Miejsce akcji: Nieduża wioska w południowej części Polski.
O tym, że „z rodziną najlepiej wychodzi się na fotografii”, przekonał się już niejeden z nas.
Podobnie rzecz ma się w kwestii sąsiadów. Po raz pierwszy „Nie licz na sąsiada, bo zawistny i obgada, i mój Boże, nie pomoże”, usłyszałam kilka lat temu. Nie do końca jestem skłonna podpisać się pod tym powiedzeniem, ale niewątpliwie coś w tym jest. Bywa że czasem są bardzo pomocni. Tyle że trzeba mieć szczęście, żeby na takich trafić. Przynajmniej w ostatnim czasie …
Powszechnie jednak wiadomo, że powiedzenia nie biorą się z niczego.
Najlepiej zobrazuję to na przykładzie zachowania trójki panów, zamieszkujących
ową wioskę. Bynajmniej nie są to bohaterowie fikcyjni.
Powiedzmy, że mają na imię: Zbigniew,
Daniel i Gabriel.
Wszyscy trzej są w podobnym wieku, pięćdziesiąt plus. I mieszkają po sąsiedzku.
Nie ma znaczenia, czym się zajmują. Z racji bliskiego sąsiedztwa czasami zdani są
na swoją łaskę i niełaskę. Ta „łaska i niełaska” różne miewa oblicza.
Najczęściej jednak wiąże się z pewnymi, nie zawsze pożądanymi konsekwencjami. Ale po kolei:
Pan Zbigniew mieszka w wiosce od
urodzenia, przez co niekiedy wydaje mu się, że na jego grajdołku świat się
kończy. I niejako, mniemając, że być może przez zasiedzenie, rości sobie prawo
do wszystkiego. Także do okolicznych terenów.
Mniej więcej w połowie jego całkiem sporych rozmiarów działki, a właściwie
pola, przebiega wąska, prywatna (wspólna) droga, do której z urzędu mają prawo
także pozostali panowie. Obaj, aby dostać się do swoich posesji muszą tamtędy
przejeżdżać. Choć sam z niej korzysta, panu Zbigniewowi owa droga od zawsze stoi
ością w gardle.
Mężczyzna z natury jest złośliwy i zawistny. Toteż często zdarza mu się robić
na złość swoim sąsiadom. Nie sili się przy tym na jakieś wymyślne złośliwości.
Jest w siódmym niebie, gdy może na przykład zastawić przejazd sąsiadom swoim
zdezelowanym samochodem. Może z zazdrości, że tamci mają lepsze „fury”? Nie
mogą wtedy dostać się do swoich domów i zmuszeni są pozostawiać je pod gołym
niebem na skraju wiejskiej, zarazem głównej drogi, zamiast w garażu. Najgorzej
jest zimą przy mrozie. Bywa że maja kłopoty z ich uruchomieniem , przez co
spóźniają się do pracy.
Na pana Zbigniewa nic nie działa.
Ani prośby, ani groźby, ani niejednokrotnie wzywana policja. Udaje, że nie ma
go w domu. Telefonów też nie odbiera.
Kilkadziesiąt metrów dalej, wzdłuż wspomnianej wspólnej drogi stoi dom pana Daniela. Jakiś czas temu kupił tu
stary, powojenny dom do remontu. Żeby w nim zamieszkać, konieczna była pełna
modernizacja z doprowadzeniem gazociągu i wodociągu włącznie. Żeby jednak było
to możliwe, potrzebował zgody na poprowadzenie ich przez pole pana Zbigniewa.
Mężczyzna jednakże nie zgodził się, pozostawiając tym samym swojego nowego
sąsiada bez szansy na życie w normalnych warunkach.
Niedaleko działek pana Zbigniewa i pana Daniela mieszka pan Gabriel. Tak się złożyło, że mężczyzna z kolei nie ma
możliwości odprowadzenia deszczówki ani fekalii do istniejącej ogólnodostępnej
kanalizacji. Rury je odprowadzające musiałaby przebiegać przez tereny obu
panów. Oczywiście żaden z nich nie wyraził na to zgody. I tym sposobem pan Gabriel musiał zbudować w swoim
ogrodzie wielkie szambo, które zmuszony jest regularnie opróżniać. Niestety
płaci za to bajońskie sumy.
W odwecie za to, i trudno mu się dziwić, nie chce pójść na rękę panu Danielowi, który prosił go o
wycięcie dwóch potężnej wielkości modrzewi rosnących na jego działce, w pobliżu
jego posesji. Przy silnym wietrze drzewa przechylają się niemal wpół i
zagrażają domowi pana Daniela. W
obawie o uszkodzenie dachu, a co za tym idzie, także o swoje i rodziny
życie, przeżywa niestanne męki. Wietrzne
dni są dla nich niczym sceny z najgorszego koszmaru.
Pan Gabriel pozostaje jednak
niewzruszony.
To nie jedyny problem sąsiedzkiej nieżyczliwości. Wiosenne roztopy, a także potężna ulewa, która w tym roku przeszła
nad tym terenem sprawiły, że nadmiar wody spływał do szamba w ogródku pana Gabriela, które położone było
nieco niżej, niż reszta jego działki i działki sąsiada, Daniela. I jak się można domyślić, szambo przebrało, a fekalia z
niego wypływające za cel obrały sobie… ogródek warzywny i plac przed domem pana Daniela.
Jakiś czas temu los boleśnie doświadczył pana
Zbigniewa. Do jego żony trzeba było wezwać pogotowie. Biedaczka miała udar.
Pogotowie przyjechało na czas i pewnie wszystko dobrze by się skończyło, gdyby
nie… jego własny, z premedytacją źle zaparkowany samochód. Gdy karetka z żoną
pana Zbigniewa w środku, wykonując manewr cofania, a potem próbując wyjechać,
tak nieszczęśliwie wbiła się pomiędzy ów samochód a ogrodzenie, że nie była w
stanie ruszyć z miejsca. Zanim przyjechała druga, upłynęło sporo czasu.
Ucierpiała na tym żona pana Zbigniewa, doznając rozległego paraliżu.
Czy pan Zbigniew wyciągnął z tego
jakieś wnioski? Otóż nie. Dalej kombinuje, jakby tu zatruć sąsiadom. Na domiar
złego kupił drugi, równie zdezelowany samochód, którym nie jeździ, a jedynie
zagraca teren wokół jego domu i tarasuje wspólną drogę.
Pan Gabriel w dalszym ciągu nie zgadza
się na przyłącza gazociągu i wodociągu do domu pana Daniela ani na wycięcie
nieszczęsnych modrzewi. Na dodatek sadzi kolejne wysoko rosnące drzewa w
pobliżu jego płotu.
Pan Daniel ani myśli pozwolić na
przekop przez jego działkę, by sąsiad pan Gabriel mógł wreszcie podłączyć się
do ogólnodostępnej kanalizacji. Czeka na kolejną ulewę?
Wszyscy razem utrudniają sobie nawzajem życie jak tylko mogą. I tradycyjnie,
każdego dnia wieczorem przed snem padają na kolana i w modlitwie proszą Boga o
zdrowie, szczęście, pokój i radość z życia.
Tyle że wszystko to mają w zasięgu ręki, ale nie potrafią należycie z tego
korzystać...
Czego zabrakło? Rozumu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz