zdjęcie: Pixabay
Podobno cel uświęca środki.
Wystarczy wbić przysłowiowy kij w mrowisko.
Przedtem koniecznie
trzeba znaleźć sobie temat, po którym część osób poczuje się
na swój sposób uradowana, a druga część, odwrotnie,
wkurzona.
Dobry temat generuje zasięgi. Tylko, co to znaczy dobry
temat? Dla każdego coś innego. Ale generalnie jest jeden pewny
kierunek, w którym należałoby się poruszać, he, he, a który
zawiedzie nas na szczyty wiedzy i niewiedzy.
A mianowicie: Należy
zadać sobie pytanie: Kogo by tu odwołać (czytaj uwalić) z
pełnionej przez niego funkcji. I często nie ma to większego
znaczenia, jakie stanowisko ten ktoś zajmuje, od prezydenta po
sołtysa. Byle coś się działo. Byle było zainteresowanie.
W
dobie telefonii komórkowej i Internetu wieści rozchodzą się
błyskawicznie. A co za tym idzie, błyskawicznie można kogoś
postawić pod ścianą, obrzucić błotem, które raz przyklejone do
człowieka, bardzo trudno oczyścić. Zostaje na lata. I co
najważniejsze, trudno potem temu komuś udowodnić przed światem
swoją niewinność, przekonać, że nie jest się przysłowiowym
wielbłądem.
Jakimś dziwnym trafem od wywoływania do
tablicy są zawsze jedne i te same osoby.
Ich nazwiska z reguły
znają wszyscy w okolicy. Z tegoż bowiem zasłynęli.
Panie i
panowie od wbijania kija w mrowisko. Aż dziw, że jeszcze do tej
pory nie znalazło się w języku polskim specjalne słowo
(cenzuralne oczywiście), które by dostatecznie odzwierciedlało ich
poczynania. A może jest, tylko ja jeszcze go nie poznałam?
Osoby
te mają jedną wspólną cechę. Rozpętują burzę, po czym
najczęściej bez ponoszenia konsekwencji, umykają z miejsca
zdarzenia, udając pokornych baranków, „obrońców” ludzi,
którym dzieje się (czasem rzekoma) krzywda.
Na ludziach się
nie kończy. Są jeszcze przecież drzewa, zwierzęta, czyste lub nie
powietrze. Długo by wymieniać.
„Mrowisko” żyje potem swoim
życiem, ale pań i panów od wbijania kija, a właściwie należałoby
powiedzieć, od skłócania ludzi, już to nie obchodzi.
W
każdym razie, żyją wśród nas takie osobniki i choć nikt nie
podaje im już ręki, nie zaprasza do siebie na herbatę, większość
osób na ich widok odwraca głowę, oni dzielnie trwają na
posterunku i nie mają zamiaru zboczyć z raz obranej drogi.
Wydaje
im się, że dzięki swojemu niechlubnemu zachowaniu są panami
świata. A przynajmniej okolicy. Wybujałe ego, narcyzm, wrodzona
złośliwość. A może po prostu zwykła chamowatość? Już nie
wiem, co gorsze.
Sama ostatnio napotkałam na swojej drodze
dwie panie i jednego pana, których zachowanie przedstawia wiele do
życzenia, właśnie w tym temacie. I choć ich ataki nie dotyczą
mnie osobiście, naprawdę nie wiadomo, jak sobie radzić z takimi
ludźmi. Nie reagować? Nie zniżać się do ich poziomu?
Teoretycznie tak, ale wtedy zostaje się bez szansy na jakąkolwiek
obronę.
Brak możliwości obrony to słabość, skrzętnie
wykorzystywana przez niecnych ludzi do jeszcze większych ataków. Do
formułowania kolejnych wyssanych z palca zarzutów. I tak koło się
zamyka, a właściwie nie zamyka.
Wątpliwej maści celebryci
rozszerzają coraz to nowe kręgi zainteresowanych osób. Zawsze to
jakaś droga do osiągnięcia wyznaczonego przez nich celu.
A
celem może być na przykład kandydowanie w następnej kadencji na
radnego, wójta, posła, itd.
Co tam gminne wieści – opowieści.
Jest jeszcze przecież radio i telewizja. Tu można zaistnieć,
zasłynąć, pokazać się w całej okazałości, zareklamować.
Ale
przedtem musi zwolnić się stanowisko...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz