Zdjęcie: Pixabay
Brzmi zabawnie? Nie do końca.
Co znaczy słowo nepotyzm tłumaczyć nie trzeba. W ostatnim czasie wymieniane jest
w mediach niemal tyle samo razy, co nazwisko Tusk w telewizji rządowej.
Nepotyzm ma się dobrze we wszystkich krajach na świecie, ale odnoszę wrażenie, że w naszym kraju szczególnie. Studiując znaczenie tego słowa w Wirtualnej Encyklopedii doszłam do zaskakujących (albo i nie) wniosków. Nepotyzm bowiem zrodził się przed wiekami w … Watykanie. Przynajmniej tak podaje encyklopedia.
Polskę mianuje się krajem katolickim, stąd te moje skojarzenia.
Przykłady nepotyzmu widzimy na każdym kroku i sądzę, że gdyby ktoś zechciał pokusić się na ich wyliczenie, (choćby tylko z najbliższego kręgu znajomych), musiałby poświęcić na to sporo cennego czasu. A może nawet sam byłby tego przykładem?
Mamy więc znajome i znajomych, ciotki i wujków, bliższą i dalszą rodzinę, którzy dzięki rodzinnym koligacjom piastują dziś mniej lub bardziej ważne stanowiska, oczywiście opłacane z pieniędzy podatników. O takich wszakże tu mowa.
Po co to piszę, skoro rzecz to oczywista?
Otóż spotkałam całkiem niedawno jedną ze swoich ciotek, której nawiasem mówiąc, nigdy nie lubiłam. Właśnie z tego powodu. Wiekowa już nieco ciotka cieszy się życiem, wypoczywając na emeryturze. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że zanim na ową emeryturę się udała, załatwiła wielu osobom ze swojej najbliższej rodziny stanowiska w różnych urzędach. Dodam, że bardzo dobrze płatne. Nadmienię też, że niektórzy z nich nie mają do tego żadnych kompetencji, a iloraz inteligencji też jest niewspółmierny do wykonywanej przez nich pracy.
I znowu nasuwa się pytanie: po co to piszę, skoro to „normalka”?
Napotkawszy ostatnio na swej drodze ową ciotkę, zaczęłam zastanawiać się, jak powinno nazywać się takie osoby. Czy powinnam o niej mówić ciotka nepotka? A może nepota? Wujek nepotek czy wujek nepota? Tak bardziej literacko czy kolokwialnie? I jak zapisać: dużą, czy małą literą?
Może Was to śmieszyć, ale sprawa jest poważna.
No bo - taka analogia – jeśli ktoś coś ukradnie, to nazywamy go złodziejem. A jak nazwać kogoś, kto wprawdzie też okrada, ale w białych rękawiczkach (pobierając miedzy innymi nienależne mu, wysokie wynagrodzenie) i przy okazji dzięki niemu część jego rodziny również to czyni?
Może trzeba byłoby jakoś dosadniej, bo te nepotki średnio mi się podobają.
Jakieś sugestie?
A może wrócić do znanego od prawieków określenia? I po prostu nazywać ich złodziejami?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz