Nieduża gmina na południu Polski, w skład której wchodzi kilka okolicznych wsi. Mieszka tu pewna pani w wieku trzydzieści plus. Nazwijmy ja panią Anią. Pani Ania ma pewna ksywkę. Przez znajomych nazywana jest Anką Weganką. Prowadzi blog kulinarny traktujący o zdrowym odżywianiu się. Blog pani Ani ma już niemałą sławę, z czego jest bardzo dumna. Weganką przezwano ją, ponieważ nade wszystko zachęca do jedzenie warzyw i owoców.
Na terenie tej samej gminy, ale już w innej miejscowości mieszka pan w średnim
wieku, nazwijmy go panem Adamem.
Pan Adam jest mężczyzną nieco
otyłym, co w pewnym stopniu jest zasługą złego odżywiania, a także brakiem
ruchu. Mężczyzna jest informatykiem i w pracy niemal nie wstaje od komputera.
Jest też tradycjonalistą, jeśli chodzi o odżywianie. Bigos, kotlet, sztuka
mięsa królują zwykle na jego talerzu. Nie pogardza też pyzami na parze czy
kluskami ze śliwkami. W ogóle lubi potrawy mączne: naleśniki, spaghetti,
pierogi.
W tej samej wsi mieszka młoda kobieta. Powiedzmy, że ma na imię Karolina. Jakiś czas temu przeszła na
dietę wegetariańską, czyli je ryby, jajka i wszelakie warzywa i owoce. Zero
mięsa, a słodycze ograniczyła do minimum. Tylko na przysłowiowych imieninach u
cioci.
Dieta wegetariańska wychodzi jej na dobre, bo pomaga zachować szczupłą
sylwetkę. Wychodzi też już jej czasem bokiem, zwłaszcza, gdy wraz z koleżankami
spotykają się na babskim party, albo w gronie rodziny, gdzie zwykle królują
słodkie desery, ciasta, lody i przepyszne pieczyste.
Na drugim końcu gminy znajduje się mała wioska. Jedną z jej mieszkanek jest pani Sylwia. Sylwia studiuje
politologię. Trochę to dziwne, bo bynajmniej nie zamierza być politykiem. Nigdy
nie chciała, ale za to zawsze chciała być w centrum uwagi. Wolałaby zostać
aktorką lub piosenkarką. Niestety, okazało się, że brak jej w tym kierunku
talentu. Po nieudanych egzaminach do filmówki, jedyne wolne miejsca, jakie
zostały na studiach, były właśnie na politologii. Stąd te studia. Pani Sylwia
długo myślała nad tym, jak i czym tu zasłynąć. W końcu wymyśliła, że zostanie…
weganką. Nijak miało się to filmówki, nijak do politologii, ale pozwalało
zaistnieć. Czym? Ano tym, że udało jej się nieźle zirytować rodziców, wzbudzić
niezdrowe zainteresowanie ciotek i kuzynek oraz kolegów ze studiów. Krótko
mówiąc, wszyscy pukali się w czoło, gdy patrzyli jak niepotrzebnie umartwia
się, chudnie w oczach i wygląda jak przysłowiowe trzy ćwierci do śmierci. Blada
cera, podkrążone oczy, problemy z kondycją na zajęciach gimnastycznych,
zasłabnięcia, to nie jedyne jej problemy. Budzą jednak zainteresowanie, cóż z
tego, że nie o takich marzyła.
Tymczasem nasza kulinarna blogerka rozpisuje się na wszelkie możliwe sposoby na
swoim prozdrowotnym blogu. Jej życiowe motto brzmi: „Jesteś tym, co jesz”.
Trafił na niego przypadkiem pan Adam,
który chciał schudnąć, ale siedzący tryb życia temu nie sprzyjał. Poza tym
jakoś nie wyobraża sobie życia bez kawałka mięsa.
Blog pani Ani obserwuje też pani
Karolina. Szuka na nim głównie nowych, ciekawych przepisów, gdyż dieta
wegetariańska powoli zaczyna jej się przykrzyć. Poza tym, gdy przechodzi w
marketach koło lad ze słodkościami czy wędlinami, na ich widok cieknie jej
ślinka i wzrasta frustracja. Czasem wręcz na wskutek ciągłego odmawiania sobie
wielu potraw popada w depresję.
Pani Sylwia osobiście zna pani Anię i nawet od czasu do czasu spotykają się
w kawiarni, celem wymiany sowich kulinarnych spostrzeżeń.
Ostatnio pani Sylwia poskarżyła się
jednak blogerce Ani, że wegańska dieta była dobra, ale do czasu. Na początku
jej stosowania czuła się świetnie, ale w miarę upływu miesięcy, a potem
kolejnych dwóch lat, jej organizm zaczął się buntować. Z dnia na dzień czuje
się coraz słabsza i kompletnie straciła chęć do życia. Zasugerowała nawet blogerce,
aby nie zachęcała do stosowania diety wegańskiej, a na zjadane owoce i warzywa
spojrzała z innej perspektywy i rozważyła niekorzystne nadmierne ich spożywanie.
- Ależ, moja droga! – oburzyła się Anka
Weganka. – Człowiek zanim zaczął polować na zwierzynę, jadał tylko to, co
urosło w lesie lub na łąkach!
- Być może. Tyle że nikt wtedy nie traktował warzyw i owoców pestycydami i
wszelkiej maści środkami ochrony roślin. Nikt ich nie modyfikował genetycznie.
Powietrze i wody nie były zatrute spalinami samochodów i tym, co wydobywa się z
kominów – ripostowała pani Sylwia.
Anka Weganka niby przytakiwała, niby o tym doskonale wiedziała, ale odbijała
przysłowiową piłeczkę, tłumacząc, że przecież z rybami, jajami i mięsem jest
ten sam problem. Obstawała przy swoim, mówiąc, że człowiek staje się tym, co
zjada.
Idąc jej tokiem myślenia, zresztą nie tylko jej, gdyż wiele osób podchodzi do
kwestii żywienia w taki sposób, można by pokusić się na stwierdzenie, że w
takim razie pan Adam jest w połowie
zwierzęciem, a w połowie rośliną. Pani
Karolina w połowie rybą albo jajkiem, a w połowie rośliną. Zaś pani Sylwia wyłącznie rośliną.
Hm… kiepsko to wygląda. W każdym razie rośliną na pewno nie chciałabym być. Tak
mówi się o ludziach przebywających w szpitalach w stanie wegetatywnym.
Nie kojarzy się dobrze.
Stan pani Sylwii, wychudzonej,
bladej i osłabionej dobrze nie rokuje.
Stan tęgiego pana Adama też
niekoniecznie.
Zaś sfrustrowanej, popadającej w stany depresyjne pani Karoliny także przedstawia wiele do życzenia.
Tymczasem nasza Anka Weganka na
swoim blogu namawia wciąż do zdrowego jedzenia. Tylko, co tak naprawdę jest
zdrowe? Chyba sama tego nie wie. Ile zatem warte są jej rady?
Nie jestem biegłą w temacie zdrowego odżywiana, ale wiem jedno: Należy jeść wszystko,
tylko z umiarem. Skosztować wszystkiego, czym obdarzył nas Stwórca. W
przeciwnym razie po co by to robił? Po co tak by się starał?
Kosztujmy więc wszystkiego, bo żal byłoby odejść z tego świata, nie zaznając
wielu dobrych rzeczy.
I niech Wam wyjdzie na zdrowie!
I tylko żal tych wszystkich Anek Weganek…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz