Mała miejscowość na południu Polski.
Mieszka tu mężczyzna, powiedzmy, że ma na imię Stanisław. Jest w średnim wieku, żonaty, pracuje na budowach jak
instalator sieci wodno-kanalizacyjnej. To ciężka praca. Toteż po pracy wraca do
domu zmordowany, a jedynie, o czym wtedy marzy, to wygodna kanapa, latem zimne
piwko, a chłodniejszą porą jakiś nieskomplikowany program w telewizji, który
niespecjalnie skłania do myślenia. Za to jest doskonałą rozrywką. Pan Stanisław nie ma siły na to, by
zastanawiać się nad wielkością lub, jak kto woli, marnością tego świata. Po
pracy życzyłby sobie jedynie chwili wytchnienia. Czasem zagląda też do internetu,
głównie na Facebooka, by zobaczyć, co tam umieścili jego znajomi.
Cieszą go proste rzeczy, śmieszą nieco infantylne memy. Ale właśnie to, poza
rodziną, daje mu radość życia.
W tej samej miejscowości, kilka domów dalej, mieszka pewne małżeństwo, także w
średnim wieku. Nazwijmy ich panem
Markiem i panią Bożenką.
Pan Marek pracuje w banku. Pani Bożenka zaś jest laborantką. Mają
dwójkę nastoletnich dzieci. Oboje to ludzie wykształceni, inteligentni,
umiejący odpowiednio zachować się w każdej sytuacji i w każdym towarzystwie.
Po pracy zwykle siadają w fotelach przed telewizorem i słuchają wiadomości z
kraju i ze świata. Irytują ich poczynania polityków, ekologów i wszelkie maści
ludzi, którzy próbują narzucić innym swój światopogląd. Mają też świadomość, że
wiele informacji płynących ze szklanego ekranu nie do końca jest prawdziwych.
Czasem próbują weryfikować je z tym, co znajdują w Internecie, choć i tam
trzeba zachować ostrożność.
Pani Bożenka i pan Marek wykazują
także swoją aktywność na Facebooku, Instagramie, a ostatnio nawet na Tik Toku.
Nie chcą pozostawać w tyle za znajomymi, zwykle tak to tłumaczą. Nie do końca
jest to prawda, bo nade wszystko interesuje ich życie prywatne znajomych. Z
tego powodu wnikliwie codziennie przeglądają zdjęcia i posty przez nich
pozostawione. Bawią ich dodane przez nich memy i komentarze, które są bardzo
różne. Zwykle wklejane w przypływie
chwili lub pod wpływem toczących się w ich życiu wydarzeń.
Pani Bożenka jest zwolenniczką
angielskiego humoru, toteż rzadko co jej się podoba i powściągliwie podchodzi
do wszystkich kwestii związanych z memami, tudzież prywatnymi komentarzami
innych fejsbukowiczów. Przy okazji zawsze podkreśla, że niektórym brak dobrego
smaku.
Pan Marek ma zwyczaj głośnego
komentowania tego, co widzi lub czyta. Często słychać więc pokrzykiwania w
stylu: „Ale cymbał!”, Co za miernota!, Żartowniś jeden!”, ale także:
„Prymitywne to!”, „Mógł wymyślić coś lepszego!”, „Nie popisał się!”.
Pan Marek ocenia wszystko i
wszystkich według swojego poziomu, co w pewnym sensie jest zrozumiałe.
Niezrozumiałe natomiast jest, że nie bierze poprawki na to, iż ludzie
prezentują różne poziomy inteligencji, a co za tym idzie, różne poziomy
odczuwania piękna, wrażliwości na ludzkie sprawy, czy choćby nawet różnorakie
podejście do tematu żartów. Swoją oceną dzieli się zwykle z żoną, która myśli i
widzi podobnie. A nawet, gdy się z nim nie zgadza, przytakuje dla świętego
spokoju. Pani Bożenka bowiem nie
lubi się kłócić, a swoje spostrzeżenia raczej woli zachowywać dla siebie.
Na drugim końcu owej miejscowości mieszka emerytowana nauczycielka, umówmy się,
że ma na imię Halina.
Pani Halinie niedawno zmarł mąż, a
trójka dorosłych dzieci założyła własne rodziny i rozjechali się po kraju. Tak
więc pani Halinka mieszka samotnie w
niewielkim domu, który wybudowali razem z mężem. Nie ma zbyt wielu przyjaciół.
Część z nich opuściła już ziemski padół, a ci którzy jeszcze tu zostali, rzadko
do niej zaglądają. Podobnie sytuacja ma się z dziećmi.
Odkąd jednak nauczyła się obsługiwać komputer, na nudę nie narzeka. Ma swoje
konto na Facebooku, rozmawia z dziećmi przez popularne komunikatory, i cieszy
się każdą chwilą, bo jak mawia, dużo ich już jej nie zostało.
Dawniej nie potrafiła cieszyć się byle czym. Do wszystkiego podchodziła z
dystansem. Teraz zrozumiała, jak wielki był to błąd. Postanowiła więc, że musi
to zmienić.
Ostatnio trafiła na Facebooku na pewien mem, który nieco dowcipnie traktował
sprawę dezynfekcji rąk w szkołach płynem sporządzonym na spirytusie. Bo jakby
nie było spirytus roztacza wokół siebie mocny zapach, co niektórych
dowcipnisiów skłania do żartowania z uczniów i nauczycieli, że to niby przychodzą
do szkoły po spożyciu. Roześmiała się na samą myśl.
Nagle w jej głowie ożyły pewne wspomnienia. Przypomniały jej się dwie dawne
koleżanki nauczycielki, które miały problem z alkoholem. Bywało że przychodziły
do pracy nie tyle po spożyciu, co mocno „wczorajsze”. W pokoju nauczycielskim
żartowały z siebie. Naśmiewały się, która z nich zjadła, (tak, zjadła!) tego
dnia więcej pasty do zębów, żeby nie było od niej czuć tej przykrej woni.
Ponadto czasami zdarzało im się nie przyjść do pracy z powodu poalkoholowej
niedyspozycji. Jedna z nich swego czasu nawet „pożyczyła” sobie klasowe
pieniądze, które zebrała na wycieczkę uczniów. A ponieważ potem miała problem z
ich oddaniem, sprawa stała się głośna nie tylko w szkole, ale w całej okolicy.
Poirytowani rodzice uczniów nalegali na zwolnienie owej nauczycielki, ale
ostatecznie do tego nie doszło.
Pani dyrektor wykazała wobec niej, a także tej drugiej pani, której alkoholizm z
czasem zataczał coraz szersze kręgi, wielkoduszność. Panie bowiem były tuż
przed emeryturą. Jedna z nich miała 2 lata, druga 1 rok do emerytury. Gdyby
zostały usunięte z pracy z tego powodu, żaden inny pracodawca by ich nie
przyjął. Nawet, gdyby dostały wymówienie bez wskazania powodu, sytuacja byłaby
taka sama. Były to lata dziewięćdziesiąte, głębokie bezrobocie. Nikt nie
przyjmował do pracy starszych osób. Nie otrzymałby więc emerytury ze względu na
brak odpowiedniej ilości przepracowanych lat, a tym samym pozbawione byłyby
środków do życia.
Na zapach alkoholu wyczuwalny od pań skarżyli się nieustająco rodzice, ale
niewiele mogli zdziałać w tej sprawie. Narzekali także sami uczniowie. Jedna z
nauczycielek często miewała kłopot z napisaniem najprostszych wzorów na
tablicy, a tym bardziej z podaniem wyniku zadania. Śmiechu było przy tym co nie
miara. Dzieci są doskonałymi obserwatorami. Potrafiły dostrzec to, co czasem
udawało się nauczycielce ukryć przed samą dyrektorką.
Reszta grona pedagogicznego była bez zarzutu i z pewnością przykro było im
słuchać, kiedy owe dwie panie psuły opinię szkole. Ludzie, niestety, mają
tendencję do uogólniania i przypisywania słabości pewnej osoby lub kilku osób, przedstawicielom
tej samej nacji czy zawodu.
Poza tym nie będzie to nic odkrywczego, jeśli dodam, że od każdej reguły bywają
wyjątki. Wszyscy przecież jesteśmy tylko ludźmi. Mamy różne przypadłości i
popełniamy wiele błędów.
Teraz, gdy pani Halinka zobaczyła ów mem w
Internecie, wszystko jej się przypomniało. Patrząc na to z perspektywy czasu,
nawet rozbawiło. I nie zastanawiając się długo, udostępniła go znajomym.
Nie spodobało się to jednej ze znajomych, powiedzmy, że owa pani ma na imię Anna. Kobieta nie miała tego typu
wspomnień. Raczej wręcz przeciwnie, nauczycielom okazywała wielki szacunek. I
słusznie, bo im się należy. Była więc udostępnionym przez panią Halinę postem zbulwersowana i zrugała ją za to jak uczniaka.
A wystarczyło na wszystko spojrzeć mniej emocjonalnie.
Pani Halina wiele lat przepracowała
w szkole. Doskonale wie, jaki to trudny zawód. Cieszy się, że żadna pandemia
nie miała miejsca w czasach, gdy jeszcze pracowała. Wie też, że reakcje ludzi
na pewne sprawy mogą być skrajnie różne. Wiele zależy od nastroju w danej
chwili i postrzegania świata przez pryzmat własnych wyobrażeń. Brzmi nieco filozoficznie,
ale cóż, takie jest życie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz