Miasto powiatowe przy naszej południowej granicy.
Mieszka w nim pięćdziesięcioletnia kobieta, nazwijmy ją panią Mają. Oprócz wielu hobby, jakie ma pani Maja, jedno wybija się na czoło. To taniec. Jakiś czas temu
pani Maja zapisała się na zumbę w pobliskim domu kultury. Uznała, że taniec
połączony z gimnastyką ciała wyjdzie jej tylko na dobre. W ten sposób zadba o
kondycję, a przy okazji nieźle się
zabawi. Ponadto w liceum, do którego uczęszcza jej córka Zosia niebawem
odbędzie się charytatywna impreza, potańcówka połączona z loterią fantową i pokazem
umiejętności tanecznych. To doskonała okazja, by móc się popisać swoimi
umiejętnościami. Dochód z imprezy w całości przeznaczony ma być na leczenie
chorej na białaczkę uczennicy tegoż liceum.
Pani Maja zakupiła już na tę okazję
piękną, czerwoną, obcisłą sukienkę, która doskonale podkreśla kobiece kształty,
z których pani Maja była dotąd
bardzo dumna. Aż do dzisiaj.
Lustro nie kłamie, a tym bardziej kilkunastoletnia córka. Dzieci potrafią być
nad wyraz szczere i bardzo krytyczne, o czym już nieraz przekonała się nasza
bohaterka.
- Nie uważasz, że ta sukienka jest za ciasna biodrach? A tak w ogóle to
ostatnio urósł ci trochę tyłek – odważyła się na szczerą ocenę córka, w chwili,
gdy pani Maja przeglądała się przed
lustrem w swojej nowej kreacji.
- No wiesz! – oburza się natychmiast matka dziewczyny. – Jak możesz być taka
złośliwa! Przecież stale mam taka samą wagę…
Pani Maja przegląda się w lustrze
raz i drugi, wreszcie enty, by ostatecznie uznać, że jednak musi zgodzić się z córką.
Pośladki, bez dwóch zdań, zrobiły się większe. Z żalem przyznaje, że nie tego
oczekiwała po zumbie. A jednak!
- A mówiłam ci, żebyś nie zapisywała się na tę zumbę! – córka bynajmniej nie
stara się być miła dla swojej matki.
Pani Maja wygląda niezwykle
atrakcyjnie i czasem przez inne osoby, żartem, bądź na poważnie brana jest za
starszą siostrę swojej córki. Może więc trochę z zazdrości Zosia pozwala sobie
na takie uwagi. Oznajmia też coś jeszcze.
- Wszystkie moje koleżanki mówią, że jak któraś babka chce mieć duży tyłek, to
powinna ćwiczyć zumbę. Zresztą, już ci to mówiłam, ale nie posłuchałaś mnie –
dziewczyna kontynuuje swoje wywody.
Kobieta jest tym faktem zirytowana. Odkrywa, że rzeczywiście kolejne ciuchy,
które przymierza, okazują się za ciasne w pośladkach. Nosi się z zamiarem
oddania owej kreacji do sklepu i zakupem nowej.
W tym samym mieście i w podobnym wieku mieszka inna kobieta, nazwijmy ją panią Wiolettą.
Pani Wiola ma córkę w tej samej klasie co Zosia i zna jej matkę, głównie ze
szkolnych wywiadówek. Też wybiera się na tą samą imprezę. Pani Wiola z kolei uwielbia rowerowe przejażdżki. Poświęca na nie
każdą wolną chwilę.
Na imprezę ma zamiar założyć granatową suknię w drobny wzorek o długości trochę
ponad kolano, a do tego czerwone szpilki, które kupiła niespełna pół roku temu.
Właśnie przymierza je w garderobie i ze zgrozą odkrywa, że są przyciasne.
- To niemożliwe! – złości się. – Przecież się nie skurczyły przez te pół roku!
– pokrzykuje, aż jej donośny głos dobiega do uszu córki.
Mela zjawia się jak na zawołanie i przygląda się wyczynom matki, która
ostatecznie rzuca szpilkami w kąt.
- Czemu się dziwisz? – pyta matki. – Ciągle pedałujesz i pedałujesz! Wyrobiły
ci się mięśnie w stopach – stwierdza i bez ogródek dodaje: - Spójrz, łydki też
masz grubsze. I to o wiele!
Szybko jednak oddala się do swojego pokoju. Mama dziewczyny bowiem niemal wpada
w furię. Trudno zgadnąć, czy bardziej denerwuje się na bezpardonową córkę, czy
raczej sama na siebie. Przecież jazda rowerem to sport, a sport to zdrowie!
W tej sytuacji ze złości, i ze smutku także, stwierdza, że nie pozostaje jej
nic innego jak ubrać spodnie i elegancką bluzkę.
Jest jeszcze trzecia kobieta. Nazwijmy ją panią
Pauliną.
Pani Paulina także ma zamiar udać
się na ową dobroczynną imprezę. Do tego samego liceum, co Mela i Zosia
uczęszcza także jej syn Maciej. Jest samotną matką i trochę rozrywki jej się
przyda. Poza tym ma dopiero czterdzieści lat. Wygląda młodo i jak jej się
wydaje, seksownie. Po cichu liczy, że znajdzie jeszcze tego jedynego,
wymarzonego mężczyznę.
Matka Macieja dużo pracuje. Jest konsultantką w jednej z firm farmaceutycznych,
często wyjeżdża w delegacje. Ma mało czasu, by zadbać o siebie, ale przysięgła
sobie, że co drugi dzień będzie chodzić na siłownię. Choćby nie wiem, co się
działo, musi znaleźć na to czas. I jak dotąd trzyma się planu. Uważa, że sport
jest ważny, bo sport to ruch, a ruch to zdrowie i tak dalej. Właśnie mija
trzeci rok, od kiedy podjęła decyzję o uczęszczaniu na siłownię i jest z siebie
bardzo dumna.
Na imprezę w liceum kupiła sobie piękną, klasyczną, połyskującą suknią na
ramiączkach w kolorze ciemnego fioletu. Przegląda się w lustrze i zastanawia
się, jaki rodzaj biżuterii powinna do niej dobrać. Nawet pyta o to syna, który
akurat znalazł się w pobliżu.
- Moim skromnym zdaniem nie powinnaś myśleć o biżuterii, tylko raczej o zmianie
kreacji – mówi Maciej, kompletnie zaskakując matkę.
- A co? Nieładna ta kiecka? – pyta. – Pani
w butiku nie mogła się jej nachwalić, a dwie przypadkowe klientki niemal
nie wydarły mi jej z rąk.
- Oj, ładna, ładna! Tylko te twoje bicepsy… No, wybacz, ale nieładnie wyglądają
w sukience na ramiączkach. Sorry, mamuś, ale u góry wyglądasz trochę jak facet.
Pani Paulina słysząc to załamuje
się. Tyle razy przecież codziennie przegląda się w lustrze… I dotąd nie
przyszło jej na myśl, że tak może to wyglądać z boku.
Poza tym sporo włożyła wysiłku w ćwiczenia na siłowni, tyle poświęciła na to
czasu, a teraz taka opinia? I to własnego syna. To, co w takim razie myślą o
niej inni, zwłaszcza mężczyźni?
Żałuje swojej decyzji w kwestii wyboru siłowni. Przecież mogła wybrać coś
innego. Tylko co?
I tu przychodzi jej z pocieszeniem Maciej.
- Mamuś, nie martw się! Ojciec mojego kolegi trenuje zapasy. Niedawno miał
złamaną nogę, a teraz podobno upadł jakoś nieszczęśliwie i doznał urazu biodra.
Przy tym twoje bicepsy to pestka! Zawsze można je zakryć…
- Taaa, to co ja mam ćwiczyć? W tańcu można zwichnąć sobie nogę. Spacerując,
potknąć się o nierówność w chodniku…
- Dokładnie tak! – kwituje rozmowę Maciek. – Bo wszystko ma swoje dobre i złe
strony. Trzeba się tylko pilnować, by nie przedobrzyć.
I jakby na to nie spojrzeć, okazuje się, że nie zawsze sport to zdrowie i nie
każdy ruch wyjdzie nam na dobre. Wszędzie zalecany jest umiar.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz