Zdjęcie : Pixabay
- Ja nie oceniam, ja tylko punktuję – usłyszałam niedawno przypadkowy dialog pomiędzy dwoma kobietami w średnim wieku. Wiek oczywiście nie ma tu znaczenia. Cała reszta już tak.
Panie stały na targowisku przy jednym ze straganów i rozprawiały na tematy chyba tylko im znane. Nie mniej jednak na tyle głośno, że ten i ów na chwilkę przystawał, podejrzewając, iż nieoczekiwanie stał się świadkiem jakiejś kłótni. Sama zrobiłam podobnie.
- No właśnie! Punktujesz! - zirytowała się pani, nazwijmy ją panią A. - Wytykasz mi błędy.
- Powiedziałam tylko, że powinnaś postąpić inaczej – obruszyła się druga kobieta. Nazwijmy ją panią B.
- Czyli jednak uważasz, że popełniam błędy... Mało tego, wszystkie „wypunktowałaś”.
- Trochę tego jest – pani B nie odpuszczała.
- Aha! W takim razie jaką postawisz mi ocenę za te błędy? - pani A wyraźnie była rozeźlona na swoją rozmówczynię. - Pewnie jedynkę!
- Przecież mówiłam, że cię nie oceniam...
- A to nie to samo? Wytykasz mi to i tamto. To już jest jakaś ocena mojego postępowania.
Zwał
jak zwał, pomyślałam sobie, w duchu przyznając rację pani A. Bo
skoro ktoś głośno mówi o tym, co mu się w nas nie podoba, to jak
to inaczej nazwać?
Ocenić, wypunktować, wytknąć – to
przecież w tym wypadku synonimy.
Tamtego dnia nie zabawiłam
zbyt długo przy owym straganie. Nie wiem, jak ostatecznie skończyła
się ta dyskusja, przekomarzanie, czy kłótnia, jakkolwiek by tego
nie nazwać . Uświadomiła mi, albo raczej przypomniała o tym, o
czym wiedziałam od zawsze. Stale kogoś oceniamy, nawet, jeśli nie
jesteśmy tego świadomi. W myślach, w mowie, a nawet w naszych
uczynkach. A zwłaszcza w uczynkach, bo czyż nie dystansujemy się
od ludzi, których uważamy za złych, albo odwrotnie? Tych, których
w naszej ocenie są dobrzy, chcemy mieć w kręgu znajomych.
Po
co więc zapewniać kogoś, że się go niby nie ocenia, skoro jest
inaczej. Nawet jeśli nie głośno, a jedynie w myślach. To jakiś
rodzaj hipokryzji.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz