niedziela, 13 września 2020

Sport, czyli jak nie przedobrzyć

Miasto powiatowe przy naszej południowej granicy.
Mieszka w nim pięćdziesięcioletnia kobieta, nazwijmy ją panią Mają. Oprócz wielu hobby, jakie ma pani Maja, jedno wybija się na czoło. To taniec. Jakiś czas temu pani Maja zapisała się na zumbę w pobliskim domu kultury. Uznała, że taniec połączony z gimnastyką ciała wyjdzie jej tylko na dobre. W ten sposób zadba o kondycję, a przy okazji  nieźle się zabawi. Ponadto w liceum, do którego uczęszcza jej córka Zosia niebawem odbędzie się charytatywna impreza, potańcówka połączona z loterią fantową i pokazem umiejętności tanecznych. To doskonała okazja, by móc się popisać swoimi umiejętnościami. Dochód z imprezy w całości przeznaczony ma być na leczenie chorej na białaczkę uczennicy tegoż liceum.
Pani Maja zakupiła już na tę okazję piękną, czerwoną, obcisłą sukienkę, która doskonale podkreśla kobiece kształty, z których pani Maja była dotąd bardzo dumna. Aż do dzisiaj.
Lustro nie kłamie, a tym bardziej kilkunastoletnia córka. Dzieci potrafią być nad wyraz szczere i bardzo krytyczne, o czym już nieraz przekonała się nasza bohaterka.
- Nie uważasz, że ta sukienka jest za ciasna biodrach? A tak w ogóle to ostatnio urósł ci trochę tyłek – odważyła się na szczerą ocenę córka, w chwili, gdy pani Maja przeglądała się przed lustrem w swojej nowej kreacji.
- No wiesz! – oburza się natychmiast matka dziewczyny. – Jak możesz być taka złośliwa! Przecież stale mam taka samą wagę…
Pani Maja przegląda się w lustrze raz i drugi, wreszcie enty, by ostatecznie uznać, że jednak musi zgodzić się z córką. Pośladki, bez dwóch zdań, zrobiły się większe. Z żalem przyznaje, że nie tego oczekiwała po zumbie. A jednak!
- A mówiłam ci, żebyś nie zapisywała się na tę zumbę! – córka bynajmniej nie stara się być miła dla swojej matki. 
Pani Maja wygląda niezwykle atrakcyjnie i czasem przez inne osoby, żartem, bądź na poważnie brana jest za starszą siostrę swojej córki. Może więc trochę z zazdrości Zosia pozwala sobie na takie uwagi. Oznajmia też coś jeszcze.
- Wszystkie moje koleżanki mówią, że jak któraś babka chce mieć duży tyłek, to powinna ćwiczyć zumbę. Zresztą, już ci to mówiłam, ale nie posłuchałaś mnie – dziewczyna kontynuuje swoje wywody.
Kobieta jest tym faktem zirytowana. Odkrywa, że rzeczywiście kolejne ciuchy, które przymierza, okazują się za ciasne w pośladkach. Nosi się z zamiarem oddania owej kreacji do sklepu i zakupem nowej.

W tym samym mieście i w podobnym wieku mieszka inna kobieta, nazwijmy ją panią Wiolettą.
Pani Wiola
ma córkę w tej samej klasie co Zosia i zna jej matkę, głównie ze szkolnych wywiadówek. Też wybiera się na tą samą imprezę. Pani Wiola z kolei uwielbia rowerowe przejażdżki. Poświęca na nie każdą wolną chwilę.
Na imprezę ma zamiar założyć granatową suknię w drobny wzorek o długości trochę ponad kolano, a do tego czerwone szpilki, które kupiła niespełna pół roku temu. Właśnie przymierza je w garderobie i ze zgrozą odkrywa, że są przyciasne.
- To niemożliwe! – złości się. – Przecież się nie skurczyły przez te pół roku! – pokrzykuje, aż jej donośny głos dobiega do uszu córki.
Mela zjawia się jak na zawołanie i przygląda się wyczynom matki, która ostatecznie rzuca szpilkami w kąt.
- Czemu się dziwisz? – pyta matki. – Ciągle pedałujesz i pedałujesz! Wyrobiły ci się mięśnie w stopach – stwierdza i bez ogródek dodaje: - Spójrz, łydki też masz grubsze. I to o wiele!
Szybko jednak oddala się do swojego pokoju. Mama dziewczyny bowiem niemal wpada w furię. Trudno zgadnąć, czy bardziej denerwuje się na bezpardonową córkę, czy raczej sama na siebie. Przecież jazda rowerem to sport, a sport to zdrowie!
W tej sytuacji ze złości, i ze smutku także, stwierdza, że nie pozostaje jej nic innego jak ubrać spodnie i elegancką bluzkę.

Jest jeszcze trzecia kobieta. Nazwijmy ją panią Pauliną.
Pani Paulina także ma zamiar udać się na ową dobroczynną imprezę. Do tego samego liceum, co Mela i Zosia uczęszcza także jej syn Maciej. Jest samotną matką i trochę rozrywki jej się przyda. Poza tym ma dopiero czterdzieści lat. Wygląda młodo i jak jej się wydaje, seksownie. Po cichu liczy, że znajdzie jeszcze tego jedynego, wymarzonego mężczyznę.
Matka Macieja dużo pracuje. Jest konsultantką w jednej z firm farmaceutycznych, często wyjeżdża w delegacje. Ma mało czasu, by zadbać o siebie, ale przysięgła sobie, że co drugi dzień będzie chodzić na siłownię. Choćby nie wiem, co się działo, musi znaleźć na to czas. I jak dotąd trzyma się planu. Uważa, że sport jest ważny, bo sport to ruch, a ruch to zdrowie i tak dalej. Właśnie mija trzeci rok, od kiedy podjęła decyzję o uczęszczaniu na siłownię i jest z siebie bardzo dumna.
Na imprezę w liceum kupiła sobie piękną, klasyczną, połyskującą suknią na ramiączkach w kolorze ciemnego fioletu. Przegląda się w lustrze i zastanawia się, jaki rodzaj biżuterii powinna do niej dobrać. Nawet pyta o to syna, który akurat znalazł się w pobliżu.
- Moim skromnym zdaniem nie powinnaś myśleć o biżuterii, tylko raczej o zmianie kreacji – mówi Maciej, kompletnie zaskakując matkę.
- A co? Nieładna ta kiecka? – pyta. – Pani  w butiku nie mogła się jej nachwalić, a dwie przypadkowe klientki niemal nie wydarły mi jej z rąk.
- Oj, ładna, ładna! Tylko te twoje bicepsy… No, wybacz, ale nieładnie wyglądają w sukience na ramiączkach. Sorry, mamuś, ale u góry wyglądasz trochę jak facet.
Pani Paulina słysząc to załamuje się. Tyle razy przecież codziennie przegląda się w lustrze… I dotąd nie przyszło jej na myśl, że tak może to wyglądać z boku.
Poza tym sporo włożyła wysiłku w ćwiczenia na siłowni, tyle poświęciła na to czasu, a teraz taka opinia? I to własnego syna. To, co w takim razie myślą o niej inni, zwłaszcza mężczyźni?
Żałuje swojej decyzji w kwestii wyboru siłowni. Przecież mogła wybrać coś innego. Tylko co?
I tu przychodzi jej z pocieszeniem Maciej.
- Mamuś, nie martw się! Ojciec mojego kolegi trenuje zapasy. Niedawno miał złamaną nogę, a teraz podobno upadł jakoś nieszczęśliwie i doznał urazu biodra. Przy tym twoje bicepsy to pestka! Zawsze można je zakryć…
- Taaa, to co ja mam ćwiczyć? W tańcu można zwichnąć sobie nogę. Spacerując, potknąć się o nierówność w chodniku…
- Dokładnie tak! – kwituje rozmowę Maciek. – Bo wszystko ma swoje dobre i złe strony. Trzeba się tylko pilnować, by nie przedobrzyć.

I jakby na to nie spojrzeć, okazuje się, że nie zawsze sport to zdrowie i nie każdy ruch wyjdzie nam na dobre. Wszędzie zalecany jest umiar.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

KĄCIK POLITYCZNY

  Zdjęcie: Pixabay Nie o politykę bynajmniej tutaj chodzi, a o zwykłe przyjęcie imieninowe. Na myśl o tym, że zbliżają się imieniny męża, Wa...