niedziela, 2 października 2022

TYLKO LUDZI TAK STRASZNIE ŻAL

 

Zdjęcie: Pixabay

Miejsce akcji: Jedna z wielu gmin na Podbeskidziu.

Mieszka tu pewne małżeństwo. Nazwijmy ich panią Magdaleną i panem Zdzisławem. Są w średnim wieku, oboje po szkole zawodowej. W gruncie rzeczy, niczego złego nie można im zarzucić, ludzie pracowici i uczciwi. Tylko chyba nie do końca rozumiejący, że nie każda pora jest dobra na to, żeby się cieszyć. Bywa że czasem raczej trzeba się martwić.
Pan Zdzisław i pani Magdalena mają jedynego syna, Jarka, który niedawno wstąpił w szeregi polskiej armii. Nie z przymusu, z wyboru. Rodzice jedynaka właśnie co umieścili relacje z uroczystej przysięgi wojskowej syna na swoich facebookowych stronach. Dumni i uśmiechnięci widnieją na niejednym zdjęciu razem ze swoim synem w wojskowym mundurze. Pod owymi relacjami natychmiast pojawiło się mnóstwo komentarzy i gratulacji od znajomych pani Magdy i pana Zdzisława. Nie da się ukryć, wszystkie miłe, głównie życzenia wytrwałości. Okay, to się niewątpliwie przyda młodemu kadetowi.
Sama zastanawiałam się, czy nie umieścić tam swojego komentarza. Znam bowiem ich osobiście. Jednakże, gdy tak na nich patrzyłam, naszły mnie przykre myśli i wolałam się powstrzymać.
No bo z czego tu się cieszyć? Czasy takie niespokojne… W każdej chwili może spełnić się czarny scenariusz, który od dłuższego czasu kreśli Putin i jego sojusznicy. Co, jeśli rzeczywiście stanie się to najgorsze?
Wszyscy mówią, że czarnowidztwo nie jest dobrym doradcą. Należy zawsze mieć nadzieję. Tyle że sama nadzieja może nie wystarczyć…
Gdyby jednak doszło do eskalacji wojny na Europę, syn pani Magdy i pana Zdzisława jako jeden z pierwszych zostałby wysłany na czoło konfliktu. Nie lubię tego określenia, ale niestety muszę go użyć, jako mięso armatnie. A wtedy wszystko może się zdarzyć, czego absolutnie jemu, ani jego rodzicom nie życzę.
Gdyby to mój syn był na jego miejscu, umarłabym ze strachu i kto wie, czy nie pękłoby mi z żalu serce. Dlatego myślę, że ta radość rodziców ze wstąpienia Jarka do wojska jest przedwczesna.
Spoglądam na te radosne fotki umieszczone na fejsie z jego przysięgi i przechodzi mnie zimny dreszcz…

Dwa kilometry dalej, w sąsiedniej wsi, mieszka pani Katarzyna, samotna matka ze swoją córką Kamilą, którą całe życie wychowywała sama. Córka ma obecnie dwadzieścia siedem lat i pracuje jako pielęgniarka. Niedawno spotkałam panią Katarzynę w jednej z przychodni lekarskich. Siedziała, pokornie czekając na swoją kolej do lekarza Nie była zbyt rozmowna i gołym okiem było widać, że coś ją trapi.
Trudno się dziwić. Na jej miejscu pewnie zareagowałabym tak samo. Okazało się, że córka właśnie co została wysłana na jakieś specjalne ćwiczenia o charakterze, a jakże, wojskowym. Nie chciałam „dobijać” pani Katarzyny swoimi przemyśleniami na ten temat w stylu, przecież wiadomo, że personel medyczny w razie zagrożenia dla obywateli ma obowiązek stawienia się na wezwanie tzw. wojskowych komend uzupełnień. A co się z tym wiąże, ogólnie wiadomo. Decydując się na taki zawód, trzeba brać to pod uwagę. Toteż jedynie pochyliłam się nad nią ze współczuciem.
- To moja jedyna bliska mi osoba – pochlipywała pani Katarzyna. – Nie przeżyję tego, jeśli zostanie wysłana na front.
- Spokojnie, pani Kasiu. Póki co u nas nie ma wojny. Nic złego się nie dzieje – próbowałam pocieszyć kobietę, w głębi duszy sama pełna niepokoju o jutro.
I podobnie jak w przypadku syna moich znajomych, w mojej głowie natychmiast pojawiło się uczucie strachu, bo przecież też mam córkę. Co prawda wykonuje inny zawód, ale wojna rządzi się swoimi prawami.

Niedaleko mojego domu, niemalże po sąsiedzku mieszka pan w wieku ponad pięćdziesiąt lat. Nazwijmy go panem Michałem. Mężczyzna ma żonę i dorosłego syna na studiach. Z zawodu jest budowlańcem. I on również dostał wezwanie na jakieś ćwiczenia wojskowe. Pięćdziesięciolatek jest zdesperowany. Schorowany, z problemami bólowymi kręgosłupa, spowodowanymi ciężką, wieloletnią pracą na budowach, nie wyobraża sobie, czy będzie w stanie takie ćwiczenia odbyć. Komisja na WKU za nic jednak miała jego problemy zdrowotne i stertę lekarskich zaświadczeń potraktowała jak zbędna makulaturę.
- Spadną mi dwa zlecenia - żalił się pan Michał, kiedy widziałam go kilka dni temu. – Przecież ja mam podpisane umowy z inwestorami. Nie mogę ich tak nagle zerwać, będą naliczać mi odsetki, kary umowne za niedotrzymanie terminów, itd. Poza tym posypią mi się następne umowy. A ludzie przecież czekają, aż zrobię im te ocieplenia domów. A co z moimi pracownikami? Odpowiadam za nich. Nie mogę zostawić ich samych na budowach…
Pan Michał rzeczywiście ma poważne problemy. Pracownikom trzeba płacić, nawet, gdy mają tzw. przestój. I na dodatek trzeba jeszcze zapłacić kary i odsetki. Z czego, gdy się nie pracuje przez jakiś czas?
Nie chciałabym znaleźć się na jego miejscu.

Jedna z moich sąsiadek, uważająca siebie za wielka patriotkę, ma zawsze na to gotową odpowiedź. „Przecież ktoś musi bronić naszych granic. Ktoś musi leczyć i opatrywać rannych, na wypadek wojny. Ktoś musi budować mosty i przygotowywać przeprawy dla wojska”.
Trudno się z nią nie zgodzić.
Tyle że ludzi tak strasznie żal…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

KĄCIK POLITYCZNY

  Zdjęcie: Pixabay Nie o politykę bynajmniej tutaj chodzi, a o zwykłe przyjęcie imieninowe. Na myśl o tym, że zbliżają się imieniny męża, Wa...