niedziela, 19 października 2025

 



Zdjęcie: Pixabay

PRZEŹROCZYSTA
Im bardziej Michalina tuliła twarz w miękką poduszkę, tym bardziej wydawało jej się, że odnosi wręcz odwrotny skutek. Zamiast ukoić smutek i rozgoryczenie, gniotła policzki i poorane bruzdami czasu czoło. Poduszka była niczym twardy beton. To skojarzenie nie przypadkiem gościło w jej głowie, i to już od dłuższego czasu. Odnosiła wrażenie, że w którąkolwiek stronę by nie spojrzała, napotykała betonową ścianę. Odbijała się od niej niczym pingpongowa piłeczka.
Czasem bywało nieco inaczej. Wokół niej był świat w całej swej rozciągłości, tętniący życiem bliskich osób, znajomych i nieznajomych. Tylko że pomimo swoich starań, by być dostrzeżoną przez innych ludzi, stała się jakby niewidzialną.
Zupełnie, jakby była duchem. Duchem, który niczego przecież nie potrzebuje. Żadnej uwagi, dobrego słowa, fizycznej pomocy.
Ducha, choć się nie widzi, to jednak pamięta się, że gdzieś tam jest. I zawsze można go przywołać, wnieść do niego modły, kiedy jest potrzebny. I ten niewidzialny duch nagle przywdziewa ciało żony, siostry, babci, pracownicy, dobrej znajomej. I biegnie z pomocą. A gdy już wypełni swoje zadanie, znika zazwyczaj niezauważalnie.

Tego dnia był chyba „dzień betonu”, jak zwykła nazywać go Michalina.
Przed południem zadzwoniła do swojej znajomej, Pauliny. Znały się jeszcze od podstawówki. Nie widywały zbyt często, ale za to regularnie do siebie dzwoniły. Podczas poprzedniej rozmowy telefonicznej nie udało im się zbytnio porozmawiać, bo Paulina umówiona była na spacer ze swoją sąsiadką i nie chciała, by ta na nią zbyt długo czekała. Rzuciła więc do telefonu krótkie zdanie:
- Muszę kończyć, bo Wanda pewnie już tam czeka (w domu). Zadzwonię później.
Nie zadzwoniła. Nie odebrała też telefonu przez kilka następnych dni. A gdy już się to stało, ich rozmowa została przerwana przez rzekomo dzwoniącą do niej kuzynkę z Anglii. Michalina kolejny raz usłyszała dyżurne słowo – oddzwonię.
Był to jasny dla niej dowód, że kuzynka z Anglii jest dla Pauliny ważniejsza niż Michalina. Przecież równie dobrze mogła oddzwonić do kuzynki.

Po południu zadzwoniła do syna. Chciała, by ten zawiózł ją do pobliskiej miejscowości, gdzie swój wieczór autorski miał jej znajomy poeta, którego poznała przed kilkoma laty. Syn oczywiście nie miał czasu, synowa zajęta była dziećmi. Zadzwoniła jeszcze z tą samą prośbą do kilku znajomych. Bez skutku. Każdy miał jakąś wymówkę. Co poniektórzy dawali jej do zrozumienia, że przecież to nic ważnego i powinna sobie odpuścić spotkanie autorskie. Cóż było robić? Odpuściła.
Pod wieczór zabrała się za przygotowanie kolacji. Mąż zażyczył sobie tosty. Tyle że ze zgrozą zauważyła, że chleb tostowy „wyszedł” i zostały tylko dwie kromki. W ogóle w domu było zbyt mało chleba w ogóle. Poprosiła więc męża, by podwiózł ją do najbliższego sklepu. Raptem dwa kilometry. Sama Michalina nie prowadziła samochodu. I tu natrafiła kolejny raz na beton, nie wspominając o kilku niewybrednych epitetach pod jej adresem. Na kolację była więc owsianka.
Pech chciał, że jeszcze tego samego dnia wyłączono w okolicy prąd. Zbierało się na deszcz i burzę, i takie praktyki należały do rutynowych czynności w elektrowni w ich okolicy. W dodatku wiał silny wiatr. Michalina pomyślała, aby czym prędzej pobiec do ogródka i zerwać dojrzałe na krzaku pomidory i paprykę. Po ulewie mogłyby być uszkodzone. Poproszony o pomoc mąż, nie zareagował.
Wieczorem, już po burzy, zjawiła się sąsiadka z pretensjami. Wiatr poroznosił po sąsiedniej posesji niepotrzebną folię, którą małżonek, nie wiadomo czemu, wciąż trzymał na tyłach domu. Nie była to pierwsza taka sytuacja, więc pretensje sąsiadki były uzasadnione. Prośby, zarówno jej jak i żony, by po nie poszedł i doprowadził obejście do porządku, spełzły na niczym. „Beton” nie zareagował. Musiała poradzić sobie z tym sama.

Kolejny dzień w życiu kobiety okazał się być dniem przeobrażenia się ducha w człowieka i wypełniony po brzegi pracą, oczywiście darmową, na rzecz innych osób. Męża, wnuczek, sąsiadów i bratowej.
Mąż nagle przypomniał sobie, że kończą mu się czyste skarpety i powinna mu je uprać. Najlepiej natychmiast. Potem usłyszała całkiem sporą listę życzeń na temat tego, co to on tego dnia by nie zjadł. Menu skomponował całkiem szerokie. Na koniec dodał, że trzeba zrobić (w domyśle miała to zrobić Michalina) sałatkę z cukinii do słoików na zimę, bo przecież jest jej całkiem sporo, a na grządkach rosną kolejne.
Przed południem pojawiły się dwie wnuczki, obie w wieku przedszkolnym, i rzecz jasna babcia miała za zadanie się nimi zająć. Ledwo opuściły dom babci, pojawili się sąsiedzi, którzy rzekomo przyszli na herbatę, ale tak naprawdę w interesach. Zażądali wręcz, by Michalina i jej mąż partycypowali w kosztach ogrodzenia, które zamierzali wymienić na nowe wzdłuż wspólnej granicy. Prośba niby oczywista i słuszna, ale nie na czasie, bowiem rodzina Michaliny miała teraz inne ważniejsze wydatki. Doszło więc do niespodziewanej sprzeczki. Jeszcze w trakcie jej trwania pojawiła się bratowa Michaliny. W torbie miała sporo ciuchów wymagających reperacji.
- Ja nie mam maszyny do szycia, ale ty masz. Nie zaniosę do krawcowej, bo za przeróbki sporo sobie liczą – oznajmiła dyktatorskim głosem i nie znosiła sprzeciwu. Tłumaczenie, że nie ma na to czasu i wzrok już nie ten, na nic się zdały.
Kiedy dzień już się skończył i kładła się do łóżka, zadzwonił telefon. Była godzina dwudziesta trzecia i telefon o tej porze nie wieszczył nic dobrego. Nie myliła się. Synowa źle się poczuła i potrzebowała pojechać na SOR.
- Przyjdź do dzieci – błagał syn. - Przecież samych ich nie zostawię, a budzić ich i zabierać ze sobą nie mam sumienia. Smacznie sobie śpią. Trzeba ich tylko przypilnować...
Jak mogłaby w takiej sytuacji odmówić. Z powrotem wskoczyła w ciuchy i pobiegła nocą do domu syna. Na szczęście nie mieszkał zbyt daleko.

Po nieprzespanej nocy, wiadomo wizyta na SOR - rze zwykle trwa kilka godzin, myślała, że sobie trochę odpocznie. A potem zajmie się swoimi sprawami i domowymi obowiązkami. Niestety, źle myślała.
Rankiem nie czuła się dobrze. Miała wrażenie, że coś ją bierze i tylko czekać, aż pojawi się gorączka. Zadzwoniła więc do przychodni. Ale tego dnia nie znalazło się dla niej wolne miejsce. Lekarz miał sporo pacjentów.
Mąż nie wiedzieć czemu, od rana się dąsał i za wszystko, co mu nie wychodziło, obwiniał właśnie ją. Potem przez resztę dnia jej unikał. Gdy poprosiła go, żeby pojechał do apteki i kupił Grypex, aby jakoś przetrwać do wizyty u lekarza w następnym dniu, udał, że tego nie słyszy. Nie zareagował też na prośbę, żeby starł rozlaną przez niego na podłogę w kuchni kawę. Włączył na cały głos telewizor. Poproszony o ściszenie - odparł bezczelnie:
- Nie wiedziałem, że też tu jesteś.
Przykłady mogłaby mnożyć.
Po południu zadzwoniła do znajomej, Agaty, z pytaniem, kiedy odbędzie się najbliższe spotkanie kółka rękodzielniczego, do którego należała.
- Przecież było wczoraj! Nikt cię nie zawiadomił? - spytała naiwnym głosem. Zwykle to ona ją zawiadamiała.
Mimo że nie czuła się zbyt dobrze i była trochę zestresowana, postanowiła pójść na spacer. Żeby „rozchodzić” stres. Liczyła, że dobrze jej to zrobi. Gdy wracała ze spaceru, zmęczona już na maksa, i z trochę obolałą kostką w nodze, przejeżdżali tamtędy znajomi mieszkający kilka domów dalej. Machała do nich ręką, żeby się zatrzymali. Liczyła na podwózkę. Na próżno. Udali, że jej nie widzą.
Jakby tego było mało, jeden z sąsiadów rozpalił w swoim ogrodzie wielkie ognisko, ignorując fakt, że dym z ogniska leci wprost na pranie, które wcześniej rozwiesiła.
Na jej widok odwrócił się tyłem. Nic nie widział, nic nie słyszał. Ani prania, ani Michaliny. A przecież nie była przeźroczysta.
Po kolacji mąż włączył telewizję, a w telewizorze mecz koszykówki. Zwykle o tej porze Michalina oglądała swój ulubiony serial. Nigdy wcześniej nie oglądał koszykówki... W ogóle nie przepadał za sportem.
Potem jeszcze zadzwoniła do syna i synowej z pytaniem o zdrowie.
Nikt nie spytał o jej. Przykre.
Tuż przed snem usiadła do komputera i na Facebooku zagadnęła przyjaciółkę o jej sprawy osobiste. Rozwodziła się z mężem i bardzo to przeżywała. Stale zwierzała się Michalinie, a ta pocieszała ją jak mogła i zawsze służyła dobrą radą.
Przyjaciółka bez zająknięcia się zrelacjonowała jej swoją sytuację. Na koniec Michalina zapytała wprost:
- Nie spytasz co u mnie?
- Może jutro, bo dzisiaj już późna pora - odparła.
Dla niej też była przeźroczystą... Jakie to smutne!
I pomyśleć, że takich przeźroczystych osób tak wiele chodzi po tej ziemi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

KĄCIK POLITYCZNY

  Zdjęcie: Pixabay Nie o politykę bynajmniej tutaj chodzi, a o zwykłe przyjęcie imieninowe. Na myśl o tym, że zbliżają się imieniny męża, Wa...