów samochód, to znów pomoże zreperować dach, albo pospieszy z pomocą przy drobnych pracach remontowych. Mateusz jest człowiekiem uczynnym, a przez to lubianym. Nikt nie ośmieliłby się powiedzieć mu złego słowa, bo przecież nigdy nie wiadomo, kiedy taki ktoś jak on i do czego może się przydać.
Żaden człowiek nie składa się jednak z samych zalet. Posiada też wady. Mateusz nie jest odstępstwem od reguły. Mężczyzna ma pewną przypadłość, która czasem potrafi być męcząca dla sąsiadów. Uwielbia muzykę disco polo.
I nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, że często słucha jej bardzo głośno. Zwykle, gdy porządkuje obejście, albo naprawia samochód. Wynosi wtedy przed dom swój sprzęt grający i „daje czadu”. Najbliżsi sąsiedzi Mateusza, mówiąc kolokwialnie, mają przechlapane.
Kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się dom jego sąsiada, nazwijmy go, Romanem. Roman jest przeciwieństwem Mateusza. Spokojny, opanowany, oczytany i bardzo kulturalny. Człowiek ze wszech miar wykształcony, znający się na sztuce, ale nade wszystko bezkonfliktowy. I za tę ostatnią cechę najbardziej chyba lubiany. Mężczyzna ma też rozliczne znajomości w świecie artystów i polityków.
Jemu także nikt nie ośmieliłby się powiedzieć złego słowa, bo przecież podobnie jak w przypadku Mateusza, nigdy nie wiadomo, kiedy taki ktoś jak on do czego może się przydać.
Roman też kocha muzykę. Tyle że klasyczną. Gdy słucha Beethovena albo Bacha zatraca się w poczuciu czasu i traci kontakt z otoczeniem. Roman jest melomanem w pełnym tego słowa znaczeniu. Gdy słucha muzyki, na ten czas jego dom zamienia się w dobrze nagłośnioną salę koncertową. Mężczyzna najczęściej otwiera taras wychodzący na wprost drogi, przy której zbudowany jest dom i dzieli się swoimi muzycznymi doznaniami z resztą sąsiadów.
Koło domu Romana w takich chwilach nie sposób przejść obojętnie. Latem jest najgorzej. Niektórzy sąsiedzi mawiają o nim, że jest w transie. Inni przeklinają owe „rzępolenie” na różne sposoby.
Niedaleko domu Mateusza i Romana mieszka pewne małżeństwo. Nazwijmy ich Jakub i Irena. Sąsiedzi mówią o nich „niewidzialni”. A to z tego powodu, że niemal zawsze są w pracy. Do domu wracają późnym wieczorem, kiedy na ogół jest już ciemno. Weekendy spędzają poza domem. Małżeństwo więc nie jest zmuszone słuchać ani muzyki klasycznej, ani disco polo. Mało obchodzi ich Mateusz i Roman. W domu jednak pozostaje 93 letni ojciec pana Jakuba, nazwijmy go, panem Józefem.
Na co dzień zajmuje się nim wynajęta do tego celu opiekunka, młoda dziewczyna. Powiedzmy, że ma na imię Aleksandra.
Dziewczyna skończyła zawodową szkołę fryzjerską, ale nie wiedzieć czemu, nie pracuje w swoim zawodzie. Gdy tylko pogoda na to pozwala, sadza starszego pana na wózek inwalidzki i spaceruje z nim po okolicy.
Siłą rzeczy często przechodzi, albo raczej przejeżdża koło domów Mateusza i Romana. Tak jak i tego dnia. Starszy pan ma kłopoty z kręgosłupem i trochę ze słuchem. Toteż częste przejażdżki koło domów Mateusza i Romana nie robią na nim wrażenia, ale na Aleksandrę, i owszem. Tak jak tego dnia.
Odcinek drogi wzdłuż ogrodzenia pana Romana dziewczyna pokonuje w przyspieszonym tempie. Zwalnia nieco przy domu Mateusza, choć i skoczne dźwięki w rytmie disco polo nie należą do jej ulubionych.
- A pan? Jaką muzykę pan lubi, panie Józefie? – pyta podczas obowiązkowej tego dnia przejażdżki.
Starszy pan zastanawia się przez chwilę i zapewne wraca myślami do swej młodości. Na starość podobno tak to działa. Pamięta się odległe czasy i związane z tym wydarzenia. Gorzej z pamięcią, nie wiem jak to nazwać, tą niedaleką, powiedzmy, sprzed chwili.
Wreszcie odpowiada:
- Oboje z żoną lubiliśmy nasze regionalne piosenki. Ileż to ich nasłuchaliśmy się na festynach… No i te z radia, ale nie pamiętam już ich tytułów.
Aleksandra urodziła się w XXI wieku i o piosenkach regionalnych ma blade pojęcie, żeby nie powiedzieć, żadne. Ale coś niecoś słyszała w telewizji i trochę jest przerażona. Przeraża ją już sama myśl, co by było, gdyby któregoś dnia jej podopieczny zechciał pójść w ślady swoich sąsiadów, Mateusza i Romana, i swoje ulubione piosnki słuchać równie głośno. Nawet dzieli się swoimi przemyśleniami z panem Józefem.
- Ha, ha! – śmieje się starszy pan. – To by dopiero było!
Po chwili staruszek pyta:
- A gdyby pani, Olu, miała wybrać z tych trzech rodzajów muzyki, to która pani zdaniem jest najładniejsza?
Aleksandra nie umie odpowiedzieć na to pytanie. Nic dziwnego, bo to rzeczywiście trudny wybór. Jesteśmy przecież bardzo różni, podobnie jak różnorodna jest muzyka. Każda z nich jest inna i na swój sposób miła (lub nie) dla ucha. W dodatku są jeszcze przecież inne gatunki muzyki. Na przykład pop, który najbliższy jest gustowi młodej kobiety.
Tyle że, aby z przyjemnością każdej z nich posłuchać, trzeba mieć do tego wolny czas i odpowiedni nastrój. A gdy tego brak, nawet najładniejsze dźwięki mogą przyprawić nas o frustrację.
- Co by było, gdybym to ja była ich sąsiadką i też zechciała „dawać koncerty” swojej ulubionej muzyki na całą wieś? – zastanawia się Aleksandra.
A gdyby tak inni sąsiedzi poszli w ich ślady? Każdy przecież wybrałby coś swojego, ulubionego… Wszystko jest przecież kwestią wyborów.
Czy aby jednak trzeba je narzucać innym?
Mężczyzna w średnim wieku, nazwijmy go Mateuszem, jest człowiekiem pracy, prostolinijnym, ale zawsze miłym i uśmiechniętym. Pracuje ciężko w fabryce, a po pracy także w domu, a dokładniej koło domu. Zimą odśnieża całkiem spore podwórko. Latem pracy ma jeszcze więcej. Wielki jak Plac Zbawiciela w Warszawie ogród wymaga nieustannej pielęgnacji. Głównie ciągłego koszenia trawy. Mateusz od czasu do czasu naprawi któremuś z kolegów samochód, to znów pomoże zreperować dach, albo pospieszy z pomocą przy drobnych pracach remontowych. Mateusz jest człowiekiem uczynnym, a przez to lubianym. Nikt nie ośmieliłby się powiedzieć mu złego słowa, bo przecież nigdy nie wiadomo, kiedy taki ktoś jak on i do czego może się przydać.
Żaden człowiek nie składa się jednak z samych zalet. Posiada też wady. Mateusz nie jest odstępstwem od reguły. Mężczyzna ma pewną przypadłość, która czasem potrafi być męcząca dla sąsiadów. Uwielbia muzykę disco polo.
I nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, że często słucha jej bardzo głośno. Zwykle, gdy porządkuje obejście, albo naprawia samochód. Wynosi wtedy przed dom swój sprzęt grający i „daje czadu”. Najbliżsi sąsiedzi Mateusza, mówiąc kolokwialnie, mają przechlapane.
Kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się dom jego sąsiada, nazwijmy go, Romanem. Roman jest przeciwieństwem Mateusza. Spokojny, opanowany, oczytany i bardzo kulturalny. Człowiek ze wszech miar wykształcony, znający się na sztuce, ale nade wszystko bezkonfliktowy. I za tę ostatnią cechę najbardziej chyba lubiany. Mężczyzna ma też rozliczne znajomości w świecie artystów i polityków.
Jemu także nikt nie ośmieliłby się powiedzieć złego słowa, bo przecież podobnie jak w przypadku Mateusza, nigdy nie wiadomo, kiedy taki ktoś jak on do czego może się przydać.
Roman też kocha muzykę. Tyle że klasyczną. Gdy słucha Beethovena albo Bacha zatraca się w poczuciu czasu i traci kontakt z otoczeniem. Roman jest melomanem w pełnym tego słowa znaczeniu. Gdy słucha muzyki, na ten czas jego dom zamienia się w dobrze nagłośnioną salę koncertową. Mężczyzna najczęściej otwiera taras wychodzący na wprost drogi, przy której zbudowany jest dom i dzieli się swoimi muzycznymi doznaniami z resztą sąsiadów.
Koło domu Romana w takich chwilach nie sposób przejść obojętnie. Latem jest najgorzej. Niektórzy sąsiedzi mawiają o nim, że jest w transie. Inni przeklinają owe „rzępolenie” na różne sposoby.
Niedaleko domu Mateusza i Romana mieszka pewne małżeństwo. Nazwijmy ich Jakub i Irena. Sąsiedzi mówią o nich „niewidzialni”. A to z tego powodu, że niemal zawsze są w pracy. Do domu wracają późnym wieczorem, kiedy na ogół jest już ciemno. Weekendy spędzają poza domem. Małżeństwo więc nie jest zmuszone słuchać ani muzyki klasycznej, ani disco polo. Mało obchodzi ich Mateusz i Roman. W domu jednak pozostaje 93 letni ojciec pana Jakuba, nazwijmy go, panem Józefem.
Na co dzień zajmuje się nim wynajęta do tego celu opiekunka, młoda dziewczyna. Powiedzmy, że ma na imię Aleksandra.
Dziewczyna skończyła zawodową szkołę fryzjerską, ale nie wiedzieć czemu, nie pracuje w swoim zawodzie. Gdy tylko pogoda na to pozwala, sadza starszego pana na wózek inwalidzki i spaceruje z nim po okolicy.
Siłą rzeczy często przechodzi, albo raczej przejeżdża koło domów Mateusza i Romana. Tak jak i tego dnia. Starszy pan ma kłopoty z kręgosłupem i trochę ze słuchem. Toteż częste przejażdżki koło domów Mateusza i Romana nie robią na nim wrażenia, ale na Aleksandrę, i owszem. Tak jak tego dnia.
Odcinek drogi wzdłuż ogrodzenia pana Romana dziewczyna pokonuje w przyspieszonym tempie. Zwalnia nieco przy domu Mateusza, choć i skoczne dźwięki w rytmie disco polo nie należą do jej ulubionych.
- A pan? Jaką muzykę pan lubi, panie Józefie? – pyta podczas obowiązkowej tego dnia przejażdżki.
Starszy pan zastanawia się przez chwilę i zapewne wraca myślami do swej młodości. Na starość podobno tak to działa. Pamięta się odległe czasy i związane z tym wydarzenia. Gorzej z pamięcią, nie wiem jak to nazwać, tą niedaleką, powiedzmy, sprzed chwili.
Wreszcie odpowiada:
- Oboje z żoną lubiliśmy nasze regionalne piosenki. Ileż to ich nasłuchaliśmy się na festynach… No i te z radia, ale nie pamiętam już ich tytułów.
Aleksandra urodziła się w XXI wieku i o piosenkach regionalnych ma blade pojęcie, żeby nie powiedzieć, żadne. Ale coś niecoś słyszała w telewizji i trochę jest przerażona. Przeraża ją już sama myśl, co by było, gdyby któregoś dnia jej podopieczny zechciał pójść w ślady swoich sąsiadów, Mateusza i Romana, i swoje ulubione piosnki słuchać równie głośno. Nawet dzieli się swoimi przemyśleniami z panem Józefem.
- Ha, ha! – śmieje się starszy pan. – To by dopiero było!
Po chwili staruszek pyta:
- A gdyby pani, Olu, miała wybrać z tych trzech rodzajów muzyki, to która pani zdaniem jest najładniejsza?
Aleksandra nie umie odpowiedzieć na to pytanie. Nic dziwnego, bo to rzeczywiście trudny wybór. Jesteśmy przecież bardzo różni, podobnie jak różnorodna jest muzyka. Każda z nich jest inna i na swój sposób miła (lub nie) dla ucha. W dodatku są jeszcze przecież inne gatunki muzyki. Na przykład pop, który najbliższy jest gustowi młodej kobiety.
Tyle że, aby z przyjemnością każdej z nich posłuchać, trzeba mieć do tego wolny czas i odpowiedni nastrój. A gdy tego brak, nawet najładniejsze dźwięki mogą przyprawić nas o frustrację.
- Co by było, gdybym to ja była ich sąsiadką i też zechciała „dawać koncerty” swojej ulubionej muzyki na całą wieś? – zastanawia się Aleksandra.
A gdyby tak inni sąsiedzi poszli w ich ślady? Każdy przecież wybrałby coś swojego, ulubionego… Wszystko jest przecież kwestią wyborów.
Czy aby jednak trzeba je narzucać innym?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz