środa, 4 stycznia 2023

NOWOROCZNE ŻYCZENIA, czyli ludzie teraz już tacy są.



Zdjęcie: Pixabay

Miejsce akcji: Gdzieś w południowej Polsce.

Tu w trzech różnych miejscowościach oddalonych od siebie o kilkanaście kilometrów mieszkają trzy kuzynki: Marcelina, Henryka i Zofia oraz żona ich kuzyna Antka, Hanna.

Wszystko zaczęło się od Zofii. Jak to w okresie około świątecznym i noworocznym bywa, Zofia postanowiła zadzwonić z życzeniami do bliższej i dalszej rodziny.
Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że choć życzyła każdemu jak najlepiej, nie wszystkie panie były z tego zadowolone.
Pierwsza z nich, Hanna, zdenerwowała się, gdy Zofia życzyła jej szybkiego powrotu do zdrowia po niebawem mającej odbyć się operacji oraz dalszego dobrego zdrowia przez cały rok, tudzież wiele szczęścia i radości.
Hanna, niestety, pretensjonalnym głosem pokrzykiwała do słuchawki:
- Przecież wiesz, że od dawna choruję i nigdy już w pełni nie dojdę do siebie!
A potem sypnęła paroma przykładami na to, co i gdzie ją boli, „informując” ją przy tym, że to choroby z którymi trzeba żyć już do końca swoich dni.
- Jak więc mają się przy tym twoje życzenia? – spytała na koniec rozmowy.
Zofia poczuła się nieswojo. Czyżby jej życzenia rzeczywiście były niestosowne? Przecież wszyscy życzymy sobie zdrowia, nawet w chwilach, kiedy z góry wiadomo, że czyjś los jest przesądzony. Hanny nie był.

Kilka chwil później zaskoczyła ją kolejna rozmowa, tym razem z Marceliną.
- Życzę ci, aby następny rok był lepszy od poprzedniego – mówiła do swojej kuzynki w Sylwestra, zanim jeszcze zegar wybił dwudziestą czwartą, a huk wystrzelonych o tej porze petard nieźle dał do wiwatu.
- Dla mnie ten był bardzo dobry! I nie chcę, by cokolwiek zmieniało się w tej kwestii – podkreśliła.
- Nawet na lepsze? – spytała Zofia zdezorientowana, mając na uwadze wojnę w Ukrainie, przypływ kilku milionów imigrantów zza wschodniej granicy do naszego kraju, strach przed jej rozprzestrzenieniem się na nasz kraj, zagrożenie wybuchem elektrowni jądrowej, a także pędzącą inflację i drożyznę, upadające firmy, coraz to nowe pojawiające się groźne wirusy.
- A co mnie to wszystko obchodzi? Ja w tym roku miałam się dobrze! – syknęła, wprawiając w osłupienie swoim zachowaniem.
Przez moment Zofia zastanawiała się nawet, czy oby zadzwoniła pod dobry numer. Upewniwszy się, że jednak to numer Marceliny, nie mogła nadziwić się, skąd u niej taka zmiana. Oboje z mężem żyją z niezbyt wysokiej emerytury. Dawniej sporo narzekali na ten stan. No i ten całkowity brak empatii … Teraz jakby w jej zachowaniu nastąpił zwrot o sto osiemdziesiąt stopni.
Cicho więc dopowiedziała:
- To może chociaż zdrowia czy pożyczę. Każdemu przecież potrzebne…
Kobieta za te ostatnie podziękowała, ale na koniec rozmowy jeszcze raz podkreśliła, że jej jest dobrze tak jak jest teraz. I nie chciałaby żadnej zmiany. Obecny rząd też jej pasuje, bo to według jej uznania najlepszy rząd w historii naszego kraju.
Po tych słowach Zofii nie pozostało nic innego jak zakończyć rozmowę. Szok jednak nie mijał.

Do trzech razy sztuka – pomyślała. Może chociaż Henryka zachowa się normalnie…
I owszem. Z Henryką zawsze najlepiej się rozumiały i co tu kryć, bardzo lubiły. Toteż życzenia dla niej były bardzo osobiste i skrojone pod jej potrzeby i marzenia. Kuzynka odwzajemniła się tym samym i kiedy Zofia pomyślała, że są jeszcze wokół niej normalnie żyjący i myślący ludzie, co niejako napawa nadzieją i optymizmem, okazało się, że nie do końca tak jest.
Po krótkiej wymianie życzeń i kilku miłych słów ku zaskoczeniu Zofii Henryka spytała:
- Nie sądzisz, że składanie sobie życzeń na święta, urodziny, imieniny i temu podobne, to wyświechtane frazesy nikomu do szczęścia niepotrzebne? Przecież niczego w życiu nie zmieniają… Los i tak często sobie z nas drwi.
To było jedno z tych pytań, na które nie była w stanie odpowiedzieć. Niemal półgłosem jedynie jęknęła:
- A przecież to miłe…
Henryka bez wątpienia miała tego dnia gorszy humor, albo też coś wcześniej wprawiło ją w irytację.

Tak usiłowała wytłumaczyć to sobie i swojemu mężowi, który był świadkiem owej rozmowy, a który zaśmiewał się potem co nie miara i szydził z żony, tłumacząc, że ludzie już teraz tacy są. Nie potrafią odnaleźć się w tym, co się wokół nich dzieje. Tylko ona, Zofia, wciąż jest taka naiwna i dalej wierzy, że ludzie z natury są dobrzy.
- Teraz ludzie już tacy są! – próbował ją przekonywać.
Zmieniliśmy się, i to bardzo. Można to wytłumaczyć na różne sposoby. Ale czy naprawdę musimy być tacy niemili w sytuacjach, gdy ktoś po prostu stara się żyć w zgodzie z innymi i samym sobą?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

KĄCIK POLITYCZNY

  Zdjęcie: Pixabay Nie o politykę bynajmniej tutaj chodzi, a o zwykłe przyjęcie imieninowe. Na myśl o tym, że zbliżają się imieniny męża, Wa...