Małe miasteczko na
Podbeskidziu
Mieszkają tu trzej panowie w wieku pięćdziesiąt plus. Nazwijmy ich kolejno: pan Rafał, pan Kamil i pan Jarek. Co
ich łączy? Patrząc z boku, całkiem wiele. Zacznijmy od szkoły podstawowej. Panowie
dawniej uczęszczali do tej samej szkoły, ba, do tej samej klasy. Nadal się
przyjaźnią, ale jest jedno ale. Wszyscy są zapracowani i nie mają czasu na
utrzymywanie ze sobą bliższych kontaktów. Sporadycznie jednak, najczęściej w
interesach, dzwonią do siebie z prośbą o jakąś przysługę. Bywa że z tego powodu
spotykają się w pubie. Tak było i tego dnia. Ale po kolei.
Pan Rafał pracuje w banku. Jest
zastępcą dyrektora. W szkole uczył się średnio. Na studiach często zawalał to i
owo. Znajomi dziwili się, że w ogóle udało mu się ukończyć ten jego osławiony
marketing. Osławiony, bo bardzo był dumny z kierunku , jaki wybrał i stale
mawiał, że otworzy on przed nim nowe horyzonty. Jeszcze bardziej dziwili się,
gdy dochrapał się tak wysokiego stanowiska w banku. Trzeba przyznać, bystrym
nigdy nie był, a przedmioty ścisłe były jego przysłowiową kulą u nogi. Na
uczelni miał nawet swoje przezwisko „Koziołek”. I tylko zapewne przez
grzeczność nie dodawano do niego drugiego członu.
Pan Rafał ma jednak coś, czego nie
tylko koledzy mogą mu pozazdrościć. Jest wysokim, szczupłym, niezmiernie
przystojnym mężczyzną. Ponadto niezwykle dba o swoją aparycję. Jednym słowem,
ma klasę. I nawet jeśli czegoś nie potrafi, to „dowygląda”. A to swego rodzaju
przepustka do wyższych sfer. W każdym razie, do tych liczących się w świecie
finansjery i show biznesu.
Pan Rafał ma żonę, Justynę, kobietę
ze wszech miar piękną i elegancką. Jest z niej bardzo dumny, bo oprócz swojej
urody i elokwencji, świetnie zna się na wszelkich niuansach bankowości. I jak
się można domyślić, to głównie jej zawdzięcza ową posadę, no i potrzebną mu na
tym stanowisku wiedzę. Justyna towarzyszy mu niemal wszędzie, zwłaszcza na
rautach i bankietach. Krótko mówiąc, przeciera ścieżki.
Pan Kamil z kolei skończył Liceum
Sztuk Plastycznych. Niestety, w tym zawodzie ciężko jest się wybić ponad
przeciętność i uzyskać ze swojej pracy jakie takie korzyści materialne, a tym
bardziej sławę. Toteż pan Kamil
zmuszony został do zweryfikowania swoich życiowych planów i podjęcia pracy nie
do końca odpowiadającej jego zawodowym predyspozycjom. Jest instruktorem na
kursie nauki jazdy samochodem. Do pracy przychodzi schludnie ubrany, co głównie
jest zasługą żony, która o niego dba. Sam zaś nie przywiązuje większej wagi do
ubioru, ani do tego, czy jego fryzura i broda jest w porządku, czy nie. Buty?
Buty są wizytówką każdego mężczyzny, ale nie pana Kamila. Według niego nie zasługują
na to, by poświęcać im uwagę. Pan Kamil to facet przeciętny, ze swoim męskim
spojrzeniem na świat.
Jego żona, Hanna, pracuje w urzędzie miejskim jako księgowa. Przeciętny facet
ma przeciętną kobietę. Niczym nie wyróżniającą się. Skromną i czystą, ale
przeciętną. Ubierającą się w kolory szaro-bure, stricte biurowe. Pani Hanna nie
lubi biegać po gabinetach fryzjerskich i kosmetycznych. Dla niej to strata
czasu i pieniędzy. Zakupy też nie są jej ulubioną rozrywką. Zresztą nie ma na
to zbyt wiele pieniędzy.
Pan Kamil ze swoją żoną rzadko
pojawia się w kinie czy w teatrze. Co najwyżej na rodzinnych imprezach. Tam nie
trzeba specjalnie się stroić, ani tym bardziej popisywać znajomością literatury,
nowinek technicznych, obcych języków, czy wspomnieniami z wypadów w ciekawe
zakątki naszego globu. Wystarczy po prostu być, porozmawiać o gotowaniu,
pogodzie, albo o chorobach.
Pan Jarek skończył szkołę zawodową.
Pracuje w remontach. Tynki, gładzie, kafelki to jego ulubione zajęcie.
Mężczyzna nie narzeka ani na pracę, ani na zarobki. Pasuje mu jedno i drugie. W
ogóle pan Jarek nie ma zbytnio wygórowanych oczekiwań od życia, a tym bardziej
ambicji. Do życia poza pracą wystarczy mu telewizor, kawałek przydomowego
ogródka, czasem zimne piwko, grill, disco polo z radia i sąsiad, z którym może
czasami się pokłócić, głównie w temacie polityki.
Żona pana Jarka, Beata, to kobieta równie nieskomplikowana. Pracuje w fabryce
na taśmie za przysłowiową miskę ryżu. Codziennie przez osiem godzin wkłada do
kartonów paczkowane w małe, jednorazowe torebki herbatę, kawę, śmietankę do
kawy lub cukier. Potem to wszystko pakuje na palety i zawozi do magazynu, skąd
jadą dalej w świat. A konkretnie na lotniska w kraju i w Europie. Później
korzystają z nich pasażerowie samolotów.
Pani Beacie do życia niewiele potrzeba. Trochę ciuchów, butów i tandetnej
biżuterii. Może jeszcze fryzjerka i od czasu do czasu manicurzystka. Potrzebuje
tego głównie na weekendy, gdyż uwielbia wszelkiego rodzaju potańcówki, w tym
najbardziej dyskoteki(!). Nie przeszkadza jej wiek, w ogóle nic jej nie
przeszkadza. Tam może wyszaleć się do woli, pośmiać z rubasznych dowcipów, czasem
trochę poprzeklinać, pochwalić się swoimi kusymi kieckami, które nosi nad
kolano, niczym nastolatka. Na te okazje stroi swoje palce w długie i różniaste
tipsy, a włosy posypuje brokatem. Na szyję wkłada kilogramy sztucznej biżuterii
i nie obejdzie się bez wyzywającej szminki.
Pan Jarek w takich okolicznościach
jest dla niej tylko dodatkiem. Szarym i niekoniecznie dobrze ubranym, ale
trwającym przy swojej małżonce. T-schert albo koszula w kratę to jego dyżurny
strój. Niedogolona broda i zwisające spodnie nie dodają mu uroku. Kufel z piwem
i frytki niemal stały się jego atrybutami. Gdyby pan Jarek kiedykolwiek z jakichś powodów zasłużył sobie na pomnik,
z pewnością tak by na nim wyglądał, z kuflem piwa i papierową tacką pełną
frytek.
Ludzie zwykle dobierają się w pary tak, by do siebie pasowali. Głównie chyba
jednak mentalnie. I choć na początku małżeństwa jak najbardziej im to pasuje, z
czasem może się okazać, że nie do końca.
Tego dnia w pubie pierwszy nawiązał do tego tematu pan Rafał. A że panowie byli już w tym czasie po kilku kieliszkach
wina, szczerość wzięła górę.
- Nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo zazdroszczę ci tej twojej żony, Hanny – powiedział do kumpla Kamila. A
potem dodał:
- Jest taka normalna. Nie wyróżniająca się z tłumu. Nie pokazuje po sobie swoich mądrości, ale też nie jest głupia. Nie przytłacza męża.
- A ja zazdroszczę żony Jarkowi – powiedział pan Kamil. - Beata jest
taka nieskomplikowana. Prostolinijna. Może nie najładniejsza, ale zawsze
kolorowo ubrana. I nie wstydzi się zakląć. I nawet te jej krótkie kiecki by mi
nie przeszkadzały… Co z tego, że śmieje się z niej cała okolica. Niech się
śmieją! Ma swoje lata, i owszem, i jest już babcią, ale co z tego! Z nią przynajmniej
nie byłoby nudno. Ludzie mieliby o czym gadać. A moja to taka szara myszka…
- Wiecie co? A ja marzę o takiej żonie jak Justyna!
– odezwał się pan Jarek. – Piękna,
mądra, inteligentna, elegancka, wykształcona! Czegóż chcieć więcej?
Co prawda nie pasowałaby do takiego szaraka jak ja, ale byłbym z niej ogromnie dumny!
Dumny, że ktoś taki mnie pokochał i zechciał ze mną być. Wszyscy by mi
zazdrościli… A z mojej Beaty tylko się naśmiewają. Że głupia, że brak jej
wykształcenia, że przeklina, że idiotycznie się ubiera, że maluje się
wyzywająco… A na te jej tipsy już patrzeć nie mogę. Usta też czerwone jak u
prostytutki… Z taką kobietą jak Justyna byłoby mi jak w niebie – westchnął na
koniec.
- Czyli co? Źle wybraliśmy? – rzekł pytającym tonem pan Rafał.
Panowie Kamil i Jarek nie umieli
odpowiedzieć wprost.
- Może to znudzenie? A może po prostu każdy z nas chciałby być z kimś, kto go
nie przytłacza? – zaczął zastanawiać się pan
Kamil. – Na przykład swoją szarością…
- Albo swoją nadmierną mądrością, przebojowością, elokwencją. Przecież żona nie
powinna być mądrzejsza od męża… - wtrącił pan
Rafał.
- Nie powinna też przytłaczać go swoją głupotą – zasępił się pan Jarek. – Przy mojej żonie zamiast
się rozwijać, coraz bardziej się cofam. Potrzebuje kogoś, kto byłby dla mnie
wzorem i zachęcał do rozwoju…
Najprościej byłoby zamienić się żonami na jakiś czas i zobaczyć, czy nowe
układy sprawdzą się w praktyce. Ale żaden z nich nie odważyłby się wyjść z
taką propozycją, a co dopiero na nią przystać.
I dobrze, bo przecież związali się ze swoimi żonami na dobre i na złe. Wzięli
je pod swój dach z tak zwanym dobrodziejstwem inwentarza. A że czasem pewne
sprawy rozmijają się z naszymi oczekiwaniami, no cóż, tak bywa. Po prostu
trzeba nad tym więcej popracować. Przede wszystkim jednak nad sobą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz