niedziela, 13 września 2020

Memy, czyli śmiać się czy płakać

Mała miejscowość na południu Polski.
Mieszka tu mężczyzna, powiedzmy, że ma na imię Stanisław. Jest w średnim wieku, żonaty, pracuje na budowach jak instalator sieci wodno-kanalizacyjnej. To ciężka praca. Toteż po pracy wraca do domu zmordowany, a jedynie, o czym wtedy marzy, to wygodna kanapa, latem zimne piwko, a chłodniejszą porą jakiś nieskomplikowany program w telewizji, który niespecjalnie skłania do myślenia. Za to jest doskonałą rozrywką. Pan Stanisław nie ma siły na to, by zastanawiać się nad wielkością lub, jak kto woli, marnością tego świata. Po pracy życzyłby sobie jedynie chwili wytchnienia. Czasem zagląda też do internetu, głównie na Facebooka, by zobaczyć, co tam umieścili jego znajomi.
Cieszą go proste rzeczy, śmieszą nieco infantylne memy. Ale właśnie to, poza rodziną, daje mu radość życia.

W tej samej miejscowości, kilka domów dalej, mieszka pewne małżeństwo, także w średnim wieku. Nazwijmy ich panem Markiem i panią Bożenką.
Pan Marek pracuje w banku. Pani Bożenka zaś jest laborantką. Mają dwójkę nastoletnich dzieci. Oboje to ludzie wykształceni, inteligentni, umiejący odpowiednio zachować się w każdej sytuacji i w każdym towarzystwie.
Po pracy zwykle siadają w fotelach przed telewizorem i słuchają wiadomości z kraju i ze świata. Irytują ich poczynania polityków, ekologów i wszelkie maści ludzi, którzy próbują narzucić innym swój światopogląd. Mają też świadomość, że wiele informacji płynących ze szklanego ekranu nie do końca jest prawdziwych. Czasem próbują weryfikować je z tym, co znajdują w Internecie, choć i tam trzeba zachować ostrożność.
Pani Bożenka i pan Marek wykazują także swoją aktywność na Facebooku, Instagramie, a ostatnio nawet na Tik Toku. Nie chcą pozostawać w tyle za znajomymi, zwykle tak to tłumaczą. Nie do końca jest to prawda, bo nade wszystko interesuje ich życie prywatne znajomych. Z tego powodu wnikliwie codziennie przeglądają zdjęcia i posty przez nich pozostawione. Bawią ich dodane przez nich memy i komentarze, które są bardzo różne. Zwykle wklejane  w przypływie chwili lub pod wpływem toczących się w ich życiu wydarzeń.
Pani Bożenka jest zwolenniczką angielskiego humoru, toteż rzadko co jej się podoba i powściągliwie podchodzi do wszystkich kwestii związanych z memami, tudzież prywatnymi komentarzami innych fejsbukowiczów. Przy okazji zawsze podkreśla, że niektórym brak dobrego smaku.
Pan Marek ma zwyczaj głośnego komentowania tego, co widzi lub czyta. Często słychać więc pokrzykiwania w stylu: „Ale cymbał!”, Co za miernota!, Żartowniś jeden!”, ale także: „Prymitywne to!”, „Mógł wymyślić coś lepszego!”, „Nie popisał się!”.
Pan Marek ocenia wszystko i wszystkich według swojego poziomu, co w pewnym sensie jest zrozumiałe. Niezrozumiałe natomiast jest, że nie bierze poprawki na to, iż ludzie prezentują różne poziomy inteligencji, a co za tym idzie, różne poziomy odczuwania piękna, wrażliwości na ludzkie sprawy, czy choćby nawet różnorakie podejście do tematu żartów. Swoją oceną dzieli się zwykle z żoną, która myśli i widzi podobnie. A nawet, gdy się z nim nie zgadza, przytakuje dla świętego spokoju. Pani Bożenka bowiem nie lubi się kłócić, a swoje spostrzeżenia raczej woli zachowywać dla siebie.

Na drugim końcu owej miejscowości mieszka emerytowana nauczycielka, umówmy się, że ma na imię Halina.
Pani Halinie niedawno zmarł mąż, a trójka dorosłych dzieci założyła własne rodziny i rozjechali się po kraju. Tak więc pani Halinka mieszka samotnie w niewielkim domu, który wybudowali razem z mężem. Nie ma zbyt wielu przyjaciół. Część z nich opuściła już ziemski padół, a ci którzy jeszcze tu zostali, rzadko do niej zaglądają. Podobnie sytuacja ma się z dziećmi.
Odkąd jednak nauczyła się obsługiwać komputer, na nudę nie narzeka. Ma swoje konto na Facebooku, rozmawia z dziećmi przez popularne komunikatory, i cieszy się każdą chwilą, bo jak mawia, dużo ich już jej nie zostało.
Dawniej nie potrafiła cieszyć się byle czym. Do wszystkiego podchodziła z dystansem. Teraz zrozumiała, jak wielki był to błąd. Postanowiła więc, że musi to zmienić.
Ostatnio trafiła na Facebooku na pewien mem, który nieco dowcipnie traktował sprawę dezynfekcji rąk w szkołach płynem sporządzonym na spirytusie. Bo jakby nie było spirytus roztacza wokół siebie mocny zapach, co niektórych dowcipnisiów skłania do żartowania z uczniów i nauczycieli, że to niby przychodzą do szkoły po spożyciu. Roześmiała się na samą myśl.
Nagle w jej głowie ożyły pewne wspomnienia. Przypomniały jej się dwie dawne koleżanki nauczycielki, które miały problem z alkoholem. Bywało że przychodziły do pracy nie tyle po spożyciu, co mocno „wczorajsze”. W pokoju nauczycielskim żartowały z siebie. Naśmiewały się, która z nich zjadła, (tak, zjadła!) tego dnia więcej pasty do zębów, żeby nie było od niej czuć tej przykrej woni. Ponadto czasami zdarzało im się nie przyjść do pracy z powodu poalkoholowej niedyspozycji. Jedna z nich swego czasu nawet „pożyczyła” sobie klasowe pieniądze, które zebrała na wycieczkę uczniów. A ponieważ potem miała problem z ich oddaniem, sprawa stała się głośna nie tylko w szkole, ale w całej okolicy. Poirytowani rodzice uczniów nalegali na zwolnienie owej nauczycielki, ale ostatecznie do tego nie doszło.
Pani dyrektor wykazała wobec niej, a także tej drugiej pani, której alkoholizm z czasem zataczał coraz szersze kręgi, wielkoduszność. Panie bowiem były tuż przed emeryturą. Jedna z nich miała 2 lata, druga 1 rok do emerytury. Gdyby zostały usunięte z pracy z tego powodu, żaden inny pracodawca by ich nie przyjął. Nawet, gdyby dostały wymówienie bez wskazania powodu, sytuacja byłaby taka sama. Były to lata dziewięćdziesiąte, głębokie bezrobocie. Nikt nie przyjmował do pracy starszych osób. Nie otrzymałby więc emerytury ze względu na brak odpowiedniej ilości przepracowanych lat, a tym samym pozbawione byłyby środków do życia.
Na zapach alkoholu wyczuwalny od pań skarżyli się nieustająco rodzice, ale niewiele mogli zdziałać w tej sprawie. Narzekali także sami uczniowie. Jedna z nauczycielek często miewała kłopot z napisaniem najprostszych wzorów na tablicy, a tym bardziej z podaniem wyniku zadania. Śmiechu było przy tym co nie miara. Dzieci są doskonałymi obserwatorami. Potrafiły dostrzec to, co czasem udawało się nauczycielce ukryć przed samą dyrektorką.
Reszta grona pedagogicznego była bez zarzutu i z pewnością przykro było im słuchać, kiedy owe dwie panie psuły opinię szkole. Ludzie, niestety, mają tendencję do uogólniania i przypisywania słabości pewnej osoby lub kilku osób, przedstawicielom tej samej nacji czy zawodu.
Poza tym nie będzie to nic odkrywczego, jeśli dodam, że od każdej reguły bywają wyjątki. Wszyscy przecież jesteśmy tylko ludźmi. Mamy różne przypadłości i popełniamy wiele błędów.

Teraz, gdy pani Halinka zobaczyła ów mem w Internecie, wszystko jej się przypomniało. Patrząc na to z perspektywy czasu, nawet rozbawiło. I nie zastanawiając się długo, udostępniła go znajomym.

Nie spodobało się to jednej ze znajomych, powiedzmy, że owa pani ma na imię Anna. Kobieta nie miała tego typu wspomnień. Raczej wręcz przeciwnie, nauczycielom okazywała wielki szacunek. I słusznie, bo im się należy. Była więc udostępnionym przez panią Halinę postem zbulwersowana i zrugała ją za to jak uczniaka.
A wystarczyło na wszystko spojrzeć mniej emocjonalnie.

Pani Halina wiele lat przepracowała w szkole. Doskonale wie, jaki to trudny zawód. Cieszy się, że żadna pandemia nie miała miejsca w czasach, gdy jeszcze pracowała. Wie też, że reakcje ludzi na pewne sprawy mogą być skrajnie różne. Wiele zależy od nastroju w danej chwili i postrzegania świata przez pryzmat własnych wyobrażeń. Brzmi nieco filozoficznie, ale cóż, takie jest życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

KĄCIK POLITYCZNY

  Zdjęcie: Pixabay Nie o politykę bynajmniej tutaj chodzi, a o zwykłe przyjęcie imieninowe. Na myśl o tym, że zbliżają się imieniny męża, Wa...