piątek, 25 września 2020

Żona, czyli kobieta na miarę oczekiwań mężczyzny

Małe miasteczko na Podbeskidziu
Mieszkają tu trzej panowie w wieku pięćdziesiąt plus. Nazwijmy ich kolejno: pan Rafał, pan Kamil i pan Jarek. Co ich łączy? Patrząc z boku, całkiem wiele. Zacznijmy od szkoły podstawowej. Panowie dawniej uczęszczali do tej samej szkoły, ba, do tej samej klasy. Nadal się przyjaźnią, ale jest jedno ale. Wszyscy są zapracowani i nie mają czasu na utrzymywanie ze sobą bliższych kontaktów. Sporadycznie jednak, najczęściej w interesach, dzwonią do siebie z prośbą o jakąś przysługę. Bywa że z tego powodu spotykają się w pubie. Tak było i tego dnia. Ale po kolei.

Pan Rafał pracuje w banku. Jest zastępcą dyrektora. W szkole uczył się średnio. Na studiach często zawalał to i owo. Znajomi dziwili się, że w ogóle udało mu się ukończyć ten jego osławiony marketing. Osławiony, bo bardzo był dumny z kierunku , jaki wybrał i stale mawiał, że otworzy on przed nim nowe horyzonty. Jeszcze bardziej dziwili się, gdy dochrapał się tak wysokiego stanowiska w banku. Trzeba przyznać, bystrym nigdy nie był, a przedmioty ścisłe były jego przysłowiową kulą u nogi. Na uczelni miał nawet swoje przezwisko „Koziołek”. I tylko zapewne przez grzeczność nie dodawano do niego drugiego członu.
Pan Rafał ma jednak coś, czego nie tylko koledzy mogą mu pozazdrościć. Jest wysokim, szczupłym, niezmiernie przystojnym mężczyzną. Ponadto niezwykle dba o swoją aparycję. Jednym słowem, ma klasę. I nawet jeśli czegoś nie potrafi, to „dowygląda”. A to swego rodzaju przepustka do wyższych sfer. W każdym razie, do tych liczących się w świecie finansjery i show biznesu.
Pan Rafał ma żonę, Justynę, kobietę ze wszech miar piękną i elegancką. Jest z niej bardzo dumny, bo oprócz swojej urody i elokwencji, świetnie zna się na wszelkich niuansach bankowości. I jak się można domyślić, to głównie jej zawdzięcza ową posadę, no i potrzebną mu na tym stanowisku wiedzę. Justyna towarzyszy mu niemal wszędzie, zwłaszcza na rautach i bankietach. Krótko mówiąc, przeciera ścieżki.

Pan Kamil z kolei skończył Liceum Sztuk Plastycznych. Niestety, w tym zawodzie ciężko jest się wybić ponad przeciętność i uzyskać ze swojej pracy jakie takie korzyści materialne, a tym bardziej sławę. Toteż pan Kamil zmuszony został do zweryfikowania swoich życiowych planów i podjęcia pracy nie do końca odpowiadającej jego zawodowym predyspozycjom. Jest instruktorem na kursie nauki jazdy samochodem. Do pracy przychodzi schludnie ubrany, co głównie jest zasługą żony, która o niego dba. Sam zaś nie przywiązuje większej wagi do ubioru, ani do tego, czy jego fryzura i broda jest w porządku, czy nie. Buty? Buty są wizytówką każdego mężczyzny, ale nie pana Kamila. Według niego nie zasługują na to, by poświęcać im uwagę. Pan Kamil to facet przeciętny, ze swoim męskim spojrzeniem na świat.
Jego żona, Hanna, pracuje w urzędzie miejskim jako księgowa. Przeciętny facet ma przeciętną kobietę. Niczym nie wyróżniającą się. Skromną i czystą, ale przeciętną. Ubierającą się w kolory szaro-bure, stricte biurowe. Pani Hanna nie lubi biegać po gabinetach fryzjerskich i kosmetycznych. Dla niej to strata czasu i pieniędzy. Zakupy też nie są jej ulubioną rozrywką. Zresztą nie ma na to zbyt wiele pieniędzy.
Pan Kamil ze swoją żoną rzadko pojawia się w kinie czy w teatrze. Co najwyżej na rodzinnych imprezach. Tam nie trzeba specjalnie się stroić, ani tym bardziej popisywać znajomością literatury, nowinek technicznych, obcych języków, czy wspomnieniami z wypadów w ciekawe zakątki naszego globu. Wystarczy po prostu być, porozmawiać o gotowaniu, pogodzie, albo o chorobach.

Pan Jarek skończył szkołę zawodową. Pracuje w remontach. Tynki, gładzie, kafelki to jego ulubione zajęcie. Mężczyzna nie narzeka ani na pracę, ani na zarobki. Pasuje mu jedno i drugie. W ogóle pan Jarek nie ma zbytnio wygórowanych oczekiwań od życia, a tym bardziej ambicji. Do życia poza pracą wystarczy mu telewizor, kawałek przydomowego ogródka, czasem zimne piwko, grill, disco polo z radia i sąsiad, z którym może czasami się pokłócić, głównie w temacie polityki.
Żona pana Jarka, Beata, to kobieta równie nieskomplikowana. Pracuje w fabryce na taśmie za przysłowiową miskę ryżu. Codziennie przez osiem godzin wkłada do kartonów paczkowane w małe, jednorazowe torebki herbatę, kawę, śmietankę do kawy lub cukier. Potem to wszystko pakuje na palety i zawozi do magazynu, skąd jadą dalej w świat. A konkretnie na lotniska w kraju i w Europie. Później korzystają z nich pasażerowie samolotów.
Pani Beacie do życia niewiele potrzeba. Trochę ciuchów, butów i tandetnej biżuterii. Może jeszcze fryzjerka i od czasu do czasu manicurzystka. Potrzebuje tego głównie na weekendy, gdyż uwielbia wszelkiego rodzaju potańcówki, w tym najbardziej dyskoteki(!). Nie przeszkadza jej wiek, w ogóle nic jej nie przeszkadza. Tam może wyszaleć się do woli, pośmiać z rubasznych dowcipów, czasem trochę poprzeklinać, pochwalić się swoimi kusymi kieckami, które nosi nad kolano, niczym nastolatka. Na te okazje stroi swoje palce w długie i różniaste tipsy, a włosy posypuje brokatem. Na szyję wkłada kilogramy sztucznej biżuterii i nie obejdzie się bez wyzywającej szminki.
Pan Jarek w takich okolicznościach jest dla niej tylko dodatkiem. Szarym i niekoniecznie dobrze ubranym, ale trwającym przy swojej małżonce. T-schert albo koszula w kratę to jego dyżurny strój. Niedogolona broda i zwisające spodnie nie dodają mu uroku. Kufel z piwem i frytki niemal stały się jego atrybutami. Gdyby pan Jarek kiedykolwiek z jakichś powodów zasłużył sobie na pomnik, z pewnością tak by na nim wyglądał, z kuflem piwa i papierową tacką pełną frytek.

Ludzie zwykle dobierają się w pary tak, by do siebie pasowali. Głównie chyba jednak mentalnie. I choć na początku małżeństwa jak najbardziej im to pasuje, z czasem  może się okazać, że nie do końca.

Tego dnia w pubie pierwszy nawiązał do tego tematu pan Rafał. A że panowie byli już w tym czasie po kilku kieliszkach wina, szczerość wzięła górę.
- Nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo zazdroszczę ci tej twojej żony, Hanny – powiedział do kumpla Kamila. A potem dodał:
- Jest taka normalna. Nie wyróżniająca się z tłumu.  Nie pokazuje po sobie swoich mądrości, ale też n
ie jest głupia. Nie przytłacza męża.

- A ja zazdroszczę żony Jarkowi – powiedział pan Kamil. - Beata jest taka nieskomplikowana. Prostolinijna. Może nie najładniejsza, ale zawsze kolorowo ubrana. I nie wstydzi się zakląć. I nawet te jej krótkie kiecki by mi nie przeszkadzały… Co z tego, że śmieje się z niej cała okolica. Niech się śmieją! Ma swoje lata, i owszem, i jest już babcią, ale co z tego! Z nią przynajmniej nie byłoby nudno. Ludzie mieliby o czym gadać. A moja to taka szara myszka…

- Wiecie co? A ja marzę o takiej żonie jak Justyna! – odezwał się pan Jarek. – Piękna, mądra, inteligentna, elegancka, wykształcona! Czegóż chcieć więcej?
Co prawda nie pasowałaby do takiego szaraka jak ja, ale byłbym z niej ogromnie dumny! Dumny, że ktoś taki mnie pokochał i zechciał ze mną być. Wszyscy by mi zazdrościli… A z mojej Beaty tylko się naśmiewają. Że głupia, że brak jej wykształcenia, że przeklina, że idiotycznie się ubiera, że maluje się wyzywająco… A na te jej tipsy już patrzeć nie mogę. Usta też czerwone jak u prostytutki… Z taką kobietą jak Justyna byłoby mi jak w niebie – westchnął na koniec.

- Czyli co? Źle wybraliśmy? – rzekł pytającym tonem pan Rafał.
Panowie Kamil i Jarek nie umieli odpowiedzieć wprost.
- Może to znudzenie? A może po prostu każdy z nas chciałby być z kimś, kto go nie przytłacza? – zaczął zastanawiać się pan Kamil. – Na przykład swoją szarością…
- Albo swoją nadmierną mądrością, przebojowością, elokwencją. Przecież żona nie powinna być mądrzejsza od męża… - wtrącił pan Rafał.
- Nie powinna też przytłaczać go swoją głupotą – zasępił się pan Jarek. – Przy mojej żonie zamiast się rozwijać, coraz bardziej się cofam. Potrzebuje kogoś, kto byłby dla mnie wzorem i zachęcał do rozwoju…

Najprościej byłoby zamienić się żonami na jakiś czas i zobaczyć, czy nowe układy sprawdzą się w praktyce. Ale żaden z nich nie odważyłby się wyjść z taką propozycją, a co dopiero na nią przystać.
I dobrze, bo przecież związali się ze swoimi żonami na dobre i na złe. Wzięli je pod swój dach z tak zwanym dobrodziejstwem inwentarza. A że czasem pewne sprawy rozmijają się z naszymi oczekiwaniami, no cóż, tak bywa. Po prostu trzeba nad tym więcej popracować. Przede wszystkim jednak nad sobą.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

KĄCIK POLITYCZNY

  Zdjęcie: Pixabay Nie o politykę bynajmniej tutaj chodzi, a o zwykłe przyjęcie imieninowe. Na myśl o tym, że zbliżają się imieniny męża, Wa...