Zdjęcie: Pixabay
Miejsce akcji: Gdzieś w południowej Polsce.
Tu w trzech różnych miejscowościach oddalonych od siebie o kilkanaście kilometrów
mieszkają trzy kuzynki: Marcelina, Henryka
i Zofia oraz żona ich kuzyna Antka, Hanna.
Wszystko zaczęło się od Zofii. Jak
to w okresie około świątecznym i noworocznym bywa, Zofia postanowiła zadzwonić z
życzeniami do bliższej i dalszej rodziny.
Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że choć życzyła każdemu
jak najlepiej, nie wszystkie panie były z tego zadowolone.
Pierwsza z nich, Hanna, zdenerwowała
się, gdy Zofia życzyła jej szybkiego powrotu do zdrowia po niebawem mającej
odbyć się operacji oraz dalszego dobrego zdrowia przez cały rok, tudzież wiele
szczęścia i radości.
Hanna, niestety, pretensjonalnym
głosem pokrzykiwała do słuchawki:
- Przecież wiesz, że od dawna choruję i nigdy już w pełni nie dojdę do siebie!
A potem sypnęła paroma przykładami na to, co i gdzie ją boli, „informując” ją
przy tym, że to choroby z którymi trzeba żyć już do końca swoich dni.
- Jak więc mają się przy tym twoje życzenia? – spytała na koniec rozmowy.
Zofia poczuła się nieswojo. Czyżby jej życzenia rzeczywiście były niestosowne?
Przecież wszyscy życzymy sobie zdrowia, nawet w chwilach, kiedy z góry wiadomo,
że czyjś los jest przesądzony. Hanny
nie był.
Kilka chwil później zaskoczyła ją kolejna rozmowa, tym razem z Marceliną.
- Życzę ci, aby następny rok był lepszy od poprzedniego – mówiła do swojej
kuzynki w Sylwestra, zanim jeszcze zegar wybił dwudziestą czwartą, a huk wystrzelonych
o tej porze petard nieźle dał do wiwatu.
- Dla mnie ten był bardzo dobry! I nie chcę, by cokolwiek zmieniało się w tej
kwestii – podkreśliła.
- Nawet na lepsze? – spytała Zofia zdezorientowana, mając na uwadze wojnę w
Ukrainie, przypływ kilku milionów imigrantów zza wschodniej granicy do naszego
kraju, strach przed jej rozprzestrzenieniem się na nasz kraj, zagrożenie
wybuchem elektrowni jądrowej, a także pędzącą inflację i drożyznę, upadające
firmy, coraz to nowe pojawiające się groźne wirusy.
- A co mnie to wszystko obchodzi? Ja w tym roku miałam się dobrze! – syknęła,
wprawiając w osłupienie swoim zachowaniem.
Przez moment Zofia zastanawiała się nawet, czy oby zadzwoniła pod dobry numer.
Upewniwszy się, że jednak to numer Marceliny,
nie mogła nadziwić się, skąd u niej taka zmiana. Oboje z mężem żyją z niezbyt
wysokiej emerytury. Dawniej sporo narzekali na ten stan. No i ten całkowity
brak empatii … Teraz jakby w jej zachowaniu nastąpił zwrot o sto osiemdziesiąt stopni.
Cicho więc dopowiedziała:
- To może chociaż zdrowia czy pożyczę. Każdemu przecież potrzebne…
Kobieta za te ostatnie podziękowała, ale na koniec rozmowy jeszcze raz
podkreśliła, że jej jest dobrze tak jak jest teraz. I nie chciałaby żadnej
zmiany. Obecny rząd też jej pasuje, bo to według jej uznania najlepszy rząd w
historii naszego kraju.
Po tych słowach Zofii nie pozostało nic innego jak zakończyć rozmowę. Szok
jednak nie mijał.
Do trzech razy sztuka – pomyślała. Może chociaż Henryka zachowa się normalnie…
I owszem. Z Henryką zawsze najlepiej
się rozumiały i co tu kryć, bardzo lubiły. Toteż życzenia dla niej były bardzo
osobiste i skrojone pod jej potrzeby i marzenia. Kuzynka odwzajemniła się tym
samym i kiedy Zofia pomyślała, że są jeszcze wokół niej normalnie żyjący i
myślący ludzie, co niejako napawa nadzieją i optymizmem, okazało się, że nie do
końca tak jest.
Po krótkiej wymianie życzeń i kilku miłych słów ku zaskoczeniu Zofii Henryka spytała:
- Nie sądzisz, że składanie sobie życzeń na święta, urodziny, imieniny i temu
podobne, to wyświechtane frazesy nikomu do szczęścia niepotrzebne? Przecież
niczego w życiu nie zmieniają… Los i tak często sobie z nas drwi.
To było jedno z tych pytań, na które nie była w stanie odpowiedzieć. Niemal
półgłosem jedynie jęknęła:
- A przecież to miłe…
Henryka bez wątpienia miała tego
dnia gorszy humor, albo też coś wcześniej wprawiło ją w irytację.
Tak usiłowała wytłumaczyć to sobie i swojemu mężowi, który był świadkiem owej
rozmowy, a który zaśmiewał się potem co nie miara i szydził z żony, tłumacząc,
że ludzie już teraz tacy są. Nie potrafią odnaleźć się w tym, co się wokół nich
dzieje. Tylko ona, Zofia, wciąż jest taka naiwna i dalej wierzy, że ludzie z
natury są dobrzy.
- Teraz ludzie już tacy są! – próbował ją przekonywać.
Zmieniliśmy się, i to bardzo. Można to wytłumaczyć na różne sposoby. Ale czy
naprawdę musimy być tacy niemili w sytuacjach, gdy ktoś po prostu stara się żyć
w zgodzie z innymi i samym sobą?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz