Sklep z artykułami
gospodarstwa domowego.
Przy stoisku ze szkłem stoi mężczyzna trzydziestoparoletni mężczyzna. Nazwijmy go panem Maciejem. Przygląda się wazonom na kwiaty. Właśnie wprowadził
się do swojej dopiero co kupionej kawalerki. Jest już umeblowana. Pora, żeby
zadbać o bibeloty. Spodobał mu się jeden z wazonów. Jest gotów go nabyć. Ma
klasyczny kształt, jest średniej wysokości, owalny, górą lekko zwężony, w blado
seledynowym kolorze. Mężczyzna dłonią gładzi jego gładką powierzchnię. Jest
zadowolony, że nie ma chropowatości i nie napotyka na niej żadnych
niepożądanych wypukłości ani innych niepotrzebnych rzeczy.
Jest uniwersalny, zarówno kształtem jak i kolorem. Pasuje właściwie do każdego
wnętrza i jest ponadczasowy. Moda na ten kształt trwa od wieków i zapewne
nieprędko się zmieni.
Pan Maciej wkłada go więc do koszyka i niedługo potem uda się do kasy. Zanim to
jednak zrobi, na końcu stoiska ze szkłem dostrzeże nieznajomego mężczyznę.
Mężczyzna również ogląda wazony. Tyle że…
Ów mężczyzna, nazwijmy go, panem Antonim,
zainteresowany jest zgoła odmienną formą wazonów. Pan Antoni uwielbia
kryształy. W domu ma już całą kolekcję tych szklanych przedmiotów. Właśnie
dostrzegł wazon, którego nie ma jeszcze w swojej kolekcji. Zastanawia się nad
jego kupnem.
Bierze go do ręki. Dotyka. Podnosi nieco do góry, przyglądając mu się niejako
pod słońce, które przez okno wystawowe wąskim strumykiem przedostaje się do
wnętrza sklepu. Słońce pada wprost na jego przeźroczystą powierzchnię,
nierówną, z licznymi regularnymi załamaniami, tworzącymi efektowny, symetryczny
wzór. Racząc go swoim światłem powoduje, że w zależności od jego ustawienia w
kierunku światła zagłębienia i rysy przybierają różne świetliste odcienie. Wazon
jest obły, średniej wielkości, rozszerzony górą. Gdyby nie jego wzór na
powierzchni, być może byłby jak wiele innych, prosty w swej formie. Ot, taki
sobie. I też klasyczny, taki ponadczasowy. Ale za sprawą wzoru, jaki nadano mu
przy jego produkcji, taki nie jest.
Pan Antoni jest nim zachwycony. Flakon ma niepowtarzalny wzór. Jego zdaniem
każdy, kto na niego spojrzy, powinien dostrzec w nim ukrytą głębię światła,
która zmienia się pod kątem jego ustawienia. No i ten wzór. Nawet osoba
niewidoma, czy niedowidząca, dotykając powierzchni, może poczuć ową niezwykłość
i wyobrazić sobie jego naturalne piękno.
Pan Antoni jest więc zdecydowany. Wkłada wazon do koszyka. Teraz tylko należy
za niego zapłacić, a potem udać się do domu i cieszyć swoim nowym nabytkiem.
Zanim to jednak zrobi w otoczeniu obojga panów pojawi się kobieta w średnim
wieku z kilkunastoletnią wnuczką. Nazwijmy je, pani Joanna i Klementynka.
Pani Joanna przyszła tu z zamiarem kupna zwykłych szklanek. Przez chwilę
przygląda się razem z wnuczką stojącym na półkach wszelkiej maści szkłom. W
końcu podchodzi do tej części długiej półki, na której znajdują się szklanki. Dokładnie naprzeciwko regału z wazonami. Nastolatka
jest trochę zniecierpliwiona zakupami, więc radzi babci:
- Weźmy te! Mają uszka i są z grubego szkła. Może w zmywarce nie będą się tak
szybko tłukły.
Babcia nie jest jednak przekonana do jej pomysłu. Wyraźnie widać, że rozgląda
się za cienkim szkłem, czego daje dowód, biorąc do ręki kolejną szklankę, taką,
jakich wiele na półkach w tym sklepie.
Nagle wnuczka dostrzega szklanki z tak zwanymi wyklejankami. Wyklejanka, to nic
innego jak przyklejona na gorąco do szkła kolorowa nalepka. Zwykle
przedstawiająca jakąś postać z bajki lub filmu, albo z motywami roślinnymi,
bądź zwierzętami. Klementynka upiera się, by kupić właśnie takie ze
zwierzakami. Powoli zaczyna wyliczać, która ze szklanek i z jakim zwierzakiem
byłaby dla poszczególnych członków rodziny. Babcia nie chce jednak o tym słyszeć. Ich
rozmowa robi się coraz głośniejsza.
Słyszy ją pan Maciej i również pan Antoni. Pani Joanna czuje się trochę
niezręcznie. Przeprasza za głośne zachowanie wnuczki i wspólne przekomarzania.
- Nic nie szkodzi – odpowiada pan Maciej,
i dodaje, niejako wtrącając się w ich rozmowę: - Osobiście bardziej wolałbym te
proste szklanki.
- A mnie się podobają te ze zwierzątkami – wtrąca się pan Antoni. – Lubię, gdy szkło ma w sobie coś szczególnego. Coś, co
na dłużej przykuwa uwagę na przedmiocie…
- Rzecz gustu – podsumowuje dyskusję pani
Joanna. – Szukam po prostu coś użytecznego. Coś normalnego…
Chce jeszcze dopowiedzieć, że chodzi jej o szklanki, które nie sprawiają
kłopotu ani w trakcie picia z nich napoi, ani w trakcie ich mycia. To jednak
jest trudne, bo pozostała trójka na dobre zaczyna się licytować.
Pani Joanna nie wie już kogo słuchać i co wybrać. Zapomina powoli, że z chwilą
przekroczenia sklepu miała co do kupna szklanek swoje „wyobrażenie”, ale teraz
już sama nie wie, czy powinna brać je pod uwagę. Może warto zdać się na rady
kogoś innego, na jego odczucie piękna?
- Proste szklanki mogą być praktyczne i zarazem piękne – upiera się pan Maciej.
- Wymyślne też mogą być praktyczne i zarazem piękne – małpuje słowa mężczyzny pan Antoni.
- Prostota równa się wygoda i zawsze na czasie. Odporna na wszelkie mody, także
tą w kwestii zastaw stołowych i wszelkiego rodzaju szkła – obstaje przy swoim pan Maciej.
- A nietuzinkowe kształty i kolory to także piękna dekoracja. A co do mody, to
w przeciągu ostatnich stuleci tyle ich już było, że kolejna nie stanowi różnicy
– dodaje pan Antoni.
Dyskusja panów trwa na dobre. Kobieta przysłuchuje się z uwagą, ale odczuwa
pewien dyskomfort. W końcu to ona przyszła tu z zamiarem kupna szklanek i to
ona będzie z nich piła. Powinna zatem zdecydować sama. Nie zauważała, że w
międzyczasie nastoletnia wnuczka nagle ulotniła się gdzieś jak kamfora. Zaczyna
się za nią rozglądać. Tymczasem panowie udają się do kasy. Kobieta stoi przy
półce ze szklankami i nie wie, co zdecydować. Panowie uczynili w jej głowie
niezły mętlik. Do tego wszystkiego jeszcze wnuczka…
- Najlepiej byłoby, gdybym znalazła takie dwa w jednym. Cienka szklanka z
delikatnym, bardzo delikatnym wzorkiem. Może być kolorowy, może być biały,
wszystko jedno – mówi do siebie w myślach. – Byłaby do herbaty, na sok, na wodę
mineralną, na kompot, a i na kawę też by się od biedy nadawała. Bo przecież
gdzie to jest napisane, co mam do nich wlać i gdzie ewentualnie je postawić;
schować do półki, czy ustawić na widocznym miejscu, by służyły jednocześnie
jako dekoracja.
Nagle tuż koło niej pojawia się jeszcze niedawno poszukiwana wnuczka. W rękach
trzyma dwie porcelanowe, białe filiżanki. Mają całkiem ładny kształt i są z
cienkiej porcelany. Z rumieńcem na twarzy, zaaferowana pokazuje je babci.
- Pomyślałam, że może potrzebny jest kompromis? – mówi pytającym tonem Klementynka.
Pani Joanna uznaje, że to dobry
pomysł. Przy wyjściu ze sklepu spotyka pana Macieja, który pakuje swoje zakupy
do bagażnika samochodu. Niedaleko na parkingu stoi również pan Antoni. Rozmawia
z jakąś obcą kobietą.
Na widok mężczyzn reaguje Klementynka. Zapamiętała,
że oboje mieli w swych koszykach wazony.
- Babciu, który z wazonów był ładniejszy? – pyta dziewczynka. – Ten prosty,
seledynowy, czy ten szklany z wytłaczanym wzorkiem?
Dziewczynka nie rozróżnia jeszcze rodzajów szkła.
- Oba były ładne. Każdy na swój sposób – odpowiada pani Joanna. – Ważne, że oba
służą do tego samego. Czyli są na cięte kwiaty.
A gdyby tak Pani Joanna tego dnia
odwiedziła market o innej porze? Nie spotkałaby tam ani pana Macieja, ani pana
Antoniego. Nie byłoby tej całej dyskusji o szklankach.
Klementynka pod jej wpływem nie pobiegłaby szukać porcelanowych filiżanek.
Pani Joanna zdałaby się zapewne
tylko i wyłącznie na swój wybór. Zapewne wybrałaby coś zupełnie innego.
Życie podsuwa nam różne wybory. I choć wszystkie sprowadzają się do naszej
codziennej egzystencji, wybieramy bardzo różnie.
Każdy na swój sposób. Według własnej potrzeby i swojego odczucia.
Niestety, bywa że często za sprawą sugestii innych lub wręcz pod czyjeś dyktando.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz