piątek, 9 stycznia 2026

Nieodgadniony obraz - opowiadanie

 



W galerii sztuki na pierwszym piętrze, jak można było się spodziewać, nie było wcale tłoczno. Zaledwie kilka osób, z których część w międzyczasie zdążyła opuścić salę, zanim Anna i Michał zdążyli na dobre przejść kilkadziesiąt kroków. Swoje obrazy wystawiali tu malarze należący do awangardowej grupy, która w ostatnim czasie nader mocno reklamowała się na łamach lokalnych gazet. Na tyle skutecznie, że dał się w to wkręcić kuzyn Anny, Michał.
- No chodź! Co ci szkodzi raz na jakiś czas wybrać się na wystawę malarstwa? – namawiał najpierw ją, a potem także jej męża.
W przeciwieństwie do męża Anny, kuzynka Michała odznaczała się słabym charakterem, a co za tym idzie, łatwo było nią manipulować. Wieloletnia praca nad poprawą tego stanu rzeczy, jak na razie nie przynosiła żadnych rezultatów. A szkoda, bo być może nie znalazłaby się w takiej sytuacji jak ta. Ale po kolei.

Mąż stanowczo odmówił. Annie stanowczości zabrakło.
- Ostatecznie mogę pójść – zdecydowała nieco się ociągając, dając tym samym do zrozumienia Michałowi, że robi to wyłącznie dlatego, żeby nie zrobić mu przykrości.
Ogólnie rzecz ujmując, Anna lubiła otaczać się kulturą i sztuką. Teatr, kino, wystawy, spotkania z pisarzami i poetami, wszystko to zawsze było jej pasją. Niestety, nie miała zbyt wiele czasu, który mogłaby na to poświęcić, ale od czasu do czasu, i owszem, chętnie coś zobaczyła, albo posłuchała. Ale żeby oglądać jakieś bohomazy…
Tak właśnie postrzegała sztukę awangardową. Zresztą, jej kuzyn rzekomo także. Przynajmniej tak deklarował. Tym bardziej więc nie mogła zrozumieć, dlaczego chce niemal siłą zaciągnąć ją na ową wystawę. Zrozumiała jego intencje dużo później. Powiedziałaby, że zbyt późno.
W sali wystawowej roiło się od obrazów różnych wielkości, które zakrywały niemal każdy wolny kawałek na ścianach. Od kolorów farb, których użyto do ich namalowania można było dostać oczopląsu. Nie mniej jednak nie przyznawała się Michałowi, że nie specjalnie jej się tu podoba i najchętniej zmieniłaby lokal.
Tymczasem kuzyn, przynajmniej takie odniosła wrażenie, co ją jednocześnie nieco zdziwiło, czuł się, jakby był w swoim żywiole. Przyznać trzeba, nie znała go z tej strony.
Z wnikliwością przyglądał się każdemu obrazowi po kolei, kontemplował, robił różne dziwne pozy, którymi chciał pokazać Annie, że ogląda je pod każdym kątem. Co raz to nachylał się, a to z jednej, a to z drugiej strony, to znów schylał się, żeby spojrzeć od dołu, albo z boku. Zaniepokojona jego dziwnymi ruchami spytała:
- Szukasz jakiejś wskazówki? Ktoś może zostawił ci jakąś informację na tych obrazach?  Zażartowała nie bez powodu, bo trochę wyglądało to jak harcerskie podchody.
- Ależ skąd! – nieco się oburzył. – Jak myślisz, co ten obraz przedstawia? – Spytał, gdy zatrzymali się przed jednym z nich, wielkim, w delikatnych, złotych ramach.
- Nie mam pojęcia – odparła zgodnie z prawdą. – Ale jednego jestem pewna. Ta rama pasuje do niego jak przysłowiowa pięść do oka.
Grube esy floresy namalowane farbami w ciemnych kolorach nie współgrały z cieniutką ramą.
- Ale może ja się nie znam. Właściwie, z całą pewnością się na tym nie znam. W moim odczuciu coś jednak tu nie gra – dodała.
- Przyjrzyj się lepiej. Co mogłabyś powiedzieć o tym obrazie? Co te linie przedstawiają? – Michał drążył uporczywie.
- Na Boga, nie wiem! Może to jakaś głowa smoka omotana starymi szmatami…
Wydawało jej się, że powiedziała to w miarę cicho. Okazało się jednak, że nie do końca tak było, bo stojąca niedaleko i oglądająca obrazy para w średnim wieku, mężczyzna i kobieta, odwrócili się w ich stronę i wymownym wzrokiem próbowali dać jej do zrozumienia, że są nieco zniesmaczeni odpowiedzią Anny. Michał chyba też. Spojrzał z niedowierzaniem najpierw na nią, a potem na obraz i rzekł:
- Eee! Nie może być! Stań z boku i spójrz z innej perspektywy.
Posłusznie stanęła. Perspektywa jak to perspektywa, pod każdym kątem i w zależności od odbierającego obraz, była inna. Dla niej, niestety, taka sama. No, może za wyjątkiem jednego.
- Wiesz co, gdy patrzę na obraz z boku, to równie dobrze może to być głowa zadziornego koguta, któremu inne koguty właśnie co wytargały wszystkie pióra…
Powoli zaczynała się dobrze bawić, w przeciwieństwie do pary, która posłała w ich stronę kolejną porcję niezadowolenia, którego nie potrafili ukryć w swoim wzroku. Michał podrapał się za uchem, co zwykle przydarzało mu się w sytuacjach nieco dla niego kłopotliwych. Ot, taki nerwowy trik wespół z niezadowoleniem na twarzy. Widząc grymas na twarzy kuzyna, próbowała nieco zmienić ton swojej wypowiedzi i sprowadzić rozmowę na inne tory.
- No dobra! A co chciałbyś, żebym zobaczyła w tym obrazie? Może jakaś podpowiedź?
Nie zdążyła jej usłyszeć, bo nieoczekiwanie za plecami usłyszała delikatny, kobiecy głosik, rodem z dziecinnych dobranocek. Głosik najwyraźniej miał dla niej podpowiedź, albo raczej radę, która miała uzmysłowić Annie, że nie należy widzieć wszystko w czarnych kolorach.
- A może to baletnica, tyle że w czarnym, przeźroczystym kostiumie na tle kolorowej widowni? – kobieta niby pytała, niby podpowiadała. – Może swoim ciemnym strojem chce wyrazić smutek?
Potem mówiła coś jeszcze na temat jej subtelności, tanecznej pozy, baletek i rajstop.
Anna patrzyła na rzekomą baletnicę, w osłupieniu, bo za nic nie mogła dostrzec na obrazie żadnej części jej ciała, a cóż dopiero stroju i widowni(!). I kiedy usiłowała trafić do swojej podświadomości, by ta przyszła jej z pomocą, Michał nieoczekiwanie zaczął mazać palcem w prawym dolnym rogu obrazu.
- Co ty robisz? – spytała zaniepokojona.
- Malarze zwykle w tym miejscu kładą swój podpis – wyjaśnił.
- Aha! – powiedziała z rozmysłem. – I co tam wyczytałeś?
- Nie muszę niczego wyczytywać. Wiem, kto namalował ten obraz.
- Doprawdy? Znasz malarza?
- Nawet osobiście…
- To pewnie wiesz też, co przedstawia? – spytała zaintrygowana.
Para w średnim wieku też wykazała swoje zainteresowanie, bo nagle zmniejszył się do tej pory dzielący ich dystans. Wyraźnie przybliżyli się w stronę Michała i jego kuzynki. Co więcej, Anna odkryła też, że na sali oprócz nich, owej pary i kobiety o dziecinnym głosiku, znajduje się tak zwany kurator wystawy, czy jak kto woli kustosz. Właściwie to nie wiedziała, jak prawidłowo nazywa się taka osoba. W każdym razie podszedł do nich zaciekawiony, przynajmniej tak jej się wydawało.
- Przepraszam – zwrócił się do niej i do Michała. – Przypadkowo usłyszałem, że zwracacie się państwo do siebie po imieniu.
- Owszem – odparła zaskoczona. – To dla pana jakiś problem? – Syknęła niezbyt miło, aż na jego twarzy pojawił się delikatny rumieniec świadczący o tym, że nieco go speszyła. I nie dając mu czasu na odpowiedź, spytała:
- A może pan nam powie, co przedstawia ten obraz?
- To… może już sam autor.
- O! Jest tutaj obecny? – szczerze się zdziwiła.
Nie zauważyła, że kuzyn za jej plecami daje mu jakieś znaki. Najwyraźniej chciał zmusić go do milczenia, ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziała. Mężczyzna więc oddalił się czym prędzej, tłumacząc się naprędce jakąś pilną pracą. Tymczasem Michał jeszcze intensywniej mazał palcem po obrazie. Zupełnie jakby chciał coś z niego zmazać. Ciekawość Anny wzięła górę, więc postanowiła przyjrzeć się bliżej, co to takiego. I gdy ostatecznie dokonała niebywałego odkrycia, omal nie krzyknęła:
- O rany! On się nazywa tak samo jak ty! No popatrz! Jaka zbieżność nazwisk!
I wtedy Michał, nie wiedzieć czemu, bez słowa opuścił salę. Pobiegła więc za nim. Ale tego dnia najwyraźniej wszystko sprzeciwiło się przeciwko niej. Nagle pośliznęła się i wylądowała na śliskiej posadzce holu. Kuzyn nie widział tego. Zdążył w międzyczasie opuścić galerię. Przy Annie znalazła się niemal natychmiast kobieta o dziecinnym głosiku, za co była jej wdzięczna, bo pomogła jej postawić się do pionu. Choć słowo „pion” nie było tu słowem odpowiednim, gdyż okazało się, że skręciła nogę w kostce i nie była w stanie samodzielnie się poruszać. Dodatkowo upadając, uderzyła się w kaloryfer i na jej ręce pojawił się wielki siniak, a drugi nieco mniejszy i wypukły, na czole. Nie miała pewności, czy oby noga nie jest złamana, więc postanowiono wezwać karetkę, choć bardzo się przed tym wzbraniała.
Michał zorientował się, że coś jest nie tak, gdy zobaczył karetkę pod galerią. Stojąc na zewnątrz przy drzwiach wejściowych do galerii, czekał na swoją kuzynkę. A że trochę to trwało, pełen złych przeczuć pobiegł na górę.

Pół godziny później oboje siedzieli w poczekalni do chirurga.
- Teraz wyglądasz jak ten smok z obrazu, albo kogut z wyszarpanymi piórami – naigrawał się z niej.
- O nie, nie! Wypraszam sobie! Jestem raczej tą baletnicą w czarnym, tiulowym stroju, wyrażającym smutek…
Tak naprawdę wcale nie było jej do śmiechu. Noga przeraźliwie bolała, a ponad trzygodzinne czekanie w kolejce do chirurga też nie napawało optymizmem. Niemniej jednak jakaś kara jej się należała.
- Przepraszam cię, Michale! Nie miałam pojęcia, że malujesz. Dlaczego ukrywałeś to przed całym światem? – spytała zaciekawiona.
- Właśnie dlatego. Żeby nie narażać się na takie sytuacje jak ta w galerii.
- Ależ ja naprawdę nie byłam w stanie odgadnąć, co przedstawiał tamten obraz.
- Ciebie – odparł krótko. A potem, przyglądając się wymownie jej siniakom, dodał: – Chyba byłem złym prorokiem…
Nie wiedziała, czy mówił prawdę, czy tylko sobie z niej żartował. Ale dało to Annie do myślenia. Poskręcana z bólu, zmęczona wyczekiwaniem w kolejce, musiała przedstawiać obraz pożałowania godny. Zastanawiała się później, czy ktoś obcy patrząc na nią w tamtym momencie, byłby w stanie obiektywnie ocenić, kim jest i co tak naprawdę sobą reprezentuje.
Była takim „nieodgadnionym obrazem”. Z siniakami na ciele, utykająca i nieszczęśliwa, według jednych osób mogła być ofiarą jakiegoś wypadku. Według innych, kobietą maltretowaną przez partnera. Zdaniem jeszcze innych, nieuważną, głupią babą. Wszystko przecież zależy od punktu widzenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

KĄCIK POLITYCZNY

  Zdjęcie: Pixabay Nie o politykę bynajmniej tutaj chodzi, a o zwykłe przyjęcie imieninowe. Na myśl o tym, że zbliżają się imieniny męża, Wa...